sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 17-"... straciłam świadomość a chwilę później również przytomność."

Obudziły mnie głośne krzyki z dołu. Najwyraźniej tajemniczy mężczyzna z kimś się kłócił. Ani się nie spostrzegłam jak do pokoju wszedł...No właśnie. Moje najgorsze przypuszczenia się sprawdziły. Był to Patryk.
-O, kto to się obudził?-zapytał szyderczo się śmiejąc. Podszedł bliżej i uniósł mój podbródek tak, abym patrzyła w jego oczy. Jedyne co w tedy czułam to obrzydzenie.-Od tej samotności zapomniałaś jak się mówi? Oj no przecież mówiłem, że się spotkamy...Nie cieszysz się myszko? 
-Idiota-wyszeptałam jak najciszej, jednak usłyszał.
-Że co? Chyba się przesłyszałem.-zaśmiał się i zaczął wyciągać coś z kieszeni brązowej, skórzanej kurtki. Po raz kolejny zmusił mnie tym samym sposobem do popatrzenia na niego.-To cię trochę uspokoi.-Przed moimi oczami ukazał się woreczek z białym proszkiem. Nie musiałam długo zastanawiać się co to było. Zaczął dawać mi tego tak dużo, aż straciłam świadomość a chwilę później również przytomność.

                                                                        ***

Założę się, że wszyscy zapomnieli, że w naszej opowieści pojawił się też ktoś taki jak Kun Aguero. Co prawda został w Hiszpanii, ale równie dobrze jak reszta piłkarzy korzystał z wakacji przed nowym sezonem. Nikt mu nawet nie oznajmił, że Aniela zaginęła. Może dlatego, że Kun jest strasznym histerykiem. Od razu wpadł by w panikę. Tego samego dnia, w którym An dowiedziała kto ją porwał Sergio poszedł na jogging. Stwierdził, że nawet jeśli ma wolne powinien trochę poćwiczyć, on swoją pracę brał bardzo na poważnie, dla niego sezon mógłby trwać cały rok, czyli tak na prawdę nigdy się nie kończyć. Był strasznym zapaleńcem, do wszystkiego się rwał. Niczego też się nie bał. No znaczy na pewno się bal, ale znany był z tego, że mógłby zrobić wszystko. Szczególnie dla przyjaciół. Tego dnia jego celem do przebiegnięcia był park, który prowadził do pobliskiego lasu, w którym również miał zamiar się przebiec. Ten facet nie znał granic. A ludzie się dziwią czemu on jest tak strasznie umięśniony. Jego jogging trwał już od jakichś dobrych dwóch godzin, nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem tego człowieka, nigdy nie jest mu dość. Po zrobieniu dwudziestu kółek dookoła dość dużego, o którym była mowa parku skierował się w stronę wspomnianego wcześniej lasku. Przebiegł obok wąskiej rzeczki, później po tratwie zrobionej z grubej deski drewna, pokierował się ścieżką prowadzącą wzdłuż strumyka, przy którym zatrzymał się na chwilę aby wziąć oddech i znowu ruszyć w dalszą "podróż". Coś po drodze przykuło jego wzrok, oraz słuch. Jeśli chodzi o wzrok, to ujrzał on niewielką dwupiętrową chatkę, a jeśli o słuch to krzyczącą kobietę, nie zaintrygowało by to go jeszcze bardziej gdyby nie to, że rozpoznawał w nim coś bardzo znajomego.

                                                                                ***

-A może wróćmy do Barcelony?-zapytał Gerard rozmawiając z Marciem. W rozmowie brali udział również Dani i Suarez, ale ich rola w tedy to było po prostu słuchanie. Ahh, oni nadawali się jedynie do piłki nożnej.
-Nie możemy! A jak oni tu dalej są!? Trzeba szukać!-protestował cały czas Bartra i nie zapowiadało się na to aby odpuścił. Kochał ją i bał się o nią. Obwiniał się cały czas mówiąc, że gdyby nie zobaczyła go z Daniellą to ona by go nie zdradziła, nie pokłóciliby się i spędzali by teraz gdzieś razem wakację.
-Cześć kochani!-krzyknęła Mebarak wchodząca do pokoju hotelowego chłopaków razem z Antonellą, oraz ich małym rodzynkiem Leosiem, przerywając tym wszystkim rozmowę piłkarzy.
-Wiece coś?-zapytała Rocuzzo, ale tylko po to aby rozładować napiętą atmosferę. Wiedziała przecież, że nic nie udało im się znaleźć.
Wszyscy usiedli na podłodze w małym kółku i zaczęli wymieniać się zdobytymi informacjami. To znaczy... trzyosobowa grupka Sherlocka Holmesa opowiadała, a detektywi od siedmiu boleści z zaciekawieniem słuchali. Zareagowali z oburzeniem, gdy dowiedzieli się co mówiła policja na komisariacie. Geri podał swój pomysł powrotu do Hiszpanii, połowa protestowała, a połowa była za. Stwierdzili więc, że Dani, Suarez i Marc zostaną, a Leo, Geri czyli sam pomysłodawca, Anto i Shaki wrócą.

