wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 5 - "Obiecaj mi, że dasz radę, że będziesz walczyć, że mnie nie zostawisz..."

                                             WIADOMOŚĆ OD TWÓRCY
Hej no więc tak trochę inaczej bo pisze do was tu na górze, a nie tak jak zawsze na dole, kolejne rozdziały (jeszcze nie wiem ile) będą pisane jako Marc, zaraz dowiecie się dlaczego. To miało być takie małe powiadomienie... więc no życzę miłego czytania ;)
________________________________________________________________________________

Zadzwoniłem po karetkę, która zawiozła An do szpitala, nie powiadamiałem nikogo tylko od razu pojechałem za nimi. Boże jak dobrze, że nic nie piłem. Po paru minutach stałem już przed salą, w której Aniela miała operacje. Siedziałem na ławce i czekałem aż się skończy i dowiem się co z nią jest. Kurde, zakochałem się w tej dziewczynie, jest cudowna. I jeszcze ten pocałunek... on potwierdził tylko to, że ona też mnie kocha, nie mogę jej stracić, nie teraz, gdy wszystko się zaczęło. Raz już straciłem kobietę, którą kochałem, nie może się to powtórzyć ona musi walczyć! Po dwóch godzinach z sali operacyjnej wyszedł lekarz...
-I co z nią?!-zerwałem się z krzesła i podbiegłem do lekarza. On otworzył szeroko oczy widząc mnie, po czasie się otrząsnął.
-Panie Bartra zapraszam do mojego gabinetu...-powiedział i udał się w stronę pokoju.
-Więc co z nią?!-zapytałem lekko wkurzony spokojem tego kolesia, usiadłem i patrzyłem się tępo przed siebie, byłem cały zdenerwowany nie wiedziałem co z nią jest!
-Ahh... nie wiem czy mam dobre wiadomości, stan pani Rozuz jest krytyczny, zapadła w śpiączkę i nie wiadomo kiedy, albo czy w ogóle się obudzi...-siedziałem patrząc się w ścianę, nie mogłem uwierzyć w to, że mogłaby się już nie obudzić.
-Jakie są szanse...?-zapytałem cicho.
-Małe, bardzo małe...uderzenie było zbyt mocne, przewidujemy że auto jechało ponad 90km/h, to bardzo dużo, trzeba dziękować Bogu, że przeżyła...-zacisnąłem pięści i wstałem z krzesła.
-Zabije gnoja!-już miałem wyjść z pokoju ale facet złapał mnie za rękę.
-Sam już chciał pana wyręczyć...-popatrzyłem na niego pytająco.-Leży na oddziale intensywnej terapii...chyba ją znał bo po wypadku chciał popełnić samobójstwo.
-Wie pan może jak się nazywał?
-Patryk Bartewski. Zna pan?-popatrzył na mnie.
-Nie, nie znam. Mogę do niej pójść?-zapytałem pełen nadziei.
-Na chwilę...-zaprowadził mnie przed  jej łóżko, usiadłem i patrzyłem się na nią, ja.. ja na prawdę ją kochałem to mi się nie zdawało, to była prawda. Nie mogła się poddać, musiała walczyć, nie mogła mnie zostawić.
-Kocham cię...-powiedziałem i pocałowałem ją w policzek.-Błagam nie opuszczaj mnie...

                                                                           ***
-Staryy, gdzie masz An? Urwaliście się wczoraj, co tam się działo, hmm?-zapytał mnie Leo, czułem jak łzy napływają mi do oczu.-Ej, Marc powiedziałem coś źle? Pokłóciliście się czy co?
-Ona...ona miała wypadek....Jest w szpitalu, zapadła w śpiączkę nie wiadomo czy się wybudzi! Kurwa, Leo ja się w niej zakochałem!!-powiedziałem trzęsącym się głosem.
-Co!?!? Jaki wypadek, Marc do cholery czemu nic nie powiedziałeś!?
-Byliście na imprezie, pijani!! I tak byście nic nie ogarnęli...
-No racja...Jakie są szanse?
-Małe, bardzo małe...-powtórzyłem słowa lekarza.
-Poradzi sobie, jest silna. Nie sądzisz, że trzeba powiadomić jej rodzinę?
-Lepiej nie...-nie chciałem nic mówić jej rodzinie miałem nadzieję, że za parę tygodni, dni albo godzin się wybudzi...

