wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 12-"Urlop uważam za rozpoczęty!!"

Zostało jeszcze pół godziny do odlotu sprawdzałam czy wszystko mam, gdy nagle ktoś zadzwonił do telefonu. Odłożyłam torebkę i udałam się w stronę łóżka na którym leżała moja komórka, sięgnęłam po nią i sprawdziłam kto dzwoni. Wyświetlił się tylko nieznany mi numer jednak stwierdziłam że odbiore. Przez pierwsze parę sekund nic nie slyszalam oprócz gluchej ciszy. Kiedy miałam się już rozlaczyc ktoś się nagle odezwał.
-Tęskniłaś?-od razu wiedziałam kto to, zawsze rozpoznalabym ten okropny głos. To był Patryk. Przez miesiąc się nie odzywal i nagle do mnie zadzwonił. Czy on szykował jakąś zemstę i teraz nadszedł na nią czas? Skąd mógł mieć mój numer? Zmieniłam go razem z telefonem kiedy dwa dni wcześniej się popsuł. Z tego co wiedziałam to mieli go tylko Messi, Shak, Anto, Gerard i Rita. -Pięknie wyglądasz, ładnie ci w tej różowej sukience.-miał rację, miałam różową sukienkę, czy on mnie śledził? Przestraszona rozglądałam się po pokoju. Podeszłam do okna i zaczęłam szukać wzrokiem mając nadzieję, że go znajdę, jednak nie udało mi się to.
-Czego ty chcesz, o co ci chodzi?!-krzyknęłam do telefonu, nie ukrywałam wtedy strachu. Wyczuł go, więc miał lepszą i większą satysfakcję.
-To proste...Ciebie!-zamarłam.. czy ja zawsze musiałam trafiać na takich idiotów? Czy kolejny debil był we mnie "szaleńczo zakochany" ? Nie umiałam tego zrozumieć, dlaczego chłopak którego kochałam jak głupia nie odwzajemniał tego? A ci którzy mnie w ogóle nie interesowali chcieli ze mną być? To było okropnie skomplikowane. Nie umiałam tego zrozumieć i nie chciałam. Patryk miał coś powiedzieć, ale do pokoju weszła Antonella. Słysząc jej głos chłopak od razu się rozłączył poprzedzając to słowami, które przestraszyly mnie najbardziej.-Do zobaczenia na wakacjach skarbie...-to było pewne, co było pewne? Że też jechał na Ibize i nie jechał po to by odpocząć, tylko po to by się zemścić wiedziałam, że to będzie straszna zemsta.
-Aniela? Co się stało?-podeszła do mnie i przytulila, płakałam byłam okropnie przestraszona, bałam się, że coś mi zrobi. Gdyby był przy mnie Marc czułabym się bezpieczniej i pewniej. Wtedy tak nie było.
-Nic...- otarłam łzy i podeszłam do torby zapinając ją wzięłam telefon i skierowałam się w stronę drzwi.- Chodź, zaraz przyjeżdza Gerard z Isabel, chłopaki pewnie też już czekają na dole.-puściłam jej oczko, złapałam za rękę i zeszłyśmy na dół.
                              
                             ***
-Urlop uważam za rozpoczęty!!-krzyknął Dani. Skąd Dani? Stwierdziliśmy, że będzie nas za mało szczególnie dlatego, że Rita nie mogła z nami lecieć, bo miała jakiś wyjazd służbowy, więc wzieliśmy jeszcze jego i Suareza. Byliśmy już w samolocie, prywatnym samolocie. Lecielismy tylko jakieś piętnaście minut, a chłopcy zdążyli wypić już po jednym kolorowym drinku przygotowanym przez naszego prywatnego barmana Alvesa.
-On się nadaje do tego bardziej niż do piłki nożnej! Hahaha.-krzyknął Suarez.
-Ty, co ty gadasz? Nikt nie jest lepszy od Alvesa w football'u!-powiedziałam na cały samolot, gdy zobaczyłam smutną, ale udawaną minę Daniego.