                                                                            ***

Gdy tylko się ocknęłam zaczęłam nasłuchiwać czy nikogo nie ma na dole. Kiedy stwierdziłam, że nie: zaczęłam krzyczeć. Nadal byłam pod wpływem narkotyków co dało się bardzo odczuć, majaczylam i kręciło mi się w głowie. Czułam też straszny ból w brzuchu, jednak nie zwracałam na to uwagi ważne było to, aby ktoś mnie usłyszał. Krzycząc i płacząc starałam się jeszcze dosięgnąć do noża, muszę stwierdzić, że był jakiś postęp, ponieważ czubkiem palca od nogi dotykałam jego rączki. 
-Pomocy! Ratunku!-krzyczalam? Nie. Wrzeszczałam zachrypniętym od płaczu głosem.
-Halo?! Kto tam jest?!-odpowiedział jakiś głos z podwórka, poczułam ogromną ulgę i szczęście, to była moja nadzieja.
-Aniela Rozuz! Pomocy!!-starałam się robić to jak najgłośniej, wiedziałam, że to moja szansa na ucieczkę.
-Aniela!?-tajemniczy, no... już teraz nie głos zapytał z wielkim zdziwieniem, a ja od razu rozpoznałam kto to był, czułam się wniebowzięta.

                                                                         ***

Kobieta, a dokładniej jej głos wydawał mu się strasznie znajomy. Powoli podchodził bliżej, aby zrozumieć co mówiła. a raczej krzyczała. 
-Pomocy! Ratunku!-słyszał, że dziewczyna, która tam była nie przebywała w tym miejscu z własnej woli. Czuł potrzebę aby jej pomóc.
-Halo?! Kto tam jest!?-zapytał, aby przekonać się z kim ma do czynienia.
-Aniela Rozuz! Pomocy!-te słowa trafiły do niego jak grom z jasnego nieba. Zrozumiał, że jego najlepsza przyjaciółka została uwięziona. Musiał jak najszybciej jej pomóc. Na początku lekko spanikował, zadawał sobie tylko jedno pytanie, skąd ona się tam wzięła? Cały czas myślał, ze jest z innymi na Ibizie.
-Aniela!?-zapytał, ale zrobił to jedynie z odruchu, ponieważ jej słowa upewniły go wystarczająco. Nie czekając na odpowiedź podbiegł do drzwi i zaczął próbować je otworzyć. Nie zdziwiło go jednak to, że były zamknięte. Jedynym dobrym pomysłem było wyważenie ich. Piłkarz był pewny tego, że mu się uda. Odsunął się, aby zrobić rozpęd i uderzył w nie z całej siły. Na próżno, bo stały jak wcześniej i ani im się śniło ruszać, nie poddawał się jednak i próbował aż do skutku. Dopiero za piątym, dobra tak na prawdę to nie wiem, którym razem no bo kto by liczył? Drzwi nie wytrzymały i oderwały się z i tak dość już zepsutych zawiasów, tworząc przejście dla piłkarza. Wparował do środka i zaczął wołać, aby zidentyfikować miejsce jej pobytu.
-Gdzie jesteś?!-rozglądał się dookoła czekając na odpowiedź kobiety, to co zobaczył odebrało mu mowę, na ziemi leżały sznury, noże i torebki z narkotykami, tak stwierdził, nie był jednak dość pewny. My jednak jesteśmy pewni co do tego co to jest, znaczy ja tak, ale nie wiem jak wy. 
-Na górze!-odpowiedziała na jego wcześniejsze pytanie. Nie zważając na to, że przewrócił parę rzeczy za sobą biegł jak oszalały, ah,.. na schodach prawię zleciał, bo poślizgnął się na wylanym na nich soku? Zresztą sam nie wiedział co to i nie chciał się dowiadywać. Otworzył drewniane drzwi, rozejrzał się, a na środku zobaczył Anielę, tą Anielę, z którą jeszcze parę dni temu rozmawiał w domu Leo i Antonelli, tą Anielę, z którą tydzień temu oglądał powtórki La Liga, a teraz siedziała przywiązana sama, brudna i przestraszona na ledwo stojącym krześle i to do tego w dwuczęściowym stroju kąpielowym! Nikomu nie życzył w tedy takiego widoku. Była dla niego bardzo ważna, nie dość, że była to dziewczyna jego kumpla (tak myślał) to jeszcze traktował ją jak młodszą siostrzyczkę, o którą trzeba dbać. Wkurzyło go to, że nikt nie poinformował go o jej zaginięciu. No... nie powiem, że nie był z siebie dumny iż ją znalazł. Zawsze wiedział, że jego jogging wyjdzie mu kiedyś na dobre i nie chodziło mu tylko o dobrą kondycje. Dobra kontynuujmy, bo przerwałam.
-Jezu, Aniela! Jak to mo...-tu nie dała mu dokończyć.
-Szybko! Uwolnij mnie i chodźmy stąd zanim on przyjedzie!-niemało się zdziwił, nie wiedział kim jest 'on' i dlaczego ją tu więził, no przecież wszystko mu na to wskazywało, że to właśnie osoby, która ją tu trzyma tak sie bała.-Tu masz nóż.-wskazała ruchem głowy na leżący ostry przedmiot za jej krzesłem.-Nie mogłam do niego dosięgnąć, próbuje od dwóch dni.
-I ty tu już jesteś od dwóch dni!?-zapytał przestraszony nie rozumując jak to się stało, że nic nie wiedział.
-Auto!-krzyknęła przestraszona, patrząc na niego bezradnie dalej siedząc na tym przeklętym krześle.
_________________________________________________________________________
No i macie, wstawiłam szybciej! Zdziwione tym, kto znalazł Aniele? Haha, albo czy wasze przypuszczenie co do tego kto ją porwał okazały się trafne? Czekam na odpowiedzi w komentarzach. ;) Do następnego, który na pewno pojawi się dopiero po 10 sierpnia, ponieważ jadę nad może, a z tej okazji robię z przyjaciółką konkurs, każdy może wziąć udział ;) 

niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 16-"Niech szukają, a nie dopiero będą!"