                                                             MIESIĄC PÓŹNIEJ...
Aniela leży już miesiąc w śpiączce, lekarze nie dają jej szans na wybudzenie, sam już tracę nadzieję, że się obudzi. Przez te wszystkie dni zawalałem treningi i mecze, nie spotykałem się z nikim no chyba że ktoś przyszedł do mnie, wkurzało mnie to trochę. Po co mi było słuchać ciągle tego samego?  Że wszystko będzie dobrze, że jest silna, że da radę... to były ostatnie słowa jakie chciałem usłyszeć, każdy i tak wiedział, że to nie prawda. Mijały tygodnie, cały czas jeździłem do niej, siedziałem z nią przez całe dnie i noce, prawie w ogóle nie spałem, przestałem normalnie funkcjonować. Prawda...nie byliśmy razem, ledwo ją znałem ale...ale kochałem ją jak głupi.
-Marc...-usłyszałem głos Rity, która weszła do sali.-Wiem że ją kochasz i chcesz przy niej być, ale wykończysz się tak...Nie dasz rady.
-Ale nie mogę jej zostawić! Co jak się obudzi, a mnie przy niej nie będzie?
-Jak na razie nie zapowiada się na to że się wybudzi, a ty tracisz siły, pomyśl..nic nie jesz, nie śpisz, zawalasz treningi, opuszczasz mecze, nie możesz tak, musisz zacząć normalnie żyć, co jeśli w śpiączce będzie jeszcze parę lat? Będziesz tu cały czas siedział? Nie można tak...-miała rację, ale cały czas obwiniałem się, ze to moja wina. To ja wymyśliłem żeby iść na spacer, to ja puściłem ją pierwszą aby przeszła przez drogę, gdybym pomyślał byłaby ze mną, ale nie na łóżku szpitalnym tylko u mnie w domu...kto wie może u nas w domu. Wszystko zjebałem!
-Choć zawiozę cię do domu...-złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę drzwi.
-Dobra...-zgodziłem się, wiedziałem że mówi prawdę.
Na miejscu kazała od razu położyć mi się do łóżka, nie sprzeciwiałem się nie spałem już od dobrych 42 godzin, a jak spałem to tylko trzy. Gdy się obudziłem była już 19, nie miałem zamiaru wstawać z łóżka właśnie sobie coś uświadomiłem...za dwa tygodnie kończą się Wakacje Anieli, czyli że ma wracać do domu...tylko że jej rodzina nie wie o tym że jest w śpiączce..Stwierdziłem, ze trzeba ich powiadomić , poszedłem do Leo i poprosiłem go o jej telefon znalazłem numer rodziców An i zadzwoniłem...

-Halo, dzień dobry...tu..tu Marc...
-.....
-Tak, Marc Bartra, przyjaźnie się z Anielą i jest...jest taka sprawa...
-.....
-An miała wypadek, jest w śpiączce, ale proszę się nie martwić! To nic poważnego, zapadła w nią dwa dni temu
-.....
-Proszę nie przyjeżdżać, będę państwa informował na bieżąco, na prawdę.
-.....
-Tak, zostanie tu trochę dłużej, wszystko będzie dobrze, obiecuje...
-.....
-Do widzenia...

