czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 14-"... wyczułam, że jest z nim źle."

Czekałam aż odbierze, ze łzami w oczach patrzyłam na piękny zachód słońca z myślą, że na pewno nie odbierze. Po co miałby to robić? Zdradziłan go przecież, on też, więc nie zależało mu już pewnie na mnie, jeśli w ogóle zależało, nie wiedziałam. Był dla mnie ważny, to wiedziałam na pewno. nie mogłam go stracić.
-Czego?-usłyszałam załmujący się głos piłkarza. Próbował udawać, jednak wiedziałam, że jest z nim źle.
-Marc.. -nie wiedziałam co powiedzieć, jak się wytłumaczyć i jak to wszystko wyjaśnić.-Ja cię ko...-nie mogłam dokończyć, ponieważ ktoś złapał mnie za ręce i zakrył moją twarz workiem, krzyczalam, jednak na nic, po czym  zaczął mnie gdzieś prowadzić i wrzucił do jakiegoś małego "pomieszczenia". Nie umiałam kompletnie nic z siebie wydusić, czułam, że powoli zasypiam,  nagle straciłam przytomność.

                                                       Marc
Zastanawiałem się z jakieś trzy minuty. Postanowiłem udawać obojetnego, żeby myślała, że już mi na niej nie zależy. Nie wiem co mi przyszło do głowy, ale tak zrobiłem.
Przeciągnąłem zieloną słuchawkę w prawą stronę i przyłożyłem telefon do ucha, słysząc ciszę postanowiłem zacząć pierwszy.
-Czego?-udawałem twardego, tak na prawdę ból rozpierdalał mnie od środka, zależało mi na niej, ja już ukladałem z nią przyszłość!
-Marc...-słyszałem ból w jej głosie chciałem być wtedy obok niej, przytulić i powiedzieć, że jej wybaczam, ale były dwa problemy: nie wiedziałem gdzie jest, słyszałem tylko, że pojechała na wakacje z ekipą, a po drugie na ten moment nie mogłem jej wybaczyć za bardzo mnie to wszystko zraniło.
-Ja cię ko...-i nagle głos się urwał, usłyszałem tylko uderzenie telefonu o ziemię. 
-Aniela! Co się stało!-krzyczałem do słuchawki telefonu, usłyszałem tylko jej krzyk. Nie minęła minuta i telefon się rozłączył. Ktoś zrobił coś Anieli, musiałem szybko do niej pojechać, czułem jak serce podskoczyło mi do gardła. Wykręciłem szybko numer do Pchły żeby dowiedzieć się gdzie pojechali na wakacje.
-Lio?-zapytałem gdy ktoś odebrał telefon.
-Nie, Anto. Co się stało?-trochę się zdziwiła.
-Gdzie jesteście? Muszę jechać do Anieli! Ktoś ją porwał! 
-Co? Jak to? Przecież poszła tylko z tobą rozmawiać.
-Mów gdzie jesteście!-byłem zdenerwowany. Wiedziałem, że jestem gotów, aby w tej chwili tam pojechać. Ant powiedziała mi wreszcie gdzie są, spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyłem na lotnisko. Ze zdobyciem biletu nie było problemu. Powiedziałem Antonelli żeby zadzwoniła na policję i zgłosiła zaginięcie. Te cztery godziny lotu to była wieczność.. 

                                 ***

-Chłopaki!-Anto krzyknęła, a oni zerwali się jak poparzeni. Wiedziała, że będzie musiała im powiedzieć, parę minut wcześniej za namową Marca zadzwoniła na policję. Dowiedziała się jedynie tego, że będą szukać, to było pewne, że oni nic nie zdziałają, stwierdziła, że muszą działać na własną rękę.
-Co się stało piękna damo?-wyszczerzył swoje białe ząbki Gerard. Antonella, a w szczególności Shaki popatrzyła na niego z pod byka.
-Ej, ta piękna dama należy do mnie.-wysunął się zza obrońcy Lionel. Argentynce nie było w tedy do śmiechu. Jej przyjaciółka była w niebezpieczeństwie. Domyślała się nawet co się stało, lecz nie chciała wyciągać pochopnych wniosków. 
-Ktoś porwał Aniele.-powiedziała poprzedzając to płaczem. Shakira  podeszła do dziewczyny i ją przytulila po czym również uroniła łzy. Pilkarze ze zdziwieniem patrzyli na kobiety.
-Musimy ją szukać! Nie możemy siedzieć w miejscu!-zarządził Suarez, wszyscy zaczęli go popierać. Antonella, Shakira i Leo poszli brzegiem morza, a reszta poszła w stronę miasta pytać ludzi. Zapowiadało się, że szybko jej nie znajdą.
______________________________________
Tylko mi nic nie róbcie haha :D krótki, ale no trudno, podzieliłam jeden rozdział na dwa. Tak jakoś :P Czekam na opinie i do następnego ;)

1 komentarz: