wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 5 - "Obiecaj mi, że dasz radę, że będziesz walczyć, że mnie nie zostawisz..."

                                             WIADOMOŚĆ OD TWÓRCY
Hej no więc tak trochę inaczej bo pisze do was tu na górze, a nie tak jak zawsze na dole, kolejne rozdziały (jeszcze nie wiem ile) będą pisane jako Marc, zaraz dowiecie się dlaczego. To miało być takie małe powiadomienie... więc no życzę miłego czytania ;)
________________________________________________________________________________

Zadzwoniłem po karetkę, która zawiozła An do szpitala, nie powiadamiałem nikogo tylko od razu pojechałem za nimi. Boże jak dobrze, że nic nie piłem. Po paru minutach stałem już przed salą, w której Aniela miała operacje. Siedziałem na ławce i czekałem aż się skończy i dowiem się co z nią jest. Kurde, zakochałem się w tej dziewczynie, jest cudowna. I jeszcze ten pocałunek... on potwierdził tylko to, że ona też mnie kocha, nie mogę jej stracić, nie teraz, gdy wszystko się zaczęło. Raz już straciłem kobietę, którą kochałem, nie może się to powtórzyć ona musi walczyć! Po dwóch godzinach z sali operacyjnej wyszedł lekarz...
-I co z nią?!-zerwałem się z krzesła i podbiegłem do lekarza. On otworzył szeroko oczy widząc mnie, po czasie się otrząsnął.
-Panie Bartra zapraszam do mojego gabinetu...-powiedział i udał się w stronę pokoju.
-Więc co z nią?!-zapytałem lekko wkurzony spokojem tego kolesia, usiadłem i patrzyłem się tępo przed siebie, byłem cały zdenerwowany nie wiedziałem co z nią jest!
-Ahh... nie wiem czy mam dobre wiadomości, stan pani Rozuz jest krytyczny, zapadła w śpiączkę i nie wiadomo kiedy, albo czy w ogóle się obudzi...-siedziałem patrząc się w ścianę, nie mogłem uwierzyć w to, że mogłaby się już nie obudzić.
-Jakie są szanse...?-zapytałem cicho.
-Małe, bardzo małe...uderzenie było zbyt mocne, przewidujemy że auto jechało ponad 90km/h, to bardzo dużo, trzeba dziękować Bogu, że przeżyła...-zacisnąłem pięści i wstałem z krzesła.
-Zabije gnoja!-już miałem wyjść z pokoju ale facet złapał mnie za rękę.
-Sam już chciał pana wyręczyć...-popatrzyłem na niego pytająco.-Leży na oddziale intensywnej terapii...chyba ją znał bo po wypadku chciał popełnić samobójstwo.
-Wie pan może jak się nazywał?
-Patryk Bartewski. Zna pan?-popatrzył na mnie.
-Nie, nie znam. Mogę do niej pójść?-zapytałem pełen nadziei.
-Na chwilę...-zaprowadził mnie przed  jej łóżko, usiadłem i patrzyłem się na nią, ja.. ja na prawdę ją kochałem to mi się nie zdawało, to była prawda. Nie mogła się poddać, musiała walczyć, nie mogła mnie zostawić.
-Kocham cię...-powiedziałem i pocałowałem ją w policzek.-Błagam nie opuszczaj mnie...

                                                                           ***
-Staryy, gdzie masz An? Urwaliście się wczoraj, co tam się działo, hmm?-zapytał mnie Leo, czułem jak łzy napływają mi do oczu.-Ej, Marc powiedziałem coś źle? Pokłóciliście się czy co?
-Ona...ona miała wypadek....Jest w szpitalu, zapadła w śpiączkę nie wiadomo czy się wybudzi! Kurwa, Leo ja się w niej zakochałem!!-powiedziałem trzęsącym się głosem.
-Co!?!? Jaki wypadek, Marc do cholery czemu nic nie powiedziałeś!?
-Byliście na imprezie, pijani!! I tak byście nic nie ogarnęli...
-No racja...Jakie są szanse?
-Małe, bardzo małe...-powtórzyłem słowa lekarza.
-Poradzi sobie, jest silna. Nie sądzisz, że trzeba powiadomić jej rodzinę?
-Lepiej nie...-nie chciałem nic mówić jej rodzinie miałem nadzieję, że za parę tygodni, dni albo godzin się wybudzi...

                                                             MIESIĄC PÓŹNIEJ...
Aniela leży już miesiąc w śpiączce, lekarze nie dają jej szans na wybudzenie, sam już tracę nadzieję, że się obudzi. Przez te wszystkie dni zawalałem treningi i mecze, nie spotykałem się z nikim no chyba że ktoś przyszedł do mnie, wkurzało mnie to trochę. Po co mi było słuchać ciągle tego samego?  Że wszystko będzie dobrze, że jest silna, że da radę... to były ostatnie słowa jakie chciałem usłyszeć, każdy i tak wiedział, że to nie prawda. Mijały tygodnie, cały czas jeździłem do niej, siedziałem z nią przez całe dnie i noce, prawie w ogóle nie spałem, przestałem normalnie funkcjonować. Prawda...nie byliśmy razem, ledwo ją znałem ale...ale kochałem ją jak głupi.
-Marc...-usłyszałem głos Rity, która weszła do sali.-Wiem że ją kochasz i chcesz przy niej być, ale wykończysz się tak...Nie dasz rady.
-Ale nie mogę jej zostawić! Co jak się obudzi, a mnie przy niej nie będzie?
-Jak na razie nie zapowiada się na to że się wybudzi, a ty tracisz siły, pomyśl..nic nie jesz, nie śpisz, zawalasz treningi, opuszczasz mecze, nie możesz tak, musisz zacząć normalnie żyć, co jeśli w śpiączce będzie jeszcze parę lat? Będziesz tu cały czas siedział? Nie można tak...-miała rację, ale cały czas obwiniałem się, ze to moja wina. To ja wymyśliłem żeby iść na spacer, to ja puściłem ją pierwszą aby przeszła przez drogę, gdybym pomyślał byłaby ze mną, ale nie na łóżku szpitalnym tylko u mnie w domu...kto wie może u nas w domu. Wszystko zjebałem!
-Choć zawiozę cię do domu...-złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę drzwi.
-Dobra...-zgodziłem się, wiedziałem że mówi prawdę.
Na miejscu kazała od razu położyć mi się do łóżka, nie sprzeciwiałem się nie spałem już od dobrych 42 godzin, a jak spałem to tylko trzy. Gdy się obudziłem była już 19, nie miałem zamiaru wstawać z łóżka właśnie sobie coś uświadomiłem...za dwa tygodnie kończą się Wakacje Anieli, czyli że ma wracać do domu...tylko że jej rodzina nie wie o tym że jest w śpiączce..Stwierdziłem, ze trzeba ich powiadomić , poszedłem do Leo i poprosiłem go o jej telefon znalazłem numer rodziców An i zadzwoniłem...

-Halo, dzień dobry...tu..tu Marc...
-.....
-Tak, Marc Bartra, przyjaźnie się z Anielą i jest...jest taka sprawa...
-.....
-An miała wypadek, jest w śpiączce, ale proszę się nie martwić! To nic poważnego, zapadła w nią dwa dni temu
-.....
-Proszę nie przyjeżdżać, będę państwa informował na bieżąco, na prawdę.
-.....
-Tak, zostanie tu trochę dłużej, wszystko będzie dobrze, obiecuje...
-.....
-Do widzenia...

