wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 9 - "...rana, której nie będzie dało się już naprawić..."

No to tak: Minął już miesiąc od mojego wybudzenia się, Kun postanowił z nami zamieszkać miał przerwę w sezonie, więc nic go nie zatrzymywało. Było z nim śmiesznie, gdy przychodzili inni piłkarze w domu było po prostu wesołe miasteczko. Polubiłam piłkę nożną i bardzo się w nią wciągnęłam, ta gra jest piękna, zauważyłam że oni nie grają dla sławy i pieniędzy, oni grają bo to kochają i kochają też siebie, są dla siebie jak rodzina, no w końcu "Mes que un club". Strasznie się z nimi zaprzyjaźniłam, z innymi dziewczynami też, niestety Shak jeszcze nie poznałam bo jest w trasie koncertowej, podobno jest piosenkarką. Anto już coraz bardziej zaokrągla się brzuszek, z tego co wiemy to będzie chłopiec, ale przyszli rodzice jeszcze nie znają jego imienia. Z Marcem jest coraz lepiej, zaczyna dobrze grać. Enrique wpuszcza go częściej na boisko z czego jest bardzo zadowolony, jeśli chodzi o nas, to też już zaczęło iskrzeć, Kocham go, zaczęłam się czuć jak bym już go Kiedyś kochała, tak jakbym po prostu musiała odnowić tą miłość sprzed wypadku i chyba mi się udało. Co do tego kolesia ze szpitala Patryka, nie widziałam go od tamtego czasu, może i nawet dobrze wydawał się bardzo dziwny. Jeśli jesteśmy przy temacie szpitala to jeszcze tam nie zawitałam i planuje tego nie robić. Pamięć na razie nie wraca, może trzeba jeszcze trochę poczekać, mnie się nie spieszy, ważne że kiedyś wróci, mam taką nadzieję. Poznałam też Neymara, wspominam o nim, bo też wydawał mi się jakiś dziwny, cały czas się na mnie patrzył i starał się być blisko mnie, raz próbował mnie pocałować, ale ja uciekłam, nie mówiłam nic Bartrze lepiej żeby nie wiedział. Barcelonie się powodzi, dostali się do finału ligi mistrzów, grają z Juventusem, stresują się ale nie powiem że nie są pewni siebie, bo są i to bardzo. Wierzę w nich. Nie dawno wygrali ligę Hiszpanii !! Mistrze Hiszpanii ah jak to pięknie brzmi. Brakuje im tak mało aby przejść do historii. Wierze że dadzą radę! Chodzę też z nimi na treningi. Dzisiaj grali mecz towarzyski, oczywiście nie mogło mnie na nim zabraknąć, piłka stała się dla mnie najważniejsza...no może oprócz chłopaków.
-Aniela idziesz już!?-zapytał wkurzony Leo.
-No właśnie, szybciej bo Pchła zaraz się cała czerwona zrobi.-krzyknął Pique, który stał obok Messiego. Wszyscy momentalnie zaczęli się śmiać, oczywiście oprócz Messiego.
-An, ile jeszcze?-stał przy drzwiach łazienki Marc.-No kochanie szybciej.
-No czekajcie, musze jakoś wyglądać, nie moja wina że obudziliście mnie za późno.
-Twoja! Bo jak byś tyle nie spała, to bylibyśmy już w drodze na Camp Nou.-krzyknął z dołu Leo.-Zaraz się spóźnimy na mecz, a musimy ćwiczyć przed finałem! Potem będziesz marudzić jak przegramy.
-Oh no dobrze już wychodzę.-powiedziałam i otworzyłam drzwi, ubrana byłam w strój fcb bluzkę Marca, a spodenki Messiego.
-Ej! To nie fair!-krzyknął obrażony Pique, gdy zeszłam na dół.
-Haha lamus!-powiedział..taa "powiedział" ale krzycząc Marc.
-Ahh...-powiedziałam i poszłam do salonu po mazak.
-Ej gdzie ty idziesz?-zapytał poddenerwowany Messi.-Nie zdążymy!
Ja nie odpowiedziałam, wzięłam gruby czarny marker i podeszłam do chłopaków, podniosłam koszulkę do góry i zawiązałam aby było widać mi brzuch, po czym napisałam na nim "Pique ♥".
-Pasuje?-zapytałam odkładając marker i biorąc torebkę z szafki.
-Tak!-powiedział dumny Geri.
-No to idziemy!? Anto czeka.-wszyscy nagle w tym samym momencie rzekli:
-Aaaaaaa.-teraz było wiadomo czemu mu się tak śpieszyło.
-Dobra Romeo, no to jedźmy. Widać, że śpieszy ci się do Julii.-krzyknął Pique klapiąc Messiego po plecach i biorąc kluczyki od samochodu do rąk.
-Chcesz prowadzić?-zapytał kiedy staliśmy wszyscy przy aucie.
-Yhmm..nie mam prawka..-powiedziałam i weszłam do auta.
                                                                       ***
Kocham ten moment...stoisz na trybunach, słyszysz krzyki kibiców, ale są one stłumione, bo skupiasz się na niej...na piłce. Na nich...idolach, a za razem przyjaciołach. Na niej...tej pięknej zielonej trawie. I na nim...twoim ukochanym...Widok jeszcze piękniejszy to piłka leżąca w bramce przeciwników, albo te szczęście po strzeleniu bramki, nawet jeśli nie jest to żadne ważne spotkanie i tak jest to dla nich szczęście.