-No może oprócz mnie!-wyrwał się Lio. 
-Tak, tak.-zaśmiałam się i puściłam mu oczko.
Chłopcy tańczyli, śpiewali i się śmiali, za to my poszłyśmy do innego przedziału ze względu na to, że Anto nie mogła pić (była już w 5 miesiącu) my także nie piłyśmy.
-Noo to jak tam z Gerim? Hmm, planujecie kolejne dziecko?-zapytała śmiejąca się Antonella. Ja też zaczęłam się śmiać i również dopytywać.
-No.. bo wiecie...-Kolumbijka pokazała swoje snieżno białe zęby i zaczęła dobierać odpowiednie słowa.-Jestem w ciąży!- nie ukrywałyśmy naszego oburzenia.
-I nam, NAM! Twoim najlepszym przyjaciółką nie chciałaś powiedzieć, tylko same musialysmy się pytać?!-powiedziałam trochę udawajac a trochę nie, że jestem zła, bo byłam. Trochę jeszcze jej pomarudziłyśmy, ale potem od razu zaczęłyśmy piszczeć ze szczęścia i ją przytulać. Potem znowu się wkurzylysmy jak się dowiedzialysmy że to już dwa miesiące. Szczerze mówiąc to nic nie wskazywało na to, że jest w ciąży.
-Aniela!! Pijesz z nami?!-podszedł do nas pijany Dani.-No bo wiesz, one nie mogą bo są w ciąży, aaale ty możesz!-klepnal mnie w plecy i zaczął się śmiać i nadstawiać mi szklankę z drinkiem przed twarz. My razem z Anto popatrzyłyśmy się na Shakire surowym, bardzo surowym wzrokiem.
- Nawet on wiedział?!-krzyknęłyśmy w tym samym momencie tak jakbyśmy się zmowiły.
-Oj bo pewnie Geri mu powiedział...-wszystkie zaczęłyśmy się śmiać, resztę lotu czyli jakieś trzy godziny spędziłyśmy na rozmawianiu i co paro minutowym uciszaniu chłopaków. Nawet udało mi się zapomnieć chociaż na chwilę o Marcu. Gdybym chciała to nie mogłabym na chwilę usiąść gdzieś w ciszy i zacząć płakać z powodu Bartry. To było nie wykonalne, wszyscy byli pijani więc trzebyło ich pilnować. Wiedziałyśmy, że na miejscu nie będzie z nich już żadnego użytku. No ale miałyśmy już inne plany na pierwszy dzień.
                           ***
-Jak ja kocham zakupy!-krzyknęła Antonella.-A szczególnie z wami, z Leośkiem to nie to samo.-powiedziała z udawaną powagą. Popatrzyłyśmy się na siebie z poważną miną stałyśmy tak parę sekund po których wpadłyśmy w niepochamowany śmiech. Poszłyśmy na shopping, na ten pomysł wpadłyśmy już w samolocie, kiedy zobaczyłyśmy już nieźle wystawionych chłopaków. Zostawiłyśmy ich śpiących w hotelu i poszłyśmy. Ja zaopatrzyłam się w dwie nowe sukienki, trzy pary spodenek, dwa topy i cztery crop topy, Anto kupila ubranka dla przyszłego synka, dwie sukienki dla siebie, cztery spudnice i bluzki na krótki rękaw, sama nie wiem ile. Za to Shakira nie znając jeszcze płci swojego drugiego potomka stwierdziła tak jak ja kupić sobie tylko coś dla siebie. Kupiła praktycznie to samo co ja, ale w innych kolorystykach. Dokładnie wszystko to samo nam się podobało, więc czemu nie? Po zakupach udałyśmy się do restauracji na obiad, troszkę samolubne z naszej strony, bo zostawiłyśmy naszych chłopaków samych bez jedzenia, ale mogłam się założyć, że i tak dalej spali. Lekko zmęczone wróciłyśmy do hotelu.