Leo, Shakira i Antonella zaraz po zejściu z plaży udali się na komisariat policji, aby oddać im znalezione "poszlaki". Nasz Sherlock nie chciał tego robić, jak to on sam ujął: "Nie mamy po co tam iść, przecież macie mnie. Ja ją znajdę!" Jak zapewne się domyślacie, a na pewno się domyślacie. Dziewczyny zareagowały głośnym i dosyć długim napadem śmiechu. Oczywiście, aby nie zrobić piłkarzynie przykrości powiedziały, że oni po prostu mają lepszy sprzęt i większe możliwości. Na tym ta rozmowa się skończyła, ponieważ Leo sam dobrze w głębi duszy wiedział, że sami nie dadzą sobie rady. Tak. Myślał tak, ale wiedział też, że szybko jej nie znajdą. Zresztą dziewczyny też nie miały dobrych przeczuć. Jedno było pewne. Mieli mało czasu, przecież nie było wiadomo co ta osoba może jej zrobić.
                           ***
Była już jakaś północ. Skąd wiedziałam? Przeczucie. Tylko na nim w tamtym momencie mogłam się zdać. No i na moich przyjaciół, którzy na pewno mnie w tamtym momencie szukali. Moja pewność w tej kwestii była chyba przesadna. Może nawet w ogóle nie zauważyli, że zniknęłam? Nie to niemożliwe. Antonella i Shakira musiały mnie szukać. Przecież miałam iść rozmawiać z Marciem i nagle znikłam. To normalne? Nie. Więc musiały podjąć jakieś działania. A skoro one mnie szukały to reszta piłkarzy też. Miałam nadzieję, że moja teoria się zgadzała i, że tak w tym momencie było. Nie miałam nic szczególnego do robienia. Moje jedyne zadanie to było rozmyślanie właśnie nad poczynaniami moich przyjaciół i kąbinowanie w jaki sposób wydostać się z tego okropnego miejsca. Właściciel tej chatki nie spędzał w niej nocy. Zaraz po tajemniczej rozmowie, z której dowiedziałam się jedynie, że jestem w Hiszpanii, co bardzo mnie zdziwiło, wszedł tu jeszcze na chwilę rozejrzał się, podszedł do mnie patrząc się czy rzeczywiście śpię i najzwyczajniej w świecie wyszedł. Nie zauważył w tym wszystkim najważniejszej rzeczy. A mianowicie tego co mu jeszcze parę godzin wcześniej spadło. Był to nóż. Leżał za moim krzesłem przez co był prawie że niewidoczny. Była to dla mnie świetna okazja aby się uwolnić, ale... No tak, zawsze musi być jakieś ale. Nie umiałam dosięgnąć do niego ani rękami, ani nogami, które były związane dość grubym sznurkiem. Ten nóż w tamtym momencie był moim zbawczym kołem ratunkowym, którego nie mogłam zmarnować.
                           ***
A nasi wspaniali poszukiwacze od siedmiu boleści w momencie kiedy nasza bohaterka próbowała wymyśleć jak dostać się do noża, a ekipa detektywistyczna miała zamiar udać się na policję z dowodami iż Aniela została porwana,  rozmawiali z Marciem w kawiarni. Mimo, że było już grubo po północy nie mieli zamiaru iść spać. Teraz pewnie wydaje wam się, że im w ogóle nie zależało na tym czy ich przyjaciółka się odnajdzie. Jednak było zupełnie inaczej. Oni po prostu nie potrafili tego okazać tak samo jak nie potrafili szukać. Przykre nie? Ale prawdziwe. A o czym rozmawiali? Oczywiste było, że o Anieli. No tak tutaj was zbyt nie zaskoczyłam. Przynajmniej się upewniliście. Nie?
-...I teraz siedzimy tu z tobą i opowiadamy ci całą historię.-tak jak powiedział Gerad, w tej oto chwili, wszystko opowiadali Marcowi. Dokładnie wszystko. Od początku ich przyjazdu na Ibizę i jak sami przeczytaliście do ich rozmowy na ten temat. Nie szczędzili sobie nawet opowiedzieć o ich szalonej "imprezie" w hotelu zaraz pierwszego dnia kiedy przyjechali. Miało to za zadanie poprawić troszkę humor Marcowi, który od początku ich rozmowy był kiepski. Ba! Od poczatku ich spotkania. Jednak nie wiedzieli, że był on już taki przed jego przyjazdem tam. Martwił się chłopak. Kochał ją pomimo tego co mu zrobiła. Był gotów w tym momencie jej wybaczyć i zapomnieć o tym wszystkim tylko po to, aby ją przytulić, pocałować i powiedzieć, że z nim jest już bezpieczna. Romantyczne, nieprawdaż? No niestety, wtedy nie była bezpieczna.
                              ***
-Mówiłem, żeby nie iść na policję! Od czego oni są? Od tego żeby cały czas powtarzać, że będą jej szukać?! Niech szukają, a nie dopiero będą!-jak zapewne każdy się domyślił był to Leo. Zaraz po wyjściu z budynku policyjnego nie wytrzymał i po prostu wybuchnął. Po części miał rację. Bo policja nic w tej sprawie nie robiła. Stwierdziła, że Panna Rozuz gdzieś wyjechała, a telefon niefortunnie jej upadł. Uwierzylibyście w to? Bo ja na pewno nie. Czyli dokładnie tak samo, jak nasi przyjaciele.
-Kochanie, uspokuj sie.-podeszła do niego Antonella i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Ulżyło mu. Argentynka nie była zazdrosna o to, że Barcelońska dziesiątka tak się bała o ich przyjaciółkę. Wiedziała, że mężczyzna traktuje ją jak rodzinę, zresztą jak wszyscy w drużynie. Nawet sama Aniela nie wiedziała, że tak dużo dla nich znaczy. Niby Lio mówił jej kiedyś tam, że należy do ich rodziny i, że traktuje ją jak siostre, ale ona odebrała to jako żart. Czyli zupełnie przeciwnie niż powinna. Było już naprawdę późno, ponieważ no... już nieźle po północy. Stwierdzili, że udadzą się do hotelu, a dopiero nazajutrz wznowią poszukiwania. Dokładnie tak samo poczynili Suarez, Dani, Gerard i nowy w ich brygadzie detektywistycznej Marc. Za to nasza bohaterka całego opowiadania spała już od paru minut. Niestety nie można było nazwać tego "spokojnym snem".
__________________________________________________________
No Heyy ;) I znowu nie pokazałam kto porwał Anielę, ale już w następnym rozdziale na pewno dowiecie się kim jest oprawca naszej bohaterki. No i muszę poinformować was, że niestety następny rozdział pojawi się gdzieś po 10 sierpnia, bo jade na kolonie :c. Alleee musze wam powiedzieć, że szykuje dla was coś nowego! Nowe opowiadanie zacznie się po zakończeniu tego. No i przewiduje jeszcze cztery rozdziały + Epilog i koniec. ;c Tak troche smutno, że prawie koniec.. ale nic nie trwa wiecznie :) Postaram się jeszcze dać w tym tygodniu rozdział, ale nie obiecuje na pewno.