-Marc Bartra przejmuje piłkę, ominął dwóch zawodników, jest w polu karnym i....GOOOOOL!!-słychać było głos komentatorów, a za razem wielkie szczęście kibiców z Blaugrany. Być tam i widzieć to wszystko to coś wspaniałego. Wynik meczu skończył się jedynie na bramce Marca, ale mimo tego chłopcy grali świetnie do ostatniego gwizdka. Podczas schodzenia zawodników z murawy ja razem z Anto i Ritą wymknęłyśmy się do szatni chłopaków.
-Gratulacje!-powiedziałyśmy chórem.
-Dzięki!-krzyknął Gerard pijąc wodę, oblewając się nią przy tym. Nagle do pomieszczenia weszła jakaś kobieta.
-Shak!!-wszyscy krzyknęli na jej widok, a ja stałam i się na to wszystko patrzyłam uśmiechając się.
-Aniela! Obudziłaś się!-podbiegła do mnie. Oczywiście wszyscy jej wytłumaczyli dlaczego jej nie poznałam i takie tam. Jest strasznie miłą i sympatyczną osobą.
-A wam nie daruje, że mi nic nie powiedzieliście. Nawet nie wiecie jak się martwiłam!
Wszyscy zaczęli się śmiać, chłopcy umyli się, przebrali i razem pojechaliśmy do domu Pique.
                                                                        ***
-No to co?! Impreza!!-krzyknął na całą Villę Pique Dani, już lekko nietrzeźwy. Impreza trwała już od dwóch godzin, a on chciał ją dopiero zaczynać. Marc nie chciał mnie tu puścić ze względu na to co stało się ostatnio. Pokłóciliśmy się i to ostro. Nie jest moim ojcem, oficjalnie nie jesteśmy nawet w związku! Postanowiłam go omijać.
-Zatańczysz?-podszedł do mnie Ney, nie ufałam mu, ale dlatego, że byłam pijana zgodziłam się. Tańczyliśmy szybki taniec, ale on coraz bardziej zwalniał i zbliżał się do mnie, gdy ja się oddaliłam Junior się zbliżał. W pewnym momencie jego ręka spadła na moje pośladki wiedziałam, ze zrobił to umyślnie ja bez zastanowienia szybko się od niego odsunęłam.
-Ej gdzie idziesz?! Przecież wiem, że na mnie lecisz!-krzyczał, to że byłam lekko podpita i muzyka zagłuszały to co mówił. ale i tak wszystko słyszałam.
-Odwal się idioto!-krzyczałam gdy ten podbiegł i mnie złapał.
-Wiem, że tego chcesz. Spokojnie Marc się nie dowie.-zapewniał mnie cichym, a za razem lekko wkurzonym głosem miał usta blisko mnie, czułam że jest pijany. Zwinnym ruchem mu uciekłam, jak na złość akurat gdy to wszystko się zdarzyło reszta była na dworze, a przez muzykę nie było słychać moich krzyków. Szybko z płaczem, cała roztrzęsiona pobiegłam do byle jakiego pokoju, należał on do Miliana, tak sądziłam po wyglądzie. Zresztą znając tak dobrze Gerarda jak ja można się spodziewać, że mógłby być to równie dobrze jego pokój. Nagle ktoś zaczął walić do drzwi, wiedziałam kto to był słyszałam tylko cicho jego głos,
-Aniela! Kocham cie!-był to Neymar.
-Ney, co ty robisz!? Idź na dół!-słyszałam głos Shak. Po chwili usłyszałam jak Ney schodzi na dół, ona lekko zapukała.
-Proszę..-powiedziałam szlochając.
-An, co jest?-zapytała podchodząc do mnie z Milianem na rękach.
-Nic..pokłóciłam się z Marcem...-skłamałam, znaczy po części to była prawda, ale użyta nie w tym momencie, bo nie przez to płakałam. Raczej wiadomo przez co, a raczej przez KOGO.
-Widziałam go, był strasznie załamany...-powiedziała ocierając moje łzy.-Powinniście porozmawiać.-mówiła dalej.
-Teraz na pewno nie będzie chciał..
-Będzie! Zobaczysz. Idź! Jest piętro wyżej w drugim pokoju po lewej, jak tam byłam dwadzieścia minut temu był sam.-uśmiechnęła się i pocałowała mnie w czoło. Przed wypadkiem musiałyśmy się na prawdę przyjaźnić bo poczułam więź między nami jest okropnie sympatyczna, uwielbiałam ją. Poszłam tak jak mi kazała poprzedzając to całusem w policzek i ciepłym podziękowaniem, za otuchę, Mimo, że nie przez to było mi smutno i tak mnie pocieszyła.
Udałam się piętro wyżej i pokierowałam się wskazówkami przyjaciółki. Słyszałam jakieś ciche słowa za drzwiami, lekko się zawachałam, ale weszłam to co zobaczyłam...na pewno zostanie w mojej pamięci jako rana, której nie będzie dało się już naprawić...
-Dan..?
__________________________________________________________________________
No dobra obiecałam sobie, że nie będe mieszać, ale no kurde musiałam! Aktywność taka mała ;c Rozdział miał być jak będzie 5 komentarzy, ale i tak wstawiłam. Dobra to może żeby była większa to zrobimy tak, napiszcie w komentarzach jak myślicie co mogło się pod koniec wydarzyć i co Aniela zobaczyła w pokoju, osoba która będzie najbliżej lub dokładnie odpowie "wystąpi" w opowiadaniu na jeden (lub dwa) rozdziały, już mam nawet pomysł jak. Więc jak ktoś dobrze odpowie napisze jej w odpowiedzi i ta osoba będzie musiała podać mi tylko swoje imię. Zobaczymy co wymyślicie jestem ciekawa. ;D