Wiem, że to głupie ale musiałem ją okłamać że Aniela leży w śpiączce od paru dni... Musiałem.
-I co powiedziała?-zapytał Mesii
-Mam ją informować o jej stanie, poprosiłem żeby nie przyjeżdżali...ale..
-Ale co?!
-Nie powiedziałem jej, że leży w śpiączce od miesiąca tylko, że od dwóch dni-zacząłem bawić się kluczykami od samochodu, to taki odruch gdy się stresuje...ah Aniela też tak ma...Zauważyłem to , gdy byliśmy na randce.
-Człowieku!!-chyba się wkurzył.
-Wiem!! Wiem kurwa!! Głupi jestem, ale przestraszyłem się!!!!!
-Dobra...co się stało to się nie odstanie..Zostajesz? Zrobimy se męski wieczór żeby odreagować?
-Wiesz.. nie mam ochoty, kiedy indziej muszę odpocząć...
-A jeśli chodzi o odpoczynek to nie masz go za dużo? Cały czas zawalasz treningi Luis cię zabije...
-Mówiłem mu, że nie mogę...nie radze sobie czasami...to już miesiąc co jeśli będą mijać tak kolejne miesiące i... i ona się nie obudzi?
-Nie mów tak...obudzi!!-widziałem że sam nie jest pewien tego co mówi...
-Wiesz..ja sam już nie wiem..idę pa.
-Trzymaj się stary!
Wsiadłem do auta i ruszyłem w stronę domu, cały czas myślałem nad tym wszystkim, wszystkim czyli Anielą bo to ona była dla mnie wszystkim...Przejeżdżałem obok szpitala, w którym leży, stwierdziłem że pójdę do niej, nie potrafię normalnie funkcjonować wiedząc, że ona tam leży..
Wszedłem do sali i usiadłem obok jej łóżka.
-Tęsknie za tobą...ile bym dał żeby usłyszeć twój głos...-mówiłem drżącym głosem patrząc na nią jak śpi, to było straszne...-Obiecaj mi, że dasz radę, że będziesz walczyć, że mnie nie zostawisz...
Wypowiadając te słowa łzy zaczęły spływać mi po policzku...nagle jej serce przestało bić pobiegłem szybko do lekarza, przestraszyłem się, cholernie się przestraszyłem...Kazali mi wyjść z sali jedyne co usłyszałem to słowa lekarza.
-Szybko zaraz ją stracimy...!!!
________________________________________________________________________________
Kompletnie nie jestem zadowolona z tego rozdziału, jest ładnie mówiąc do dupy.... Kompletnie straciłam wenę, obiecałam że rozdział pojawi się gdy wybije pod poprzednim rozdziałem 5 kom więc jest...Ktoś tam się pytał kiedy będzie to napisałam, że w niedzielę ale i tak już nic do niego nie wymyśle.
No nie wiem czy wam się spodoba... Skoro daliście radę dać pięć komentarzy to teraz siedem i nowy, obiecuję, że teraz się postaram wymyślić coś dobrego. <3 Kocham was ;) Do następnego...

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 4 -"...to ja Cię kocham, nie on!!"

-Nie wiem czy wziąć tą... W sumie to ta też jest ładna, ale zaraz ta jest śliczna!! Albo...ta czerwona! Rita...błagam za dużo tego!!!-usiadłam zrezygnowana, byłyśmy razem z Ritą na zakupach, byłam cała zawalona sukienkami chyba w każdym kolorze jaki mieli w sklepie. Szłam na spotkanie z Bartrą, a nie miałam żadnej ładnej sukienki, za to w sklepie były same ładne! Wybranie jednej to jak wybranie ulubionego zawodnika Barcy: niby Messi jest najlepszy, ale Pique jest świetny na obronie, albo Claudio na bramce-tak samo genialny. No i weź tu wybież faworyta. Tak samo ja miałam teraz z tymi nieszczęsnymi sukienkami: podobała mi się czarna, ale błękitna była równie boska! To było coś strasznego, Prevez siedziała tylko i patrzyła się na mnie z politowaniem, gdy brałam kolejne trzy sukienki.
-Jeszcze tylko te..- uśmiechnęłam się szeroko do Hiszpanki i wzięłam dwie następne. Zaś ta przewróciła oczami i zaczęła czytać jakieś czasopismo.-Ta jest idealna!-powiedziałam, gdy wyszłam z przymierzalni.
-Jest boska i tak idealnie na ciebie pasuje. Marcowi opadnie buzia, gdy cię zobaczy. Ściągaj! Bierzemy ją!-od razu zerwała się z fotela.-Tylko ściągaj ją delikatnie!!
-A to niby czemu?-zapytałam trochę zdziwiona.
-Bo jak ją zepsujesz to znowu będę musiała czekać dwie godziny zanim wybierzesz nową!-popatrzyła się na mnie, po czym zaczęła się śmiać ja zrobiłam dokładnie to samo, a następnie poszłam ją ściągnąć. Była to ta-koronkowa cudna niebieska sukienka, niby zwyczajna, a miała w sobie coś co sprawiało, że jest dla mnie wyjątkowa, tak samo jak dzisiejszy wieczór...