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 15-"... zawsze w każdym jest iskierka nadziei..."

Otworzyłam ociężałe oczy, było kompletnie ciemno. Serce biło mi jak szalone. Bałam się. Zaczęłam rozglądać się po pokoju. A no tak, zapomniałam dodać, że byłam przywiązana do krzesła, który stał w centrum pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Do okien były poprzybijane deski, jednak było widać, że cały ten budynek znajdował się w lesie. Spodziewałam się dlaczego. Przecież w takim miejscu nie było mowy o tym, że ktoś by usłyszał gdybym zaczęła krzyczeć lub piszczecz. Osoba, która mnie w to wpakowała miała wszystko dobrze zaplanowane. Było mi też okropnie zimno jako, że byłam w stroju kompielowym nie miałam co się dziwić tym faktem. Zaczynało się ściemniać, mimo iż w pokoju było dość ciemno, wiedziałam, że zaraz będzie jeszcze ciemniej. Można powiedzieć, że tego bałam się najbardziej. No może prócz osoby przez którą znajdowałam się w tym okropnym miejscu. Spodziewałam się kto to mógł być, ale wolałam nie wywoływać wilka z lasu, w tej chwili to powiedzenie było jak najbardziej realne.
                                                                         
                                                                               ***
-Dziewczyny, zobaczcie!-krzyknął Leo w stronę Antonelli i Shakiry, które najszybciej jak potrafiły pobiegły do Argentyńczyka. Szukali już jakieś dobre dwie godziny, gdy wydawało się, że już nic nie zdziałają, nasz wspaniały Sherlock Holmes znany wam jako Lionel Messi, narzeczony niejakiej Antonelli Rocuzzo i przyszły ojciec zastępcy jego miejsca w Barcelonie znalazł coś, co potwierdziło ich najgorsze przypuszczenia. Co znalazł i jakie przypuszczenia? Zaraz moi mili zobaczycie.
-Telefon!-pisnęła Shakira. Podniosła znalezisko i zobaczyła powiadomienie o trzech nieodebranych połączeniach od Marca. Kolumbijka ledwo zdążyła go odblokować, a już się wyłączył.
-To pewnie przez piasek.-rzekł Sherlock. Tak. To miano w tym momencie pasowało mu najbardziej.
-Spójrzcie tylko, ślady opon.-powiedziała Shaki klękająca nad wspomnianym przez nią śladami.
-Ale wy wiecie co to oznacza?-zabrała głos Antonella po dłuższej jej "nieobecności" wśród przyjaciół, oni popatrzyli się na nią przerażeni, bo jak już mówiłam: ich przypuszczenia się sprawdziły. Nawet jakże mądry Lio wiedział co to wszystko oznaczało.
-Czyli jednak na prawdę ktoś ją porwał i to nie na żarty...-odezwała się z przerażoną miną dziesiątka wspaniałej blaugrany, wiedział, że nie będzie łatwo ją znaleść. Przecież tajemniczy mężczyzna mógł ją zabrać wszędzie, mogli już nawet nie być na Ibizie. Trzeba było być jednak dobrej nadziei.-Przypuszczam, że sami nic nie zdziałamy.-stwierdziła ze smutkiem, zrezygnowaniem i za razem  przerażeniem kstalońska Pchła, jak to zwykle raczyli zwać go przyjaciele z murawy. Robiło się już ciemno, więc nasi detektywi i tak musieli by już skończyć swoje dochodzenie w sprawie zaginięcia ich przyjaciółki, traktowali ją jak rodzinę, nie wyobrażali sobie tego, że coś mogłoby się jej stać. Nie spodziewali się jednak kto był sprawcą całego wydarzenia i jak może być niebezpieczny dla ich "siostry".
                                                                              ***