środa, 13 maja 2015

Rozdział 8 - "Nie...wszystko dob..."

-Zobaczysz zaraz cię zniszczę! Wystarczy mi jedna dobra akcja, a będzie po tobie!-słyszałam kogoś głos z dołu.
-Haha, mój drogi, mi też wystarczy tylko jeden gol.-ten akurat umiałam rozpoznać, był to nie kto inny jak Marc, mimo że z tą osobą byli na dole słyszałam ich bardzo dobrze. Leżałam jeszcze w łóżku i ani mi się śniło wstać, ale nie umiałam wytrzymać słuchając ich kłótni. Wstałam, bardzo leniwie, i poszłam po ciuchu na dół, tak aby nie przeszkodzić im w rywalizacji, szczerze mówiąc to domyślałam się jakiej, Marc opowiadał mi, że jest piłkarzem i gra w jakimś klubie, tak na prawdę to nie pamiętam jakim, chyba nie byłam fanką sportu, zresztą nie wiem, bo ja przecież nic nie wiem!
Zaszłam ich od tyłu i zwinnym ruchem ręki, gdy tajemniczy mężczyzna miał chyba strzelić gola, jeśli tak to sie nazywa, wzięłam im joysticki. I te miny, haha bezcenne.
-Ejj!..yy-nieznajomy miał na mnie nakrzyczeć, ale gdy się odwrócił i mnie zobaczył od razu przerwał to co miał powiedzieć.-yy.. witam piękną panią.-wstał i pocałował moją rękę.
-E stary wypad.-podszedł do mnie Marc i objął mnie w biodrach, nadal było to dla mnie krępujące, ale starałam się tego nie okazywać.
-Aaa.. sory.-podał mu rękę.-..a ty jesteś?-zapytał zalotnie.
-Aniela, a ty się przedstawisz?-mężczyzna na to pytanie zrobił wielkie oczy i ze śmieszną miną zapytał.
-Serio, ty..ty nie wiesz!?
-No jak bym wiedziała to bym się nie pytała.-Bartra stał obok mnie i się z wszystkiego śmiał. Ja nadal nie wiedziałam o co chodzi.-No o co wam chodzi?!
-No, ale ty udajesz??-zapytał zdezorientowany, a ja NADAL nie wiedziałam czemu Bartra się śmieje.
-Człowieku! Mówię ci, że nie.-wkurzyłam się lekko.
-Jestem Aguero...dalej wiesz?!-zapytał z udawanym oburzeniem.
-A skąd mam wiedzieć?!
-No Boże, Kun ona straciła pamięć nie zna cie!
-A znałam?-zapytałam ze zdziwieniem.
-On jest piłkarzem Manchesteru City, nie znałaś na żywo, ale założę się że sikałaś na jego widok w telewizji,-na te słowa obydwaj panowie wybuchli śmiechem na co ja wyszłam z pokoju do kuchni. Byłam strasznie głodna, oni chyba myśleli, że się obraziłam bo od razu pobiegli za mną.
-Weź się nie obrażaj...-podszedł do mnie Marc i zrobił minę małego szczeniaczka. Już miałam ulec, aż..-No bo kto nam zrobi śniadanko jak nie ty?-wiedziałam, że żartuje ale miałam słabe nerwy, to chyba po tym wypadku, ogólnie wszystko mnie tak denerwuje, zresztą nie pamiętam jaka byłam przed tym okropnym dniem.
-Ah tak? To sami sobie radźcie, ja idę do Rity.-wystawiłam im język, poszłam na górę, przebrałam się lekko umalowałam i zeszłam po drodze wykręciłam numer taksówki. Marc chciał mnie zatrzymać, ale ja wyszłam, Nie byłam zła, ale chciałam żeby trochę się o mnie pomartwił. Gdy auto podjechało wsiadłam i ruszyłam w stronę mieszkania Messiego.
Po nie całych 15 minutach byłam już na miejscu, dałam pieniądze miłemu panu i udałam się w stronę drzwi wejściowych.
-Ooo.. dzień dobry w czym mogę pani pomóc?-zapytała jakaś miła, ładna, młoda kobieta.
-Dzień dobry. Nazywam się Aniela Rozuz, ja do Rity.
-Aniela? Przypominam sobie! Leoś mi dużo o tobie mówił.-powiedziała bardzo miłym i pogodnym tonem.-Rit! Zobacz kto do ciebie przyszedł!-krzyknęła patrząc się w stronę salonu. Prevez przyszła i zaprosiła mnie do środka, nie byłam tu jeszcze.. no kurde! Na pewno byłam! Ale nie pamiętam! To tak cholernie boli, że nic nie pamiętam, moich najbliższych przyjaciół, najbliższych dla mnie miejsc, najważniejszych! Cały czas myślę co by było gdybym się już nie obudziła, może byłoby lepiej? Może nie sprawiałabym im teraz takiego kłopotu, przecież to oni muszą być teraz przy mnie, nawet nie muszą! Ale to robią... to takie miłe, że mam w nich wsparcie, cały czas myślę też o moich rodzicach Nagle przed oczami zrobiło mi się czarno przez jakieś parę sekund nic się nie zmieniało, aż nagle ujrzałam kuchnie po czym pojawiła się zdziwiona mina jakiegoś zaspanego chłopca i jakaś para stojąca obok mnie, uśmiechali się, a ja stałam jak wryta uśmiechając się. W pewnym momencie słyszę jakieś imię zakończone echem....Ehh nic nie zrozumiałam, widziałam teraz tylko tego chłopczyka...czułam jak strasznie boli mnie głowa i jest mi słabo, ale to coś nie urywało się, naglę imię zostało powtórzone, teraz zrozumiałam... Wiktor... Czy to mój brat? Czy ci ludzie to byli moi rodzice? Wszystko w parę sekund zniknęło, a ja zobaczyłam Ritę, która coś mówiła ale nic nie słyszałam widać było przerażenie w jej oczach,
-Wiktor!!-krzyknęłam na cały dom upadając na kolana i zamykając oczy, aby znów zobaczyć tego chłopca, jednak nie udawało mi się to.
-Twój brat?!-zapytała stojąc nade mną.-Boże! Aniela krew leci ci z nosa!
-Że co... że mi? Zapytałam półprzytomnie, przyjaciółka złapała mnie pod rękę i zaprowadziła do łazienki po czym przemyła mi twarz,
-Dziwne... Ta krew spłynęła ci tylko trochę...parę kropelek.-rzekła tajemniczym głosem..Ja mało zrozumiałam, nie słuchałam byłam oszołomiona tym co parę minut temu zobaczyłam.
-Posłuchaj...-wstałam ledwo o swoich siłach, ponieważ złapałam się za umywalkę.-Kiedy..kiedy powiedziałam Wiktor..-mówiłam sapiąc było to dla mnie strasznie trudne, tak jakby mój mózg szukał starych momentów z mojego życia, gdy je odtworzył zabrał mi przy tym wszystkie siły.-Krzyknęłaś, że...że to mój bra-brat..-powiedziałam i znowu upadłam..kompletnie nie miała sił, wszystko nagle zniknęło.
-To nie czas na takie rozmowy! Choć jedziemy do szpitala! Anto!!-krzyknęła wychodząc z łazienki.
-Co sie stało?!-zapytała przybiegając cała zdyszana.
-Aniela źle się poczuła, proszę powiedz Leo jak przyjdzie, że pojechałyśmy do szpitala.
-Nie...wszystko dob...-i nagle przed moimi oczami pojawiła się ciemność...