-Dawno się tak świetnie nie bawi...-zaciela się Shakira, gdy otworzyła drzwi do hotelu. Całe pomieszczenie było w pizzy, chłopcy jedli jej resztki i grali w fife, oni wszędzie musieli ją brać. Wszystkie patrzyłyśmy się na to wszystko otwartymi ustami. A ja się o nich martwilam, że będą głodni...
-Gerardzie, Luizie, Lionelu, ALVES!!-jego powiedziałam najgłośniej i do tego po nazwisku, ponieważ ten spał z pudełkiem po jedzeniu na głowie, a co najlepsze wszystko to odbywało się w wannie, łazienka była otwarta więc wszystko było idealnie widać.
-Ahh, jedno jest pewne...-wszyscy chłopcy popatrzyli się na Antonelle.-...nigdy już nie zostawimy was samych.-wszyscy zaczęliśmy się śmiać i z niechęcią zabraliśmy się do sprzątania. Taa.. to był świetny początek wakacji, haha. 
______________________________________
Nowy rozdział ! Jestem na wakacjach więc mogą być jakieś błędy, bo tu nie ma internetu, zostaje mi tylko ten na komórce, a zasięg jest strasznie słaby. Więc teraz zostaje mi tylko powiedzieć żebyście zostawili opinie i do następnego ;)

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 11-"Uczucia to jednak najgorsze co człowiek może posiadać..."

Dopiero, gdy się obudziłam zrozumiałam co tak na prawdę zrobiłam, właśnie leżałam obok Neymara, spał... Mogłam się jedynie domyślić co tam robiłam, na pewno nie rozmawialiśmy... Dlaczego mogłam się tylko domyślać? Sądząc po moim ostrym kacu, mało poprzedniego dnia nie wypiłam. Dlatego też nic nie pamiętałam. Film urywał mi się na momencie, gdy jechałam do klubu. Czy ja właśnie to zrobiłam, czy ja zdradziłam miłość swojego życia? Zaraz, zaraz nie mogłam przecież jeszcze zapomnieć o tym, że "miłość mojego życia" także mnie zdradziła... Byliśmy na równi, ale mogłam się wtedy założyć, że on nie miał żadnych wyrzutów sumienia, za to ja... Ja miałam ich tysiące. Jak ja mogłam mu coś takiego zrobić? I to jeszcze z jego najlepszym przyjacielem. Swoją drogą to Junior nie był lepszy, od samego początku się do mnie dowalał. Wiedziałam, że prędzej czy później posunie się do takiego czegoś. Cały czas myśląc tak nie umiałam pogodzić się z tym co zrobiłam.
-Oo.. obudziłaś się już skarbie.-odwrocilam się. Za mną leżał Neymar. Znowu musiałam widzieć ten okropny szyderczy uśmiech. Miałam ochotę zrzucić się z balkonu.
-Kurwa... jakie skarbie?! Ty zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś?! Wykorzystałeś mnie! Nadarzyła się okazja to mnie przeleciałeś, tak? Wiedziałeś, że byłam pijana to skorzystałeś z dobrego momentu. Ty rozumiesz co ja zrobiłam?! Zdradziłam go kurwa! Razem go zdradziliśmy!-miałam dość, czułam się jak tania szmata, nic nie warta dziwka. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieję.
-Nie zapominaj, że on też cię zdradził. Tak jak ten inny... Czekaj jak on miał? Daniel? Nie no, przecież nie pamiętasz, a szkoda popatrzył bym jak jeszcze bardziej cierpisz. Tak jak ja, kiedy wybrałaś jego zamiast mnie!-widziałam obłęd w jego oczach, nie ukrywam że zaczęłam się go bać.
-Ja...jaki Daniel...-nagle poczułam przeszywający ból głowy. Pojawiła się ciemność, wiedziałam, że zaraz sobie coś przypomnę. Pojawił się przede mną facet, koło niego stała kobieta było też z nimi dziecko. Wyglądali na kochającą się rodzinę. Jednak obraz nagle ukazał mnie. Zobaczyłam tam siebie jeszcze wczoraj. Bez chęci do życia. Bez chęci do niczego. ... Domyślam się, że to był mój były. Daniel-o którym mówił mi Neymar. Nagle wszystko zniknęło, a ja ujrzałam Neya.