Usłyszałam dźwięk samochodu, przestraszyłam się jak jeszcze nigdy w życiu. Niby spodziewałam się kto to będzie, ale strachu nic w tym momencie by nie przezwyciężyło. Miałam nadzieję, że Marc dowiedział się o moim zaginięciu i, że postanowił mnie szukać. Raczej nie zanosiło się na to, ale zawsze w każdym jest iskierka nadziei, we mnie wtedy taka iskierka tkwiła, niby gdzieś głęboko w środku, ale była. Modliłam się żeby tak było. W tym czasie z dołu całego budynku słychać było otwierające się drzwi, czułam jak serce podchodzi mi do gardła, zalewają mnie poty i trzęsą mi się nogi. Najlepszy pomysł jaki na tamten moment mogłam wymyśleć to było udawanie, że dalej śpię. Miałam co raz mniej czasu, ponieważ mój oprawca wchodził po schodach co wprawiało mnie w okropne dreszcze. Ułożyłam się w tą samą pozycję w jakiej się obudziłam i zamknęłam oczy, zrobiłam to w dokładnie tym samym momencie, w którym otworzyły się drzwi. Słyszałam kroki które były co raz bliżej mnie, najdzielniej jak potrafiłam starałam się nie wykonywać żadnych podejrzanych ruchów, aby mężczyzna nie zorientował się, że nie śpię. Nagle rozległ się wielki huk, podskoczylam lekko z przerażenia, na szczęście niczego nie zauważył. Z tego rozgardiaszu można było się zorientować, że było to coś ciężkiego i za pewne metalowego. Miał już to podnieść, lecz z dołu rozległa się muzyka, najprawdopodobniej dobiegała ona z telefonu komórkowego, mężczyzna przeklnął cicho pod nosem i wyszedł z pokoju. Niestety nie wsłuchałam się i nie umiałam zidentyfikować głosu. Nie martwiłam się tym aż tak bardzo, ponieważ wiedziałam, że będę miała wiele okazji aby to zrobić. Obawiałam się bardziej tego, że następnym razem nie nabra się na to, że śpię. Przecież trwałoby to za długo, zaczął by się czegoś domyślać. Musiałam jak najszybciej coś wymyśleć, aby się stąd wydostać.

                                                                               ***

Nie zapomnijmy o tym, że naszej bohaterki nie szukali jedynie Antonella, Shakira i jak to wcześniej zostało przeze mnie ujęte Sherlock Holmes. Do działań zaangażowali się także Gerard, Dani i Suarez. Jeśli myśleliście, że nie udało im się znaleść zadnych "poszlak" to niestety mieliście rację. Kto by zresztą pomyślał, że największe dzieciuchy Katalonii, bo tak trzeba mówić o tych głupiutkich przystojniaczkach, znajdą Anielę, albo chociaż dowiedzieli by się czegoś na ten temat. Oczywiście. Nie mówię, że nic nie robili w tym kierunku, ale raczej pewne było to, że nic nie zdziałają. Sami też byli tego w pełni świadomi.
-To nie ma najmniejszego sensu chłopaki.-stwierdził zrezygnowany obrońca blaugrany. Usiadł na ławkę i zaczął poważnie rozmyślać nad dalszym postępowaniem. Mimo pozorów był on najtrzeźwiej myślącą osobą z ich trójki. Wiem. Nie widać tego zbyt często, ale tak było. Jakie było zadanie piłkarzy? Chodzili chyba po wszystkich uliczkach Ibizy i pytali każdego przechodnia jaki się im nawinął o nie dość wysoką brunetkę w niebieskim stroju kąpielowym. Niestety każde takie zaczepienia kończyły się albo autografem i zdjęciem, albo piskiem i niedowierzaniem, że mieli do czynienia ze światowej klasy piłkarzami. Jednak jeden mężczyzna zareagował zupełnie inaczej. Domyślacie się kto?
-Chłopaki?!
-Stary co ty tu robisz?-zapytali, noo.. prawie w tym samym czasie gracze wielkiej Barcelony. Który z nich by pomyślał, że niejaki Marc Bartra pojawi im się przed oczami na jednej z wielu uliczek Ibizy.
________________________________________________________________________________
Nowy rozdział w waszych rękach! Zachęcam do komentowania ;) Pozostawiam was jeszcze w niepewności kto porwał Aniele, na razie możecie tylko się domyślać :) Do następnego ;) :*

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 14-"... wyczułam, że jest z nim źle."