                                                                    ***

-No tak, już chyba wiem czym tkwi cała sprawa, chodzi mi o to zasłabnięcie i nagłe przypomnienie sobie o rodzinie.-usłyszałam głos lekarza, pamiętam go, widziałam go kiedy się obudziłam po tym nieszczęsnym wypadku. Ja leżałam na łóżku szpitalnym, strasznie bolała mnie głowa, ledwo otworzyłam powieki, kompletnie straciłam siły.-O.. obudziła się pani.-popatrzył na mnie uśmiechnięty lekarz, próbowałam go odwzajemnić, ale nie za bardzo umiałam.-No to mówiłem o tym, że znam powód tego wszystkiego.
-Chodzi panu o te urywki z mojego życia...?-zapytałam półprzytomnie opadając na łóżko szpitalne, nie umiałam nic mówić nic zrobić, to było okropne.
-Tak, o to, to wszystko stało się tak dlatego, że pani mózg zaczyna sobie wszystko przypominać, będzie się tak na pewno działo częściej i to dobrze, jest pani tak osłabiona dlatego, że pani mózg na prawdę dużo musiał się wysilić aby odnaleźć te informacje z pani dawnego życia, mówiąc dawnego mam na myśli sprzed wypadku, poleży tu pani jeszcze trochę, aby odpocząć.
-A.. ta krew?-zapytała Rita, która do tej pory jeszcze się nie odzywała, tylko patrzyła z boku wsłuchując się w słowa lekarza.
-To typowe, po prostu Panna Aniela się przemęczyła, więc z osłabienia poleciała jej krew, następnym razem pewnie też tak będzie.
-No a kiedy będzie ten następny raz?-zapytałam.
-Nie wiem dokładnie, może jutro, a może za parę tygodni.-powiedział, popatrzył się na mnie pogodnie i wyszedł, ja znowu nie miałam siły aby odwzajemnić jego uśmiech. Powiedziałam Ricie, żeby poszła do domu, trochę się kłóciła, ale jeszcze po paru minutach namowy się zgodziła. Poprosiłam ją też aby nic nie mówiła Marcowi, no dobra jest słodki jak się martwi, ale czasami przesadza, a ja tego nie lubię. Głowa zaczynała boleć mnie co raz mocniej więc położyłam się spać. Tak na prawdę to spałam chyba tylko z godzinę bo do pokoju wparował Leo, z tą samą kobietą, która mnie przywitała.
-An! Dobrze sie czujesz?-Rita mi mówiła, że Messi traktuje mnie jak siostrę, to było bardzo miłe.
-Tak..ale strasznie boli mnie głowa.-popatrzyłam na tą kobietę z nie małą ciekawością, nikt mi jeszcze jej nie przedstawiał.
-A no tak-uśmiechnęła się szeroko, chyba zauważyła, że się jej przyglądam.-Jestem Antonella, mów Anto,
-Ja jestem Aniela, wy jesteście razem?-zapytałam patrząc na nich, obejmowali się. Na to pytanie pokiwali razem głowami.-Ale zaraz, zaraz czy ty aby nie jesteś w ciąży?-uśmiechnęłam się szeroko, w ich obecności od razu odzyskałam siły, można powiedzieć że nawet głowa mnie już prawie w ogóle nie bolała.
-Tak.-uśmiechnęła się życzliwie.-Cztery tygodnie.-dorzuciła. Niespodziewanie do pokoju wszedł lekarz.
-Widzę, że już jest lepiej-ja tylko pokiwałam twierdząco głową.-Chyba można powiedzieć, że może pani sobie już iść.
-Wygania mnie pan?-powiedziałam żartobliwie.
-Tak! Wyganiam panią.-uśmiechnął się.-Proszę iść do recepcji po wypis i żegnam, mam nadzieję że sie już nie zobaczymy. -Jak powiedział tak zrobiłam, poszłam do recepcji wzięłam wypis i razem z przyjaciółmi udałam się do domu, Marc nic nie wiedział i lepiej niech tak zostanie jak już mówiłam nie potrzebuje takiej opiekuńczości z jego strony.
-Dziękuje wam.-powiedziałam całując ich po kolei w policzki zaczynając od kierowcy czyli Messiego.
Nie ma za co, zawsze możesz na nas liczyć.-uśmiechnął się Leo.
-Jesteśmy jak rodzina.-dodała Anto. Zamknęłam drzwi od samochodu i udałam się w stronę domu. Otwierając drzwi dostrzegłam w kuchni Bartre więc się tam udałam.
-No, no jednak wróciłaś, ale teraz to chyba na kolacje, a nie śniadanie.-śmiał się ze mnie Marc. Mimo, że było mi lepiej to i tak byłam zmęczona nie miałam ochoty z nimi siedzieć.
-Tą kolacje chyba też sobie razem zjecie.-wystawiłam mu język.
-No to dobranoc.-wyszedł z łazienki w samych bokserkach Kun i ta cudna klata.
-Albo sam.-powiedziałam śmiejąc się.-Dobranoc.-wypowiadając to poszłam do łazienki umyć się, a potem udałam się do mojej sypialni. Położyłam się do łózka i zaczęłam tradycyjne rozmyślanie. Wszystko zaczynało się układać, w końcu zaczęłam sobie coś przypominać, teraz trzeba tylko czekać. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
_________________________________________________________________________________
Nowy rozdział przepraszam, że po tygodniu, ale miałam dużo obowiązków teraz będzie już chyba regularnie. Chyba wam sie podoba to opowiadanie bo cały czas domagaliście się rozdziału. 5 komentarzy=nowy rozdział.