                                                                    ***
Rita.. nie idę, boje się...-powiedziałam, gdy miałam wychodzić już z domu, po czym rzuciłam torebkę na ziemie niczym małe obrażone dziecko. Wiedziałam, że palnę coś głupiego i od razu na samym początku skompromituje się na jego oczach i nie będzie chciał mnie już widzieć, ja jestem dla niego zwykłą dziewczyną, może mieć takich tysiące dlatego tak strasznie się bałam.
-Ooo nie moja droga, idziesz!-rzuciła na mnie karcące spojrzenie i podała mi torebkę. Sama dobrze wiedziałam, że muszę iść, było już za późno bo do drzwi zadzwonił dzwonek. Otworzyłam i zobaczyłam jego... Ubrany był w białą bluzkę i eleganckie spodnie, sportowo a za razem galowo, wyglądał świetnie.
-Ślicznie wyglądasz.-spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
-Ty również-odpowiedziałam posyłając mu ciepłe spojrzenie oraz uśmiech, mam nadzieję, że mi wyszedł...-Too gdzie idziemy?-zapytałam patrząc mu w oczy, były takie śliczne.
-Zobaczysz..-wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu.
-Bawcie się dobrze!-usłyszałam głos Prevez dobiegający z domu, gdy wsiadałam do auta Marca. Jechaliśmy w ciszy, ale to nie była taka niezręczna cisza, tylko przyjemna.
-Jesteśmy!-powiedział, gdy zatrzymaliśmy się przed jakąś restauracją, była śliczna, nigdy w takiej nie byłam, w środku było jeszcze lepiej. Jak się okazało mieliśmy już zarezerwowany stolik.
-I jak ci się podoba?-zapytał patrząc mi w oczy, troszkę się tym skrępowałam.
-Tu jest świetnie!-odpowiedziałam oglądając się dookoła. Rozmawialiśmy tak na prawdę o wszystkim, czułam się jak byśmy znali się parę dobrych lat. Nawet nie zauważyłam, gdy wybiła 22, zwiózł mnie pod sam dom, tam jeszcze rozmawialiśmy po prostu nie umieliśmy się rozstać.
-Noo to chyba czas się pożegnać.-powiedział po czym trochę się zbliżył.
-Chyba tak...-odpowiedziałam i również podeszłam bliżej. Nasze twarze dzieliły centymetry, a my zbliżaliśmy się coraz bardziej, w momencie gdy nasze usta miały się złączyć...zadzwonił mój telefon! Od razu się od siebie odsunęliśmy, a ja sprawdziłam kto dzwoni.
-To Rita.-popatrzyłam się na wyświetlacz telefonu.
-To ja już chyba pójdę.-delikatnie pocałował mnie w policzek i wsiadł do auta po czy pojechał.
-Kurwa! Ona to ma wyczucie czasu.-przeklęłam pod nosem, a następnie weszłam do domu.-RITA ZABIJĘ CIĘ!-krzyknęłam, gdy odłożyłam kurtkę do szafy.
-Oo jesteś już, dzwoniłam do ciebie.-powiedziała schodząc po schodach.
-Tak wiem, że dzwoniłaś!
-Tobie co? Martwiłam się.-powiedziała lekko zdziwiona moim zachowaniem.
-Mieliśmy się pocałować, a ty zadzwoniłaś...miało być tak pięknie...-rzuciłam się zrezygnowana na kanapę.-Ahh, czyli jednak nie jestem mu obojętna...-uśmiechnęłam się do siebie i znowu rzuciłam na Ritę zimne spojrzenie.
-CO?! Przepraszam cię, naprawdę.-powiedziała błagalnym głosem.-Mówiłam, ci że jesteś dla niego ważna.
-Nic się nie stało.-uśmiechnęłam się po czym ją przytuliłam.-Dobra idę na górę, zmęczona jestem...
-Aniela, czekaj!-usłyszałam głos Leo z kuchni, czyli wszystko słyszał...-Po pierwsze gratuluję wam i życzę szczęścia!-podał mi rękę i śmiesznie poruszył brwiami.-A po drugie Gerard robi jutro imprezę, chcecie iść?-zapytał się patrząc na nas.
-Po pierwsze nie jestem z nim głupku, po drugie mama nie uczyła, że się nie podsłuchuje?!-zapytałam śmiejąc się.-Noo a po trzecie jeśli Rita się zgadza too.. ja też mogę iść,-popatrzyłam się pytająco na Prevez.
-No skoro ty tak, to ja też!-krzyknęła po czym się o mnie oparła.
-To teraz mogę iść już spać?-popatrzyłam na Leo.
-Tak, zezwalam ci.-zerknął na mnie poważnie i zaczął się śmiać, my zrobiłyśmy to samo.
                                                 
                                                                   ***
Wychodząc z łazienki natknęłam się na bukiet kwiatów stojący w moim pokoju, chciałam już zejść do przyjaciół zapytać się od kogo to, ale zauważyłam przypiętą do nich karteczkę. Bez chwili namysłu otworzyłam i zaczęłam czytać:

"Aniela te kwiaty są dla Ciebie, wiem że nie chcesz mnie znać, ale nie potrafię bez Ciebie żyć, widziałem Cię z tym piłkarzykiem, zobaczysz on prędzej czy później Cię zostawi, to ja Cię kocham, nie on!! Mam nadzieję, że to przemyślisz."