Czekałam aż odbierze, ze łzami w oczach patrzyłam na piękny zachód słońca z myślą, że na pewno nie odbierze. Po co miałby to robić? Zdradziłan go przecież, on też, więc nie zależało mu już pewnie na mnie, jeśli w ogóle zależało, nie wiedziałam. Był dla mnie ważny, to wiedziałam na pewno. nie mogłam go stracić.
-Czego?-usłyszałam załmujący się głos piłkarza. Próbował udawać, jednak wiedziałam, że jest z nim źle.
-Marc.. -nie wiedziałam co powiedzieć, jak się wytłumaczyć i jak to wszystko wyjaśnić.-Ja cię ko...-nie mogłam dokończyć, ponieważ ktoś złapał mnie za ręce i zakrył moją twarz workiem, krzyczalam, jednak na nic, po czym  zaczął mnie gdzieś prowadzić i wrzucił do jakiegoś małego "pomieszczenia". Nie umiałam kompletnie nic z siebie wydusić, czułam, że powoli zasypiam,  nagle straciłam przytomność.

                                                       Marc
Zastanawiałem się z jakieś trzy minuty. Postanowiłem udawać obojetnego, żeby myślała, że już mi na niej nie zależy. Nie wiem co mi przyszło do głowy, ale tak zrobiłem.
Przeciągnąłem zieloną słuchawkę w prawą stronę i przyłożyłem telefon do ucha, słysząc ciszę postanowiłem zacząć pierwszy.
-Czego?-udawałem twardego, tak na prawdę ból rozpierdalał mnie od środka, zależało mi na niej, ja już ukladałem z nią przyszłość!
-Marc...-słyszałem ból w jej głosie chciałem być wtedy obok niej, przytulić i powiedzieć, że jej wybaczam, ale były dwa problemy: nie wiedziałem gdzie jest, słyszałem tylko, że pojechała na wakacje z ekipą, a po drugie na ten moment nie mogłem jej wybaczyć za bardzo mnie to wszystko zraniło.
-Ja cię ko...-i nagle głos się urwał, usłyszałem tylko uderzenie telefonu o ziemię. 
-Aniela! Co się stało!-krzyczałem do słuchawki telefonu, usłyszałem tylko jej krzyk. Nie minęła minuta i telefon się rozłączył. Ktoś zrobił coś Anieli, musiałem szybko do niej pojechać, czułem jak serce podskoczyło mi do gardła. Wykręciłem szybko numer do Pchły żeby dowiedzieć się gdzie pojechali na wakacje.
-Lio?-zapytałem gdy ktoś odebrał telefon.
-Nie, Anto. Co się stało?-trochę się zdziwiła.
-Gdzie jesteście? Muszę jechać do Anieli! Ktoś ją porwał! 
-Co? Jak to? Przecież poszła tylko z tobą rozmawiać.
-Mów gdzie jesteście!-byłem zdenerwowany. Wiedziałem, że jestem gotów, aby w tej chwili tam pojechać. Ant powiedziała mi wreszcie gdzie są, spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyłem na lotnisko. Ze zdobyciem biletu nie było problemu. Powiedziałem Antonelli żeby zadzwoniła na policję i zgłosiła zaginięcie. Te cztery godziny lotu to była wieczność.. 

                                 ***

-Chłopaki!-Anto krzyknęła, a oni zerwali się jak poparzeni. Wiedziała, że będzie musiała im powiedzieć, parę minut wcześniej za namową Marca zadzwoniła na policję. Dowiedziała się jedynie tego, że będą szukać, to było pewne, że oni nic nie zdziałają, stwierdziła, że muszą działać na własną rękę.
-Co się stało piękna damo?-wyszczerzył swoje białe ząbki Gerard. Antonella, a w szczególności Shaki popatrzyła na niego z pod byka.
-Ej, ta piękna dama należy do mnie.-wysunął się zza obrońcy Lionel. Argentynce nie było w tedy do śmiechu. Jej przyjaciółka była w niebezpieczeństwie. Domyślała się nawet co się stało, lecz nie chciała wyciągać pochopnych wniosków. 
-Ktoś porwał Aniele.-powiedziała poprzedzając to płaczem. Shakira  podeszła do dziewczyny i ją przytulila po czym również uroniła łzy. Pilkarze ze zdziwieniem patrzyli na kobiety.
-Musimy ją szukać! Nie możemy siedzieć w miejscu!-zarządził Suarez, wszyscy zaczęli go popierać. Antonella, Shakira i Leo poszli brzegiem morza, a reszta poszła w stronę miasta pytać ludzi. Zapowiadało się, że szybko jej nie znajdą.
______________________________________
Tylko mi nic nie róbcie haha :D krótki, ale no trudno, podzieliłam jeden rozdział na dwa. Tak jakoś :P Czekam na opinie i do następnego ;)

Rozdział 13-"... tylko tam mogłem się uspokoić i zapomnieć o realnym życiu."