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 7- "...że jeden wypadek potrafi zmienić wszystko, że parę sekund potrafi zmienić całe życie"

Wszyscy pobiegliśmy w stronę sali Anieli, nawet ja, tak byłem pijany i ledwo trzymałem się na nogach ale moja ukochana właśnie się obudziła!
-Proszę tu nie wchodzić!-powiedziała mi pielęgniarka, która poinformowała nas o obudzeniu się An.
-Ale jak to?! Muszę ją zobaczyć!
-Zaraz, musimy jej zrobić badania.-uśmiechnęła się do mnie i wskazała mi krzesło, na które usiadłem. Siedziałem z jakieś 20 minut, było już dobrze po północy, z racji tego, że byłem nie trzeźwy zasnąłem...

                                                                           ***

-Proszę pana, niech pan wstanie.-usłyszałem głos, czyli zasnąłem, super nie zobaczyłem An.
-Czy Aniela żyje?-zapytałem wstając ze szpitalnego krzesła.
-Tak, ale...-tu nie dałem jej dokończyć, bo od razu pobiegłem do salki z numerem 7. Potrąciłem jeszcze parę ludzi przy tym.
-Aniela! Mój Boże ty żyjesz!-podbiegłem do niej i pocałowałem, ta jednak szybko się odsunęła.
-Co pan tu robi!? Jaka Aniela? Niech pan stąd wyjdzie!-krzyczała oburzona.
-Ale...ale jak to? Jaki pan? An, nie poznajesz mnie?-ona pokiwała przecząco głową, miała coś powiedzieć, ale do sali wszedł lekarz.
-Panie Bartra, proszę za mną.-mówiąc to wskazał mi wyjście, popatrzyłem się bezradnie na nią, leżała i patrzyła się na mnie przerażonym wzrokiem.
-O co chodzi? Co ja jej zrobiłem? Dlaczego mnie do cholery nie pamięta?!-zapytałem wkurzony, siadając na fotel.
-Próbowałam panu wyjaśnić, ale uciekł pan.-powiedziała pielęgniarka wchodząc do gabinetu.
-No to co jej jest!? Obudziła się, żyje, to dlaczego mnie nie pamięta?!
-Panna Rozuz straciła pamięć... Nic nie pamięta, nawet swojego imienia, dlatego zapytała się pana o kogo chodzi, gdy mówił pan do niej Aniela.-patrzyłem się tępo na jakiś biały obrazek wiszący na ścianie, nie mogłem w to uwierzyć, odzyskałem ją i ponownie straciłem... bo...bo ona mnie nie pamiętała...
-Jest możliwość, że ją odzyska?-wreszcie się odezwałem.
-Tak, może nawet za parę godzin, ale może też być tak że będzie ją odzyskiwać tygodniami miesiącami lub latami, jest też taka możliwość, że już nigdy jej nie odzyska, pana zadaniem jest przypominanie jej wszystkiego stopniowo, mówić o jej rodzinie, jak się tu znalazła, a przede wszystkim kim pan jest.-w tym momencie nadzieja zgasła, przecież ja nic o niej nie wiedziałem, opowiadała mi trochę o rodzinie, ale nie wystarczająco.
-Niech pan do niej idzie i wszystko wytłumaczy...-jak powiedział tak zrobiłem, udałem się do jej sali, wszedłem cicho poprzedzając to zapukaniem do drzwi.
-Yhm..hej.-powiedziałem niepewnie-Przepraszam cię za moje zachowanie...
-Ale...nic się nie stało powiedz mi tylko...jak ja się tu znalazłam?-zapytała trochę śmielej, chyba mi ufała...
-Mam mówić wszystko od początku.-ona pokiwała twierdząco głową.-No bo...mieszkasz w Polsce i teraz wyjechałaś tu na wakacje...
-Tu, czyli?-zapytała.
-Barcelona, no i...mieszkałaś u Leo Messiego, poznaliśmy się i... byliśmy parą.-skłamałem, wiem jestem idiotą, ale ja ją na prawdę kochałem, bałem się że ona mnie już nie kocha, że może mnie zostawić.
-Jesteśmy razem?-zapytała, po czym lekko się uśmiechnęła.
-Tak...-skrępowałem się jej uśmiechem, Boże jak mi go brakowało...-była impreza u naszego przyjaciela, wszyscy byli pijani, a my poszliśmy na spacer...-czułem jak łzy napływają mi do oczu, ona to chyba zauważyła.-Pocałowaliśmy się, a potem przeszliśmy przez ulicę, jednak przejechało auto...które cię potrąciło.-poleciały mi łzy po policzku. Ona zbliżyła się do mnie i otarła je.
-Nie płacz, może i nic nie pamiętam...ale...gdy cię zobaczyłam poczułam jakąś więź między nami, na razie tylko tobie tu zaufałam...-zbliżyła się do mnie i popatrzyła mi w oczy, cholernie mi tego brakowało, jej głosu, śmiechu, powalającego wzroku...
-Boże...Aniela, tak mi ciebie brakowało...-uśmiechnęła się lekko i pocałowała mnie w czoło.
-Czyli nazywam się Aniela, a na nazwisko?
-Rozuz..
-Ale...mówiłeś że jestem z Polski, nie brzmi to Polsko.-racja, też się dziwiłem jej nazwiskiem, ale nigdy nie pytałem...
-Nigdy mi nie mówiłaś czemu, ja też się nie pytałem...
-A... ten Leo..to jakaś moja rodzina?
-Niee.. przyjechałaś tu i nie miałaś gdzie mieszkać, jego siostra twoja najlepsza przyjaciółka Rita zaproponowała ci mieszkanie z nimi.-ciężko mi było, połowę co mówiłem znałem tylko z opowiadań Messiego.-Zadzwonić po nich?-zapytałem, ona potwierdziła to ruchem głowy, uśmiechnąłem się do niej i wziąłem komórkę.

-Messi?? Stary Aniela się obudziła!!
-...
-Tak, bierz Ritę i przyjeżdżajcie!
-...
-Pa..

-Chyba się ucieszyli?-zapytała, gdy wróciłem.
-Tak, kochają cię, jesteś dla nich jak rodzina.-popatrzyła się na mnie uśmiechając się.