                                                                                                        Kocham i całuję: Patryk ♥

I w tym oto właśnie momencie Patryk zepsuł mi koniec dnia. ~Kiedy on wreszcie zrozumie, że nie chcę go znać?!~tak bardzo w takich chwilach brakuje mi mojego pamiętnika... ~Jutro muszę napisać do rodziców i poprosić ich, aby przesłali mi go jakoś, nie wiedzą o nim, trudno teraz się dowiedzą, ważne żebym miała go przy sobie...
Kwiaty oczywiście zaraz po przeczytaniu listu wyrzuciłam, nie chciałam mieć przy sobie czegoś co przypominało mi o nim, nie rozumiałam go i..nie chciałam. Zamiast cieszyć się wspaniałym spotkaniem z Marcem cały czas myślałam o Patryku, dlaczego musiałam go spotkać wtedy w tym samolocie? Na to pytanie nie umiałam sobie odpowiedzieć. Zmęczona tymi wszystkimi dzisiejszymi wydarzeniami zasnęłam...

                                                                     ***

Rano obudziło mnie jakieś wycie z dołu, okropne wycie!! Bez żadnego ogarnięcia się pobiegłam na dół sprawdzić co się dzieję, to co tam zobaczyłam na zawsze pozostanie w mojej pamięci...Gerard, Leo, Xavi, Iniesta, Suarez, Claudio i Dani śpiewali piosenkę Shakiry, która siedziała na kanapie i zatykała uszy słysząc ich "śpiew" o ile można nazwać to śpiewem. No tak! Właśnie zobaczyłam Shakirę, jestem jej fanką! Stałam jak wryta parząc się na nią, gdy mnie zauważyła od razu podeszła.
-Błagam ratuj, zaraz uszy mi odpadną.-powiedziała błagalnym tonem śmiejąc się przy tym, nasi "piosenkarze" nie zwracali na nas uwagi i dalej się darli. Ja ciągle stałam i się patrzyłam.-Ty pewnie jesteś Aniela? Geri mi o tobie opowiadał.-uśmiechnęła się szeroko.
-Tak.. tak to ja. Wybacz, że się tak zachowuje ale jestem twoją wielką fanką!-byłam podekscytowana, bo miałam szanse na przyjaźń z piosenkarką!
-Spokojnie rozumiem, idziemy na górę?-zapytała patrząc się na gwiazdorów. W tym momencie zorientowałam się, że jestem w piżamie i mam całe roztargane włosy.
-Tak, ty idź a ja się ogarnę, ok?-ona tylko pokiwała głową i udała się w stronę mojego pokoju. Ja skierowałam się do łazienki. Umyłam włosy, po czym wysuszyłam i zostawiłam rozpuszczone, stwierdziłam, że ubiorę się w to. Miałam już iść, gdy usłyszałam jak ktoś woła moje imię, tym kimś był Dani.
-Aniela!! Choć śpiewać z nami!-na co wszyscy zaczęli skandować moje imię.
-Nie! Nie będę śpiewać wybijcie to sobie z głowy.-na te słowa Claudio podszedł do mnie podniósł i zaprowadził do reszty piłkarzy, dał mi do ręki mikrofon i puścił "Waka, Waka", oczywiście nie miałam zamiaru śpiewać, nawet słowem się nie odezwałam! Za to oni znowu zaczęli swoją arię. Po cichu wymknęłam się im i pobiegłam na górę do Shak.
-Co tak długo?-zapytała gdy otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
-Ci nasi śpiewacy zaciągnęli mnie i kazali śpiewać.
-Haha, tacy już są, musisz się przyzwyczaić.-powiedziała patrząc na mnie i śmiejąc się.-A tak w ogóle to Leo mówił ci, że jesteś zaproszona na naszą imprezę?-spytała.
-Tak mówił.-tylko szczerze mówiąc nie mam w co się ubrać.-odpowiedziałam patrząc się na szafę, która była otwarta.
-A ta niebieska w koronkę? Jest śliczna, będzie pasować.-mówiąc to wskazała na wymienioną sukienkę.
-Noo tak tylko, że byłam już w niej wczoraj...-odpowiedziałam przy czym zaczęłam bawić się bransoletką, zawsze tak robię gdy się denerwuje czy coś. Ona tylko popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem i już miała się coś zapytać, gdy nagle niespodziewanie do pokoju wszedł cały mokry Gerard.
-Geradzie Pique co się stało?!-zapytała rozwścieczona Shakira.
-Noo boo...bo no ten bo.. Bo to wszystko wina Daniego!-w tym momencie do pokoju wszedł "winny".
-Ja?! To ty powiedziałeś, że ci ciepło to cię ochłodziłem.-zaczął się głośno śmiać, też bym wybuchła śmiechem, ale dzielnie się powstrzymywałam.
-Ale nie na tyle żeby wrzucać mnie do basenu idioto!-gdy skończył mówić popatrzył na Shak miną niewinnego szczeniaczka, ta tylko przewróciła oczami i odwróciła się w moją stronę.