-Geeeeri!-krzyczała Isabel chyba na całą plażę.-No Geeeeeri!
-Co znowu...-powiedział Pique sam do siebie, ale za głośno, ponieważ wszyscy dobrze usłyszeli.
-Oj kochanie, chodź tu.-pokazała ruchem ręki aby podszedł. Przewracając oczami udał się w stronę Kolumbijki spełniając jej życzenie, a mianowicie posmarował jej plecy. Byliśmy na plaży i korzystaliśmy z promienoi słońca. Chłopcy siedzieli pod parasolem na piasku i grali w karty, a my leżałyśmy na leżakach i plotkowałyśmy, gdy nagle ni z tąd ni z owąd zabrała głos Antonella.
-Aniela...-Anto podniosła głowę i popatrzyła się na mnie. Ja uniosłam pytająco brew patrząc na nią i czekając aż dokończy zdanie.-Kochasz go...?-popatrzyła na mnie niepewne. Nagle serce zaczęło bić mi szybciej, czułam jak łzy napływają mi do oczu.
-Tak...kocham, całym sercem! Wiedziałam to od początku, juz wtedy gdy siedziałam na tych pieprzonych trybunach, kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy...
-Aniela!-nagle z leżaka wstała Shakira. Ja patrzyłam na nią pytająco.-Skąd ty to pamiętasz?! Jak to możliwe?! Przecież...-wszystkie trzy nie ukrywałyśmy zdziwienia.
-Niemożliwe... Odzyskałam pamięć!-krzyknęłam chyba na całą plażę, chłopcy wstali z piasku i podbiegli do nas. No i się zaczęło... Wszyscy wypytywali mnie skąd jestem, jak się tu znalazłam, jak nazywają się moi rodzice, na wszystkie pytania znałam odpowiedź. To było coś niesamowitego. Przypomniał mi się też dzień wypadku. Jak razem z Marciem się pocałowaliśmy po raz pierwszy, a potem przeszliśmy przez tą cholerną drogę! Dobra koniec! Koniec! On to już zamknięty rozdział! Chciałam w to wierzyć....
-A no tak, wracając.-podeszła Isabelle, a za nią Argentynka.
-Do..?-udawałam, wiedziałam o co chodzi.
-Ty już dobrze wiesz.-wybranka Leo podeszła do mnie razem z Shak, która złapała mnie za rękę.
-No brakuje mi go, bardzo. Jego ciepła, troski, wszystkiego!-łzy spłynęły mi po policzku, jedna za drugą, Ant widząc to zbliżyła się do mnie i przutuliła.
-Przecież to jasne, że kochacie się nawzajem. Trzeba coś z tym zrobić, musisz do niego zadzwonić!-odezwała się blondynka.
-To świetny pomysł!-krzyknęła prosto do mojego ucha Antonella zapominając, że dalej trzyma mnie w uścisku. Wypuszczając mnie z niego, otarła delikatnie moje łzy i uśmiechnęła się lekko.
-Przepraszam-zaśmiała się.
-Nie można się oszukiwać.-kontynuowała dalej Kolumbijka.-widać, że jemu zależy na tobie, a on jest dla ciebie najważniejszy. Bierz telefon i dzwoń!-wstała i podała mi komórkę.
-Myślisz...?
-Jestem pewna.-uśmiechnęła się.
-Raz kozie śmierć.-powiedziałam śmiejąc się. Wzięłam telefon i pokierowałam się brzegiem morza, wykreciłam numer, miałam już nacisnąć zieloną słuchawkę, gdy lekko się zawachałam, stałam chwilę w niepewności, ale po pewnym czasie przełamałam się.
                                                                                                                     