                                                               Aniela
Przestraszyłam się na początku, gdy go zobaczyłam, ale kiedy przyszedł po raz drugi by mnie przeprosić widząc go poczułam coś między nami, tak jakbym go kochała, czyli że byliśmy kiedyś razem...musieliśmy się bardzo kochać...
Marc poszedł na dół do kawiarni po picie, a ja leżałam i  czekałam na moich "przyjaciół".
-Aniela obudziłaś się!!-trochę się skrępowałam...ona chyba nie wiedziała, że straciłam pamięć i że kompletnie jej nie pamiętam...
-Yhmm...-nie wiedziałam co powiedzieć, na szczęście uratował mnie Marc...
-Rita..ona straciła pamięć, nie pamięta cię..-zrobiło mi się głupio, na prawdę byłam chyba dla nich ważna...a ja ich nie pamiętałam.
-Spokojnie, na pewno wróci.-uśmiechnęłam się.-Marc..
-Tak?-podszedł i złapał mnie za rękę, to było bardzo przyjemne...
-Kiedy będę mogła stąd wyjść?
-Lekarz powiedział, że jutro.-pocałował mnie w czoło i odwrócił się do Rity.-Gdzie Leo?
-Po drodze Złapał go Ney, zaraz przyjdzie.-No i nagle w drzwiach pojawił się Mesii.-O wilku mowa.-powiedziała uśmiechając się.
-Aniela! Cześć!-podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
-Hej.-uśmiechnęłam się lekko.
-Wiecie co, może zostawmy ją, niech pobędzie sama.-powiedział Marc.
-Racja.-powiedzieli chórem, Pożegnali się ze mną i wyszli.
Są bardzo mili, ale... czułam się z nimi bardzo nieswojo, nie wiem czemu... Byłam trochę zmęczona więc poszłam spać.

                                                                           ***
Otworzyłam oczy, a przede mną pojawił się jakiś mężczyzna, chyba płakał...
-Kim pan jest!?-krzyknęłam, on popatrzył się na mnie tępo i podszedł bliżej.
-An....kochanie jesteś bezpieczna.-czy on powiedział do mnie "kochanie"? Nie wiedziałam kompletnie kim on jest i dlaczego tak do mnie mówił!? Z tego co było mi wiadomo to przed wypadkiem byłam z Marcem.
-Zaraz, zaraz po pierwsze jakie kochanie?! A po drugie kim ty człowieku jesteś!?-wkurzyłam się, to było zrozumiałe, że nie będę go znać, ale przecież nie mogliśmy być razem skoro byłam z Bartrą.
-Yhm... trudno powiedzieć...bo...-zacinał się.
-No mów!! Jak się nazywasz?-zapytałam trochę spokojniej.
-Jestem...jestem Patryk i... to ja...ja cię potrąciłem-momentalnie serce podeszło mi do gardła, to właśnie ta osoba, która stała przede mną zniszczyła mi życie...
-Wyjdź!-krzyknęłam, nie mogłam na niego patrzeć!-No mówię ci coś! Wynoś się stąd!
-I tak będziesz moja...-powiedział groźnym głosem i wyszedł...nie wiedziałam o co mu chodzi, jak to jego? Miałam ochotę się rozpłakać... Do pomieszczenia wszedł lekarz.
-Pani Rozuz, mamy dobre wyniki.-uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i mówił dalej.-Możemy już panią wypuścić i jest możliwość, że za parę miesięcy odzyska pani pamięć.-wreszcie coś dobrego, miałam nadzieję, że w końcu sobie wszystko przypomnę i będę mogła żyć tak jak dawniej.-Jest tylko jeszcze jedna sprawa, proszę się nie przemęczać, wskazane jest nawet żeby dużo pani leżała. Noo to nie trzymam już pani dłużej.-powiedział i zaczął wychodzić.
-Panie doktorze!-powiedziałam gdy miał już przekroczyć próg.-Mógłby pan zadzwonić po tego chłopaka co tu był? Znaczy nie tego co parę minut temu wyszedł.-szybko się poprawiłam.
-Chyba już wiem o którego chodzi.-uśmiechnął się.-Bardzo mu na pani zależy przez ten miesiąc cały czas do pani przychodził, nie raz nawet tu spał.-gdy to usłyszałam od razu zrobiło mi się ciepło na sercu, zależało mu na mnie i to bardzo...

                                                                      ***

Czekałam przed wejściem do szpitala na Marca, już z dobre 20 minut stałam i wypatrywałam go. W pewnym momencie ktoś położył na moje oczy ręce, odwróciłam się i zobaczyłam go, trzymającego bukiet kwiatów, ale to co najbardziej zwróciło moją uwagę to nieudolnie zawiązany krawat, ahh.
-Witaj w świecie żywych kochanie!-powiedział całując mnie, to było bardzo miłe, ale nie umiałam się do niego przyzwyczaić, jak nie patrzeć to ja go nie znałam... w ogóle.... I jeszcze gdy powiedział "kochanie" to skojarzył mi się ten Patryk, ale starałam się o tym nie myśleć, złapałam rękę bruneta i pociągnęłam go w stronę auta. Miałam nadzieję, że poczuję do niego to co czułam kiedyś...jeśli w ogóle coś do niego czułam, nie wiedziałam i to było najgorsze.
-Too... gdzie jedziemy?-zapytałam, gdy jechaliśmy.
-Do mnie?-zapytał-To znaczy wiesz... mieszkasz u Rity i Leo...
-To jedźmy do nich.-troszkę się zmieszałam, głupio mi było gdy widziałam jak się na mnie patrzył, niby coś czułam, że między nami jest, ale nic nie pamiętałam...kompletnie nic,-Czemu się tak na mnie patrzysz.-zapytałam skrępowana.
-Hah... po prostu przez ten wypadek zrozumiałem jak bardzo cię kocham...-poczułam jak na moich policzkach robią się wielkie czerwone rumieńce, bałam się że to zauważy.
-Odpowiesz mi jeszcze na parę pytań?-zapytałam, gdy stanęliśmy na czerwonym świetle.
-Możemy sobie zrobić u mnie wieczór filmowy, wtedy ci wszystko opowiem...
-Dobry pomysł.-uśmiechnęłam się-A tak w ogóle to która godzina?
-Prawię osiemnasta, to co jedziemy od razu do mnie?
-Dobra.-uśmiechnęłam się, na znaku pojawił się kolor zielony, a my ruszyliśmy.