-Aniela! Co ci jest?!-podbiegł do mnie Junior widząc jak upadam.-Krzyczałem i wolałem, ale ty nie reagowałaś. Dzwonić po karetkę?!
-Nie..Nie udawaj, że..się mną mar-twisz.-powiedziałam resztką sił.-Daj mi, daj mi odpocząć... -jak powiedziałam, tak zrobił. Położyłam się na łóżku, nie było to łatwe zadanie, ale wykonalne, bo już po niecałych pięciu minutach leżałam pod kołdrą. Na samą myśl co zaszło w tym łóżku było mi nedobrze, ale niestety.. nigdzie sama bym nie doszła, musiałam odpocząć.

                                   ***

-Gdzie ty idziesz?-zapytał mnie Neymar, gdy miałam już wychodzić z mieszkania. 
-Do domu nie widzisz? Pa.-powiedziałam otwierając drzwi wyjściowe. Nie usłyszałam nic z jego strony. Jedynie ciche ale słyszalne westchnięcie z jego strony. Przekroczyłam próg i ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Wyciągnęłam telefon, był wyłączony. Zanim doszłam do celu zdążył się włączyć. Zaraz po włączeniu się wyświetlacza ukazał się napis pięciu nieodebranych połączeń od Shakiry. Bez chwili namysłu zadzwoniłam do niej. Przypomniałam sobie, że prosiłam aby zadzwoniła do mnie gdy wszystko się skończy.
-Isabel? Przepraszam cię, zapomniałam, że masz zadzwonić.
-Gdzie byłaś? Razem z Gerim martwilismy się o ciebie.- usłyszałam przez słuchawkę mojego dość zniszczonego telefonu niepokój w głosie Kolumbijki.
-Spokojnie, zaraz u was będę.- wiedziałam, że będę musiała coś wymyśleć, przecież nie mogłam jej po prostu powiedzieć, że po pijaku spędziłam noc z Juniorem. Że..że zdradziłam Marca. Rozłączyłam się i usiadłam na ławce. Punktualnie o 14:00 podjechal autobus, który zawiózł mnie do centrum Barcelony, a stamtąd spokojnie pół godzinną drogą udałam się do rezydencji Pique. Zapukałam spokojnie do drzwi czekając na to aż ktoś mi otworzy. 
-An! Gdzieś ty była??-krzyknęła uśmiechnięta Isabel przytulajac mnie.
-No wiesz.. jest Gerard?-zapytałam zmieszana wchodząc do villi i kierując się do salonu. 
-Nie, jestem tylko ja i Milan. Chcesz coś do picia?
-Nie dziękuję. Dobra słuchaj, jesteś moją najlepszą przyjaciółką i.. I traktuje cię jak siostrę...-zaczęłam powoli mówić.-Ufam ci i mam nadzieję, że nikomu nie powiesz.
-Do czego zmierzasz?
-Ma...Marc mnie zdradził..a, a ja jego..-powiedziałam to, po czym się rozpłakalam i przytulilam do Kolumbijki.
-Co ty mówisz?! Jakieś Prima Aprilis?
-Nie! Kurwa nie! Zdradził mnie!! A, a ja jego-krzyknęłam na cały dom, miałam ochotę się zabić, dalej nie mogłam uwierzyć w to co zrobiłam, nie mogłam uwierzyć, że się do czegoś takiego posunęłam. Uczucia to jednak najgorsze co człowiek może posiadać. Wszystko niszczą..-Shak, wracam do Polski...Nie mogę tu być, te wszystkie złe wspomnienia... Wypadek, jego zdrada, moja zdrada, wiem że to źle uciekać od problemów, ale w moim przypadku nie da sie inaczej...
-Chcesz nas zostawić? Mnie, Geriego, całą Barcelone? Milan mówi do ciebie ciocia i cały czas się pyta gdzie jesteś. Kochamy cie, jesteś dla nas jak rodzina. Będziemy przy tobie kiedy tylko chcesz, ale nie wyjeżdżaj.-powiedziała smutnym głosem Isabel, biorąc przy tym na ręce małego Milana.