                                                                                                           Marc, na imprezie..
Miałem już dość tej głośnej muzyki, więc stwierdziłem, że pójdę na górę do jakiegoś pokoju odpocząć, miałem tam w ogóle nie przychodzić, bo pokłóciłem się z An. Każdy by się martwił! Kochałem ją i bałem się, że znowu stanie się coś złego nie chciałem po raz kolejny ją stracić, ten wypadek, strata pamięci to było za dużo... Rzuciłem się na łóżko i pogrążyłem w dokujących mnie myślach.
-Cześć...-ktoś zapukał do drzwi i wychylił przez nie swoją głowę. Była to Daniella, popatrzyła na mnie z niemałą niepewnością, podeszła cicho w moją stronę, chyba myślała, że śpię. Usiadła obok i zaczęła ściągać bluzkę. Od razu jak poparzony wstałem i popatrzyłem się na nią ze zdziwieniem.
-C..Co ty robisz?!-Dan nie odpowiedziała mi, lecz podeszła bliżej i rzuciła na łóżko, zdezorientowany próbowałem wstać, dziewczyna trzymała mnie za ręce co utrudniało mi jakikolwiek ruch.-Odpowiesz mi kurwa?! Zostaw mnie, czy ostatnio nie wyraziłem się jasno?-już prawie miałem wstać, gdy w drzwiach zobaczyłem sylwetkę, rozpoznałbym ją wszędzie, była to Aniela. Jej twarz była cała we łzach, momentalnie odwróciła się w drugą stronę i pobiegła. Nie zwracając uwagi na to czy Dan mogłoby się coś stać zrzuciłem ją z siebie i pobiegłem na dół, jedyne co zobaczyłem to grupkę moich już nieźle pijanych przyjaciół, którzy bardzo dobrze się bawili. W całym tym tłumie nie umiałem zauważyć dziewczyny, która w tamtym momencie, zresztą jak cały czas, była dla mnie najważnjejsza. Ktoś od tyłu złapał mnie za ramię, gdy sie odwróciłem, zobaczylem uśmiechniętą Danielle.
-No, to moja praca została wykonana, spokojnie myszko, znajdziesz sobie lepszą.-popatrzyłem na nią ze łzami w oczach.-To było specjalnie?! Nie masz serca!
-Oj, nie marudź, skarbie... Ona za parę godzin też nie będzie już taka święta...-widziałem zadowolenie w jej oczach jak i w jej uśmiechu, który pokazywał jedynie szyderczość.-Można to uznać za zemstę...
-Ja-jak to? Jak za parę godzin, jaka zemsta?!-nic już nie rozumiałem, czekałem jedynie na wyjaśnienie.
-Jeśli chodzi o nią, hmm.. przyjdź do mnie jutro po południu, a co do zemsty, nie pamiętasz już?-uśmiechnęła się ze złością w oczach, ale po nie całych trzech sekundach oczy, które napełniała jedynie złość zrobiły się szkliste, teraz przepelniał je ból.-Kochałam cię, a ty mnie po prostu zostawiłeś...-z oczu popłynęła jej rzeka łez.-Wiesz jak się czułam? Dokładnie tak jak ona teraz! I tak jak ty! Ale to dopiero jutro...-zrozumiałem jaki wielki ból musiał tkwić w niej tyle czasu.
-Ale zaraz, zaraz! To ty mnie ciągle zdradzałaś z kim popadło!-nie rozumiałem tego, skoro mnie kochała to czemu co chwilę widziałem albo słyszałem, że widziano ją z kimś innym? Nie czekałem na wyjaśnienia, po prostu skierowałem się w stronę drzwi wyjściowych, jeszcze przed zamknięciem ich usłyszałem jej zachrypnięty od płaczu głos.
-Nie zapomnij przyjść!
                            ***
Byłem ubrany i gotowy do wyjścia, nie wiedziałem o co chodziło Danielli, więc musiałem pójść i to sprawdzić. Wsiadłem do mojego Porsche i ruszylem w stronę podanego mi przez sms adresu zamieszkania Dan. Mieszkała w małym bloku, szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego, ale pozory mylą. Zapukałem do drzwi z numerkiem 8, po niecałych pięciu sekundach przed moimi oczami pojawił się zadowolony wzrok Stolle, zobaczyłem w nim wygraną i przewagę nade mną.
-Usiądź.-pokazała mi fotel.
-Postoje.-popatrzyłem na nią z powagą i zaciekawieniem.-To... Co miałaś mi pokazać?-Wzięła do ręki laptopa i podeszła opierając się o mnie.
-Tylko się nie ździw. I nie mów, że nie mówiłam abyś usiadł.-po tych słowach zaczęła się szyderczo śmiać. Podała mi urządzenie, na ekranie ujrzałem zdjęcia...Jakie zdjęcia? Anieli która spała w łóżku Neya...To-to był mój najlepszy przyjaciel, miałem go za brata! Przecież byliśmy rodziną, a on spał z moją dziewczyną! Wkurzony wyszedłem nic nie mówiąc i trzaskając z całej siły drzwiami. Udałem się do baru bo przecież tylko tam mogłem się uspokoić i zapomnieć o realnym życiu.
                          ***
Zbudziłem się z wielkim kacem. W barze siedziałem do jakiejś trzeciej nad ranem. Obudziłem się o jedenastej. Wziąłem butelkę wody i tabletkę na ból głowy, którą zawsze trzymam w szafce nocnej, tak na wszelki wypadek. Tym razem się przydała. Poszedłem się odświeżyć, zrobiłem śniadanie i włączyłem powtórkę finału ligi mistrzów. Chciałem się trochę rozweselić. Jednak nie udawało mi się to. Wszystko było takie skomplikowane: kochałem ją całym sercem i za razem nienawidziłem, w tamtej chwili nienawiść górowała. Miałem nadzieję, że to nie była prawda, że może jednak ona mnie nie zdradziła, ale przecież zdjęcia mówiły same za siebie...
Usłyszałem z sypialni dzwonek telefonu, poszedłem po schodach na górę i wziąłem do ręki mojego iphona. Na ekranie pojawiło się zdjęcie najpiękniejszej kobiety na całym świecie, która była dla mnie najważniejsza i której nienawidziłem tak mocno jak ją kochałem.
____________________________________
Nowy rozdział! Miało go nie być teraz tylko w weekend, bo nie miałam go kiedy napisać. Jestem na wakacjach nad morzem, więc jestem trochę zabiegana. Dzisiaj nie poszłam na plażę specjalnie żeby napisać rozdział i teraz oddaje wam go w wasze ręce. Na prawdę z całego serducha proszę o to aby każdy kto czyta zostawił po sobie ślad w postaci komentarza, nawet ci z anonima ;) muszę przyznać, że potrzebuje teraz od was wsparcia, bo z weną ostatnio mam problem... Jest mi głupio, że dodaje tak późno te rozdziały, a potem was tracę... Ale inaczej nie umiem, nie jestem jakaś świetna w pisaniu, mogę przyznać, że czasami nie idzie mi to zbyt dobrze, ale miałam nadzieję, że może znajdzie się jakiś fan tego opowiadania. ;) mam nadzieję, że są takie osoby. Pozdrawiam was serdecznie i do następnego  <3