-Przepraszam was za nich, a szczególnie za niego.-w tym momencie pokazała na całego mokrego Gerarda.-Tylko syf wam tu zrobił, lepiej będzie jak pójdziemy, przed imprezą jeszcze tu wpadnę, bo wszystkiego sobie nie powiedziałyśmy.-puściła mi oczko i wyszła, chyba domyśliłam się o czym chciała pogadać. Kiedy wyszli popatrzyłam na Daniego a on na mnie i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem, sama sobie się dziwie, ze tak długo wytrzymałam.
-Leo, Rita w pracy?-zapytałam się oglądającego telewizję piłkarza.
-Tak, za godzinę powinna być.-zmienił kanał w telewizji.
-Aa tak w ogóle to kiedy Anto się do nas wprowadzi? Bardzo chciałabym ją poznać.-popatrzyłam niepewnie na piłkarza.
-Po jutrze, na pewno się zaprzyjaźnicie.-uśmiechnął się do mnie szeroko i udał się w stronę kuchni.-Chcesz coś zjeść?-no w sumie nic od wczoraj nie jadłam.
-Chętnie, a co szykujesz?-zapytałam również udając się w stronę kuchni.
-Niespodzianka, idź! Nie lubię jak ktoś patrzy mi w gary!.-zaczął się głośno śmiać, a ja z nim.
-Ok.. skoro mnie nie chcesz to idę do ogrodu.-udawałam obrażoną jednak na nim nic to nie zrobiło, ahh współczuje Antonelli, haha. Na miejscu usiadłam na leżaku i słuchałam muzyki w słuchawkach, nagle pokrył mnie cień, gdy otworzyłam oczy przede mną ukazał się Messi.
-Przyniosłem posiłek pani.-udawał mojego podwładnego, myślałam że padnę gdy zaczął tańczyć z tacą, to było piękne. Było piękne dopóki mu nie wpadła do basenu... ahh.
-Niezdara!-krzyknęłam śmiejąc się na cały głos, nie umiałam opanować śmiechu, a on stał nad wodą patrząc się na pływające w niej jedzenie.
-Wieeesz...może zamówimy pizze?-popatrzył na mnie zakłopotanym wzrokiem, ja tylko pokręciłam twierdząco głową i poszłam za nim do salonu. Po zamówieniu stwierdziłam, żeby puścić jakiś film.
-Co wolisz, komedia, horror czy romansee.-zaczęłam śmiesznie poruszać brwiami gdy wypowiedziałam ostatnie słowo.
-Odpuśćmy sobie to ostatnie.-zaśmiał się.-puśćmy horror!-krzyknął na cały dom.
-Dobra, ale jak nie zasnę to twoja wina!-popatrzyłam na niego wkurzonym wzrokiem.
-Komedia?-zapytał przerażony moją miną.
-Ok!!-zaśmiałam się.-A tak w ogóle to o której jest ta impreza u Pique?
-O 20...
-Kurde Leo!! Jest 18! Przecież muszę się przygotować!-powiedziałam cała zestresowana.
-Babyy...-powiedział wyłączając film, wiedział że nie będę oglądać. Na jego słowa rzuciłam w niego poduszką i poszłam na górę do łazienki, ahh to jaką założę sukienkę? Kiedy miałam już ściągać bluzkę ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę!-krzyknęłam poprawiając prawie ściągniętą koszulkę.
-Hej, to ja Shak. Mówiłam, że przyjdę. Nie przeszkadzam ci?-powiedziała niepewnie Kolumbijka lekko otwierając drzwi do łazienki,
-Nie, nie przeszkadzasz. Spadłaś mi z nieba!-krzyknęłam śmiejąc się, złapałam ją za rękę i zaprowadziłam przed szafę.-A teraz wybieraj jaką mam ubrać.-ona tylko popatrzyła na mnie i zaczęła grzebać między sukienkami.
-Mówiłam Ci już, że ta niebieska w koronkę jest śliczna, zaraz zaraz...-zaczęła myśleć, ja wiedziałam jaki teraz poruszy temat.-...miałaś mi powiedzieć, gdzie w niej byłaś.-uśmiechnęła się i zaciągnęła mnie na kanapę.-Gadaj!-powiedziała gdy ja patrzyłam się na nią niepewnie.
-Ojj bo spotkałam się wczoraj z Marcem!-wydusiłam z siebie parę słów.
-Bartrą?!-powiedziała cała podekscytowana.-Na randkę?!-dopowiedziała jeszcze bo nic nie mówiłam.
-No tak.-wydukałam niepewnie.-Zaprosił mnie po tym jak spotkaliśmy się na Camp Nou, jest taki miły i ogólnie booooski.-zaczęłam się śmiać.
-Aaaa kobieto! Zakochałaś się!-zaczęła mnie przytulać a ja odwzajemniłam ten gest. Znałyśmy się w prawdzie nie cały dzień, a zachowywałyśmy się jak przyjaciółki które znają się od małego... Według mnie będzie to wspaniała znajomość.
-Dobra, dobra.-wstałam w z łóżka.-W bieliźnie raczej nie pójdę.-popatrzyłam na Shak uśmiechając się.
-Bartrze by się to spodobało.-zaczęła się śmiać, na co ja wbiłam jej palce w żebra.
-Ha ha ha bardzo śmieszne.-powiedziałam tylko i znowu podeszłam do szafy.
-No w sumie to mamy jeszcze półtorej godziny, a sklep mamy obok.-to był dobry pomysł.
-Ale ty wybierasz bo zanim ja wybiorę minie doba!-krzyknęłam i wybuchłam śmiechem.
-Dobra to choć, zbieramy się bo mamy coraz mniej czasu.-puściła mi oczko i pociągnęła za rękę.