-Kto nas zostawia?-do domu wparował Gerard, mały Milan widząc tatę od razu wyrwał się z rąk mamy aby do niego pobiec. To było takie słodkie, że łzy aż same do oczu mi napłynęły, gdy pomyślałam sobie o tym, że za parę dni nie będę widziała już tej wspaniałej miłości całej drużyny Barcelony i ich rodzin, które są po prostu piękne. Ale... musiałam wyjechać choćby na miesiąc...po prostu musiałam, oderwać się chociaż na chwilę od tego wszystkiego. Byłam świadoma tego, że nie mieszkałam tu od urodzenia, ale tak na prawdę mój wypadek to były moje nowe narodziny. Tu narodziłam się na nowo i moje życie zaczęło się na nowo. Ten wyjazd był oczywiście nieunikniony, przecież ja nie znałam moich rodziców, ani brata. Pamiętam tylko trochę z moich urywek, to wszystko. Trzeba było odświeżyć trochę pamięć. Czyli tak na prawdę ten wyjazd  miał mieć dwie korzyści, lepiej było dla mnie. Shakira popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem i odwróciła się ponownie do Gerarda.
-Aniela...-kobiecie po policzku spłynęła łza, gdy to zobaczyłam, zrobiło mi się wstyd, również uroniłam łzy. Po części zrozumiałam jak byłam dla nich ważna, to było okropne uczucie,
-Ciociu...nie zostawiaj nas.-podszedł do mnie Milan, przytulając się i szepcząc mi do ucha abym nie wyjeżdżała. Popłakałam się jeszcze bardziej, co ja miałam wtedy zrobić...?
-Wiem, mam pomysł!-krzyknął Gerard patrząc na to wszystko.-Polećmy z Messim, Neymarem, Marcem Antonellą i Ritą na Ibizę! Rozluźnimy się trochę, a ty odpoczniesz i wreszcie wylecą ci z główki te głupie pomysły.-zaśmiał się Geri siadając obok naszej trójki. Mina posmutniała mi jeszcze bardziej kiedy usłyszałam te dwa imiona, a mianowicie Neymar i Marc. Isabel zauważając to popatrzyła na niego karcącym wzrokiem i powiedziała mu coś na ucho, po czym on otworzył szeroko oczy i w błyskawicznym tępie się poprawił.
-Może lepiej bez Neya i Marca, co za dużo to nie zdrowo.-pokazał szeroko zęby śmiejąc się. Od razu się uśmiechnęłam, a szkliste oczy nie były teraz takie przez płacz, lecz przez szczęście. Tak, szczęście. Cieszyłam się, że miałam takich przyjaciół, że w takich chwilach potrafili mnie rozweselić, w sumie wtedy ten pomysł z tym urlopem nie był taki zły, nawet mi się spodobał.
-To co? Zgadzasz się?-wszyscy popatrzyli na mnie z nadzieją w oczach.
-No jasne!-zaczęłam się śmiać i przytulać moich przyjaciół, których śmiało mogłam nazywać rodziną.
_____________________________________________________________________________
No to następny rozdział, zostawiam go wam do waszej oceny. Napiszcie ci sie podoba itp, Co do rozdziałów będą one krótsze jak zauważyliście niż kiedyś, a to dlatego, że chce dłużej pisać to opowiadanie i chyba wy też tego chcecie. Można powiedzieć, że sie do niego przywiązałam. Jest mi teraz głupio jak pomyśle, że jeszcze niedawno chciałam go usunąć, ale już jest ok. No to na tyle, do następnego :* ;)

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 10-" Czekałem tylko na dobry moment, żeby myślała że w jej życiu wszystko się układa."