                                                                 ***

-To ty zrób popcorn, a ja wybiorę film.-powiedział Marc z Salonu, kurde czułam się tak strasznie nieswojo w jego domu, to takie głupie, że jeden wypadek potrafi zmienić wszystko, że parę sekund potrafi zmienić całe życie, co jeśli już nigdy więcej nie poczuje do niego tego co czułam kiedyś, co on czuje do mnie? Z zamyśleń wybił mnie Marc.-Ej An, żyjesz?
-Yhm.. T-Tak.-zająknęłam się.
-Too..?
-Yyy.. przepraszam cię... nie słuchałam.-zrobiło mi się głupio.
-Wiesz może odpuśćmy sobie film.-usiadł koło mnie.-Miałaś jakieś pytania?
-Aaa, no..tak -krępowałam się przy nim, ja naprawdę dużo dla niego znaczyłam, a co jak ja go nie pokocham...i...Nie An! Nie myśl o tym!-Albo..nie już nie...Wiesz położę się spać...
-Choć pokaże ci pokój.-złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju. Był śliczny i taki wielki. Przebrałam się w dużą koszulkę z napisałem FC Barcelona...nie wiedziałam co to było i spodenki, położyłam się do łóżka i zaczęłam myśleć o tym wszystkim, jak będzie wyglądało moje dalsze życie...czy w końcu odzyskam pamięć i czy będę mogła żyć normalnie...?
_______________________________________________________________________________
Mamy rozdział, nic tu nie mam do napisania, dajcie jakieś propozycje jeśli chodzi o Anielę i Marca, chcę wiedzieć jakie macie o nich zdanie, czy powinni być razem? Możecie też podać mi jakieś osoby(piłkarzy lub kogoś innego) jeśli chcecie żeby np. na jeden rozdział pojawiły się w opowiadaniu. ;) Parę komentarzy to będzie nowy rozdział, do następnego <3 :*

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 6 - "Cześć! Pamiętasz mnie jeszcze?"

Chodziłem bezczynnie po korytarzu cały zestresowany, czekałem już dwie godziny, słyszałem tylko krzyki lekarza, że An może zaraz umrzeć, to było coś strasznego! Takie rzeczy widziałem tylko w telewizji nigdy w prawdziwym życiu, w myślach powtarzałem sobie, że przeżyje chociaż sam nie wiem czy w to wierzyłem... Czekałem tylko na jakąś wiadomość od lekarza. Minęła kolejna godzina, a oni nadal ją reanimowali... W pewnym momencie z sali wyszedł cały zalany potami lekarz.
-Robiliśmy wszystko co w naszej mocy... przykro mi...-czułem jak grunt zapada mi się pod nogami, myślałem że to jakiś sen, z którego zaraz się obudzę, niestety snem to nie było.
-Ale jak to!? Proszę tam iść !! Ratować ją!! Do cholery czemu pan nic nie robi!? To nie możliwe, ona nie może umrzeć!! Ona musi być ze mną...!!-czułem się okropnie, bezsilnie upadłem na kolana i zacząłem płakać, lekarz tylko popatrzył się na mnie i poszedł...Poszedłem do niej by zobaczyć ją po raz ostatni...Wszedłem do sali, stanąłem nad łóżkiem i..pocałowałem ją...W tym momencie nieoczekiwanie jej serce zaczęło bić! Zaczęła się dusić, myślałem że to na prawdę jest jakiś cholerny sen albo ukryta kamera!!!
-Doktorze!! Ona żyje!!-zacząłem krzyczeć wybiegając z sali, popatrzył się na mnie pytająco i podbiegł do mnie.
-Żartuje pan?!-popatrzył na mnie groźnie.
-Nigdy!! Jej serce zaczęło bić!
-Proszę się odsunąć!!-pobiegł do niej i zawołał jakąś pielęgniarkę, dał Anieli lekarstwa po których od razu się uspokoiła. Zrobił jej jeszcze jakieś badania, ja tylko tępo patrzyłem się na nią. Koleś podszedł do mnie i ruchem ręki kazał mi iść za nim do gabinetu.
-Nie będę ukrywał, że od 30 lat odkąd tu pracuje nigdy nie spotkałem takiego przypadku, że pacjent obudził się po 15 minutach, to cud!
-Czyli, że będzie żyć?!-miałem nadzieję, że wszystko teraz będzie dobrze, że będzie ze mną.
-No niestety nadal jest w śpiączce i nadal szanse są małe, jest możliwość że coś takiego może się powtórzyć i za drugim razem niestety może już nie mieć tyle szczęścia i tak panna Rozuz w ostatnim czasie miała go dużo.
-Ale...ale ja już tak nie mogę...-popatrzyłem się na niego błagalnym wzrokiem.
-Proszę pójść do domu, za dużo rzeczy się dzisiaj zdarzyło.
-Nie! Nigdzie nie idę muszę tu zostać!!-byłem cholernie zmęczony, była już 2 nad ranem, wiedziałem że długo nie wytrzymam ale musiałem z nią zostać. Poszedłem do sali i usiadłem obok niej. Złapałem ją za rękę i pocałowałem w czoło, czułem wielką pustkę w sercu, gdy nie widziałem jej pięknego uśmiechu, jej cudnego głosu to było straszne...
-Błagam...obudź się.-szepnąłem i z wyczerpania zasnąłem trzymając głowę na łóżku...