                                                                            ***
Byłam już gotowa, wybrałyśmy  tym razem postawiłam na czerń i biel. Na miejscu znajdowałyśmy się o 19:45, wyrobiłyśmy się a to dziwne, Rit miała już być na miejscu. Wchodząc do domu państwa Pique zauważyłam osobę, tą osobą był Marc,
-Za każdym razem zaskakujesz wyglądem.-uśmiechnął się przyjemnie i popatrzył na mnie z góry do dołu.
-Ty również.-popatrzyłam na niego.-Do twarzy ci w garniturze.-uśmiechnęłam się szeroko, po czym pocałowałam go w policzek, Między nami coś jest i tym razem nie będę zaprzeczać... Impreza jeszcze się nie zaczęła, a Dani już był wstawiony, jak on to robi? Nie wiem i nie chce wiedzieć...
Wszystko porządnie się rozkręciło po godzinie 23, talerze, szklanki a przede wszystkim jedzenie latały po całym domu, oczywiście nie same, bo Suarez i Leo zrobili sobie walkę na jedzenie i tylko "przypadkiem" rzucali jeszcze sztućcami, oczywiście nie odbyło się bez rannych. Claudio oberwał łyżką w oko, dobrze że tylko łyżką. Marc nie pił, szczerze mówiąc zdziwiło mnie to, ja również nie piłam, nie lubię. Chyba jako jedyni byliśmy całkowicie trzeźwi. Wyszliśmy na zewnątrz odetchnąć trochę świeżym powietrzem i odpocząć od wrzasków, stwierdziliśmy że pójdziemy na spacer, szliśmy ulicami Barcelony, było tak romantycznie. W pewnym momencie niepewnym, a za razem zwinnym ruchem złapał mnie za rękę, patrzył się na mnie by sprawdzić moją reakcje, ja jednak nie sprzeciwiłam się temu i szłam dalej. Stanęliśmy nie daleko drogi i patrzyliśmy się na siebie nic nie mówiąc, nagle on odezwał się pierwszy.
-Wiesz... nie dokończyliśmy czegoś.-domyślałam się czego, nic nie mówiąc uśmiechnęłam się lekko i podeszłam bliżej niego, on zrobił to samo. Teraz nasze usta dzieliły dwa centymetry, które z czasem zmieniały się w mniejszą odległość, serce coraz szybciej mi biło. Z każdym momentem nasze wargi były bliżej, aż w końcu się złączyły. To było coś niesamowitego, czułam się taka wyjątkowa, teraz byłam już pewna, że on też coś do mnie czuje, chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie ale nic tyle nie trwa. W końcu oderwaliśmy się od siebie i lekko uśmiechnęliśmy. Jako, że byliśmy koło drogi trzeba było przez nią przejść, było ciemno nic nie widzieliśmy ale mimo to poszliśmy pewnie przed siebie ja poszłam pierwsza, nagle niespodziewanie zza zakrętu wyjechał rozpędzony samochód, uderzył we mnie, poczułam przeszywający ból w całym ciele... Usłyszałam jeszcze tylko głos Marca krzyczący moje imię potem była już tylko ciemność...