-Dan...?!-ujrzałam to czego nigdy żadna kobieta nie chciałaby zobaczyć... Na Marcu leżała półnaga  Daniella, całowali się... skąd ją znałam? Gdzieś dwa tygodnie temu poznałyśmy się na meczu FCB cały czas patrzyła się na Neymara, powiedziała mi, że to jej przyjaciel, bliski przyjaciel wiedziałam o co chodzi, a teraz!? Teraz dowalała się do mojego chło... byłego... Do oczu napłynęły mi łzy z ręki wypadła komórka rozbijając ekran.
-Słuchaj Aniela to nie moja wina!! To ona!-krzyczał Bartra, kiedy wybiegałam z pokoju, słysząc to rozniosłam się płaczem.
-Sha..Shak..-zadzwoniłam moim rozbitym telefonem do Kolumbijki, dziwne, ze w ogóle się udało na nim coś zrobić,  mimo to, że byłyśmy w tym samym miejscu, po prostu nie umiałam jej znaleźć.
-Co się stało!?-zapytała moja przyjaciółka, była chyba zdziwiona tym, że do niej dzwonię będą w tym samym budynku co ona.
-Słuchaj..-szlochałam, nie umiejąc się powstrzymać od płaczu..-Słu..słuchaj, ja gdzieś pójdę, zadzwoń do mnie jak wszyscy pójdą spać...a i nie mówi nic..-tu sie zacięłam i zaczęłam płakać jeszcze głośniej.-Marcowi...-dokończyłam, gdy się lekko uspokoiłam.
-Jasne, ale co sie stało!?
-To nie rozmowa na telefon, pogadamy jak wszystko się skończy...-powiedziałam po czym wyszłam z mieszkania Pique.
Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, że nie mam dokąd iść, wszyscy znajomi byli na tejże imprezie.
-Chyba zrezygnuje z imprez u Gerarda i Shak...-powiedziałam szlochając pod nosem i ruszyłam w stronę jakiegoś klubu.
-Dowód proszę.-usłyszałam głos wielkiego kolesia stojącego przy bramce.
-Jak to dowód, nie widzisz, że jestem dorosła?!-krzyknęłam poddenerwowana.
-Puść ją..-powiedział mężczyzna, który wszystko słyszał.
-Tak szefie.-czyli to on tutaj rządził skoro ten "goryl" mówił do niego szefie.-Proszę..-puścił mnie, czułam tylko wzrok mężczyzny, patrzył mi się chyba na pośladki. Dał rękę na moje ramiona i pociągnął do środka klubu.
-Boże w co ja sie wpakowałam..-powiedziałam cicho tak, a by nikt nie usłyszał, wiedziałam, że nic z tego dobrego nie wyniknie.
Facet cały czas dolewał mi drinki, a ja próbując zapomnieć o Marcu piłam je.

                                                                       Neymar
-Dobra załatwione, przyłapała go, widziałam jak jechała do jakiegoś klubu w sms podam ci adres, jechałam za nią.-usłyszałem przez telefon po tym jak odebrałem głos mojej pracownicy.
-Dzięki, jesteś najlepszą dziwką z jaką pracowałem.-powiedziałem po cichu dla bezpieczeństwa, tak aby nikt mnie nie usłyszał. Mówiłem, że będzie moja i tak sie stanie. Czekałem tylko na dobry moment, żeby myślała że w jej życiu wszystko się układa. Ale spokojnie, ułoży się ale nie z nim, tylko ze mną!! Po jeszcze krótkiej rozmowie z Shak, aby powiedzieć jej, że ide, udałem się do samochodu, nie piłem, wszystko miałem zaplanowane, Przecież ten plan nie mógł zawieść.

                                                                             Aniela
Po godzinie byłam już nieźle wstawiona. Mało kontaktowałam, ale można powiedzieć, że na tyle co wypilam trzymałam się dobrze, chodziłam i to był plus.
-Wiesz... Pociagasz mnie.-podszedł do mnie facet i zaczął mnie macać. Wyrywałam mu się, ale bez największych skutków.-Chodź, zarezerwowalem dla nas pokój.-kiedy miał już mnie wziąść za rękę, usłyszałam coś.