                                                                     
                                                                          ***

-Halo, proszę pana.-usłyszałem jakiś głos.
-Yhmm, tak?-zapytałem przecierając zaspane oczy.
-Nie chce pan czegoś zjeść?-po otworzeniu szerzej oczu zobaczyłem pielęgniarkę, wstałem szybko popatrzyłem się w prawą stronę i zobaczyłem dalej śpiącą Anielę, czyli to nie był sen...
-Nie, nie... wie pani może pójdę do domu, wrócę później, muszę się odświeżyć.-mówiąc to wziąłem kurtkę i torbę, z której wypadł mi telefon rozbijając się na małe kawałeczki.
-Kurwa!-powiedziałem sobie pod nosem, czyli że pierwszy kierunek to sklep z telefonami. Wsiadłem do auta, chciałem ruszyć, lecz nie umiałem, wyszedłem i zobaczyłem, że wszystkie koła zostały przebite.-Nie no!! Cholera co jeszcze!?!?!!-byłem załamany, oznaczało to że musiałem iść na nogach pech chciał, że centrum było dość daleko, musiałem stanąć przy drodze i polować na taksówkę, no raczej nie udałoby mi się zadzwonić.... Przynajmniej miałem pieniądze, po 20 minutach stania udało mi się złapać taksówkę. Na miejscu w pierwszej kolejności poszedłem do sklepu, po zakupieniu nowego telefonu ruszyłem do restauracji coś zjeść nie miałem sił żeby sobie coś zrobić zresztą do domu blisko nie miałem.
-Marc? Cześć! Pamiętasz mnie jeszcze?-zapytała jakaś kobieta, przyjrzałem jej się, lecz nic mi się nie przypominało.
-Hmm szczerze mówiąc to nie...-mówiłem prawdę nie umiałem jej sobie przypomnieć.
-Daniella! Daniella Stolle, na prawdę nie pamiętasz?-coś mi zaczęło świtać.
-Czekaj, czekaj chodziliśmy do szkoły?!-przypomniało mi się, ale pamiętam że była strasznie puszczalska... chodziłem z nią w 3 gimnazjum, a ona zdradzała mnie z dwoma innymi chłopakami. Może się zmieniła? Zobaczymy po czasie.-Co ty tutaj robisz? Nie przeprowadziłaś się czasem do Brazylii?-pod koniec roku szkolnego przeprowadziła się do Rio De Janeiro.
-Tak, ale wróciłam stęskniłam się za klimatem Barcelony, tam to nie to samo.
-Od kiedy już tu jesteś?-przyznam, że byłem zadowolony gdy ją spotkałem, może zapomnę choć trochę o tym wszystkim?
-Od paru miesięcy, nawet mam już pracę. Wieczorem zaczynam może pójdziesz ze mną?-podeszła do mnie i musnęła mój policzek ustami, miałem coś jej powiedzieć, ale zrezygnowałem i poszedłem za nią. Tak to była ta sama Daniella co parę lat temu, z zachowania nic się nie zmieniła. Szliśmy gdzieś z 10  minut, po pewnym czasie stanęliśmy przed jakimś klubem, tak... teraz już jestem pewien, że to ta sama Dan.
-Ty tu pracujesz?-zapytałem patrząc się raz na nią, a raz na tabliczkę z napisem "Club GO-GO". Nie byłem pewien czy chce tam wchodzić, zresztą miałem iść do Anieli!-Wiesz... nie powinienem, kobieta którą kocham leży w szpitalu w śpiączce, powinienem być teraz z nią a nie TU.-powiedziałem z większym naciskiem na TU.
-Oj nie przesadzaj...-puściła mi oczko i złapała mnie za rękę, wiedziałem że nie skończy się to dobrze...
Wchodząc do środka zauważyłem już parę tańczących półnagich kobiet, nie podobało mi się to, fakt nie byłem z An, ona była w śpiączce ale czułem się źle, tak jak bym ją zdradzał, wiem głupi.
-Masz napij się.-podeszła do mnie Daniella i dała mi szklankę z drinkiem, napiłem się... nawet nie zauważyłem jak wszystko wypiłem, Dan nie próżnowała i dolewała mi co raz więcej, miałem jakieś przeczucie, że czegoś ode mnie chce, tylko czego? Co chwila podchodziły do mnie prawie nagie dziwki, a ja z czasem zaczynałem tracić świadomość, cały czas dostawałem nowe napoje alkoholowe, a ja debil wszystko piłem, Dan cały czas próbowała mnie zwodzić, oczywiście nie byłem trzeźwy więc wiedziałem, że zaraz jej ulegnę. Tańczyła cały czas przy mnie i całowała, wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do jakiegoś pokoju, rzuciła mną na łóżko i zaczęła się rozbierać, straciłem głowę, kiedy zaczęła mnie dotykać kompletnie otrzeźwiałem.
-Co ty robisz?!-zapytałem krzycząc.
-Ja myślałam... że... że chcesz.-powiedziała.
-Mówiłem ci przecież, że kobieta którą kocham jest w szpitalu! Myślisz, że bym ją zdradził!?-ona nic nie odpowiedziała. Wyszedłem z pokoju lekko się chwiejąc jak nie patrzeć to dalej byłem pijany, nie wiedziałem gdzie jestem i jak mam dostać się do domu. W oddali widziałem szpital, poszedłem prosto do niego, było dość ciemno, ale i tak poszedłem przewracając się po drodze parę razy.
-Aniela!!! Obudź się błagam!!!-byłem w sali i krzyczałem na cały szpital płacząc przy tym.-Aniela kurwa!!!
-Proszę pana! Co pan robi!? Zaraz zadzwonię na policję!-wszedł do pomieszczenia lekarz, mało rozumiałem i bełkocząc zacząłem mówić dalej przez płacz.-Proszę coś zrobić!! Ja nie umiem bez niej żyć!! Błagam!!-upadłem na kolana i zacząłem głośno przeklinać.
-Czy pan jest pijany?-zapytał mnie doktor po czym wziął mnie za rękę i zaprowadził do gabinetu.-Niech się pan tu położy.-wskazał mi kanapę stojącą w rogu.
-Nie idę spać! Nie zmusicie mnie! Ja muszę iść do An!!-krzyczałem co raz głośniej. Kiedy skończyłem mówić i miałem już się położyć z bezsilności, do pomieszczenia weszła jedna z  pielęgniarek.
-Panie doktorze, pacjentka z pokoju numer 7 się obudziła...!
___________________________________________________________________________
No i jest nowy (szybciej niż miał być) z prośby czytelniczki, którą pozdrawiam <3 Mówcie czy wam się podoba, bo aktywność wzrosła, ale gdyby tak jeszcze troooszke? 5 kom i następny? Bayy ;)