Wiem, że to głupie ale musiałem ją okłamać że Aniela leży w śpiączce od paru dni... Musiałem.
-I co powiedziała?-zapytał Mesii
-Mam ją informować o jej stanie, poprosiłem żeby nie przyjeżdżali...ale..
-Ale co?!
-Nie powiedziałem jej, że leży w śpiączce od miesiąca tylko, że od dwóch dni-zacząłem bawić się kluczykami od samochodu, to taki odruch gdy się stresuje...ah Aniela też tak ma...Zauważyłem to , gdy byliśmy na randce.
-Człowieku!!-chyba się wkurzył.
-Wiem!! Wiem kurwa!! Głupi jestem, ale przestraszyłem się!!!!!
-Dobra...co się stało to się nie odstanie..Zostajesz? Zrobimy se męski wieczór żeby odreagować?
-Wiesz.. nie mam ochoty, kiedy indziej muszę odpocząć...
-A jeśli chodzi o odpoczynek to nie masz go za dużo? Cały czas zawalasz treningi Luis cię zabije...
-Mówiłem mu, że nie mogę...nie radze sobie czasami...to już miesiąc co jeśli będą mijać tak kolejne miesiące i... i ona się nie obudzi?
-Nie mów tak...obudzi!!-widziałem że sam nie jest pewien tego co mówi...
-Wiesz..ja sam już nie wiem..idę pa.
-Trzymaj się stary!
Wsiadłem do auta i ruszyłem w stronę domu, cały czas myślałem nad tym wszystkim, wszystkim czyli Anielą bo to ona była dla mnie wszystkim...Przejeżdżałem obok szpitala, w którym leży, stwierdziłem że pójdę do niej, nie potrafię normalnie funkcjonować wiedząc, że ona tam leży..
Wszedłem do sali i usiadłem obok jej łóżka.
-Tęsknie za tobą...ile bym dał żeby usłyszeć twój głos...-mówiłem drżącym głosem patrząc na nią jak śpi, to było straszne...-Obiecaj mi, że dasz radę, że będziesz walczyć, że mnie nie zostawisz...
Wypowiadając te słowa łzy zaczęły spływać mi po policzku...nagle jej serce przestało bić pobiegłem szybko do lekarza, przestraszyłem się, cholernie się przestraszyłem...Kazali mi wyjść z sali jedyne co usłyszałem to słowa lekarza.
-Szybko zaraz ją stracimy...!!!
________________________________________________________________________________
Kompletnie nie jestem zadowolona z tego rozdziału, jest ładnie mówiąc do dupy.... Kompletnie straciłam wenę, obiecałam że rozdział pojawi się gdy wybije pod poprzednim rozdziałem 5 kom więc jest...Ktoś tam się pytał kiedy będzie to napisałam, że w niedzielę ale i tak już nic do niego nie wymyśle.
No nie wiem czy wam się spodoba... Skoro daliście radę dać pięć komentarzy to teraz siedem i nowy, obiecuję, że teraz się postaram wymyślić coś dobrego. <3 Kocham was ;) Do następnego...

11 komentarzy:

  1. straszny!! oby się obudziła!! a tak to fajny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu boje się ;) ona ma się wybudzić!!! ;) i piękny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Heyy... Kiedy wstawisz następny? Jakbyś mogla przed wtorkiem bo wtedy płnę do Szwecji a tam pewnie neta nie bedzie i bym chciała przeczytać przed wyjazdem ;) Ploseeee... :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rany, niesamowicie opisujesz emocje! Brawo! Naprawdę genialne!
    Mam nadzieję, że nic jej nie będzie. Widać, że Marcowi zależy. Ona nie może umrzeć, rozumiesz?! Mam nadzieję, ze tak, bo aż mnie ciary przechodziły, jak czytałam końcówkę tego rozdziału.
    Czekam na następny.
    A w wolnej chwili zapraszam do siebie:
    http://dopiero-twa-smierc-to-start.blogspot.com/
    http://you-fall-in-love.blogspot.com/
    P.S. Jakbyś mogła mnie informować o nowych rozdziałach na asku, byłabym wdzięczna :) http://ask.fm/suenos04
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, nawet nie wiecie ile szczęścia mi daje to, że moje opowiadania wam się podobają, na pewno wpadnę i będę informować o nowych rozdziałach ;) Ja również :*

      Usuń