-Zostaw ją!-gdy się odwróciłam zobaczyłam Neymara. Złapał mnie za rękę i pokierował w stronę drzwi wyjściowych.
-Co ty tu robisz?!-można powiedzieć, że trochę wytrzezwialam.
-Ratuje ci dupe. I to dosłownie.
-Prosiłam cię o to?-zapytałam poddenerwowana. Jednak nie usłyszałam odpowiedzi.-Gdzie jedziemy? 
-Do mnie.
-Po co?!-krzyknęłam.
-A gdzie niby chcesz jechać? Do Marca? Wątpię, że będziesz chciała.-powiedział to ze złośliwym usmieszkiem. Po tym, gdy to powiedział miałam ochotę roznieść się płaczem. Ale nie chciałam żeby widział, że cierpię przez Bartre.
-A ty niby skąd wiesz?!-jak to było możliwe, nic mu nie mówiłam. On nie odpowiedział na moje pytanie, tylko znowu się uśmiechnął. Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Byłam okropnie zdenerwowana.
-Jesteśmy. Choć pokaże ci twój pokój.-wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów. Mówiąc teraz był milszy, nie tak jak przedtem.
-Yhm.. dziekuje. 

                                ***

Gdy się umyłam zeszłam na dół Ney czekał na mnie z kolacją. 
-Smacznego.-uśmiechnął się swoimi slicznymi ząbkami. Gdy nie próbował mi ublizac był nawet słodki, ale kochałam Marca nie mogłam poczuć czegoś do Juniora. Jedząc rozmawialiśmy ze sobą.
-Powiesz mi wreszcie skąd o tym wszystkim wiedziałeś?-zapadła cisza.-A powiesz chociaż skąd wiedziałeś gdzie byłam?
-Mam swoje sposoby.-uśmiechnął się, tym razem był to szczery i pogodny uśmiech. Nie groźny i szyderczy.
-Taki Neymar mi się podoba.-zasmialam się.
-Czyli ci się podobam?-powiedział z nadzieją w oczach. Podobałam mu się... Nie wiedziałam co miałam zrobić z tym faktem, ani jak wybrnąć z tej sytuacji.
-Wiesz, nie mówię ze nie.
-Czyli jednak??-na prawdę mu zależało.
-Jesteś przystojny, fakt, ale ja...Ja kocham Marca.
-Ale podobam ci się?-widać że uśmiech nie był już taki sam, był trochę udawany, jednak i tak szczery.
-Ah, tak.-powiedziałam to trochę dla tego żeby odpuścił.
-To chodź-pociągnął mnie w stronę pokoju. Była to sypialnia... Zaczął całować mnie po szyji.
-Co... Co ty robisz?-zapytałam gdy zaczął ściągać mi bluzkę. Nie reagowalam aż tak bardzo, ponieważ byłam po prostu pijana . Mało nie wypilam w klubie. Nie myśląc po prostu się mu oddałam i spędziliśmy wspólnie noc. Muszę przyznać jedną z tych cudownych nocy.
____________________________________
Zawalilam po całości, nie dość że taki krótki to jeszcze wstawiony po miesiącu, strasznie mi głupio. Ale zastanawiam się nad usunięciem tego bloga, ponieważ aktywność jest okropnie mała. :'( Decyzja też należy do was, ponieważ to wy to czytacie, chce wiedzieć czy warto kontynuowac i czy chcecie wiedzieć jak zakończą się losy Anieli, no i Marca. Napiszcie koniecznie w komentarzu. Jeśli chodzi o konkurs to osoby pojawią się w następnym rozdziale (jeśli będzie bo nie wiem czy checie abym kontynuowała). Mam nadzieję że mi wybaczycie ten miesiąc. Poczekam aż zdecydujecie i potem będzie wiadomo. Przepraszam i do zobaczenia. :* Aa no tak zapomniałam powiedzieć że nie niedawno wybilo 1000 wyświetleń dziękuję ;) No i jeszcze nie zapomnijmy o naszych chlopakach którzy wygrali w sobotę LM !! VeB <3 no to teraz do zobaczenia :*