_____________________________________________________________________________
Dobra to teraz chce wyjaśnić dlaczego ten rozdział jest taki długi i wyjaśnić zakończenie. To tak: opowiadanie miało być zupełnie o czymś innym, jednak we wtorek spotkałam się z moją przyjaciółką, siedziałyśmy razem i zapytałam się jej o czym mogłabym napisać ten rozdział dawałyśmy różne propozycje aż powstało to, chciałyśmy zrobić coś co zmieniłoby całe opowiadanie no i tym czymś jest wypadek Anieli, który tak na prawdę zmieni wszystko w jej życiu, zobaczycie dokładnie w dwóch następnych rozdziałach, ogólnie to przez te parę dni się zacięłam i nie umiałam nic napisać dopiero dzisiaj się przełamałam i napisałam koniec tego rozdziału. Mam nadzieję, że się wam spodobał i reszta wydarzeń, która na was czeka też przypadnie wam do gustu. Piszcie komentarze bo chce wiedzieć co o tym wszystkim myślicie, noo pod ostatnim rozdziałem były 2 komentarze więc może umówmy się tak...5 komentarzy i nowy rozdział? Chyba dacie rade ;) Do następnego :)



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 3 -"...jestem Marc."

-Ile ona ma jeszcze zamiar spać?- usłyszałam nad sobą męski głos. Nie spałam od dobrych paru minut, słuchałam jak "tajemnicze głosy" ze sobą rozmawiają myślałm, że wybuchnę śmiechem, jednak dzielnie się powstrzymywałam, a to nie było łatwe.
-Nie wiem, ale słodko wygląda jak śpi...nie budźmy jej.-za żadne skarby nie umiałam rozpoznać tego głosu wiem tylko, że jeden z nich to na 100% był Leo, a może był ze swoim kolegą z drużyny? Boże jak cudnie byłoby spotkać jeszcze kogoś z FCB.-Albo...budź, muszę ją poznać!
-Dobra, to jak to robimy?-zapytał Leo, po czym z tego co usłyszałm chyba zaczął drapać się po głowie.
-Już z jakieś dwadzieścia minut temu to zrobiliście.-wstałam i zaczęłam się śmiać, haha ich miny były bezcenne, gdy nieoczekiwanie podniosłm się z łóżka. Otworzyłam szerzej oczy, aby lepiej przyjrzeć się nieznajomemu. O matko...to był...
-Ney...Neyy...Neymar?!-głośno przełknęłm ślinę i z otwartą buzią patrzyłam się na zawodnika Barcelony. Moja mina musiała być kosmiczna, bo chłopcy zaczęli się ze mnie śmiać, gdy uspokoili się trochę Ney popatrzył się na mnie i odpowiedział na moje wcześniejsze nieudolne pytnie.
-Tak...-chyba się skrępował, zresztą ja też, ale...pasowało mi to.
-Anie...-i tu nie dał mi dokończyć.
-Wiem jak się nazywasz, Messi mi powiedział.-uśmiechnął się życzliwie i przejechał wzrokiem po moim ciele od góry do dołu, przyznam podobało mi się to, ale speszyłam się tym trochę.
-Yhmm! Też tu jestem!-krzyknął Leo, po czym zaczął się z nas śmiać, my zareagowaliśmy tym samym. Czuje, że to będzie fajna przyjaźń.
                                                                  ***
-Leo!!-krzyknęłam schodząc po schodach i kierując się w stronę kuchni, byłam okropnie głodna.
-Poszedł do sklepu.-usłyszałam głos Brazylijczyka, pochodzący z salonu, tam też się udałam.
-A Rita?-zapytałam niepewnie, cały czas czułam na sobie jego wzrok.
-W pracy, jesteśmy sami...-odpowiedział zmienijąc przy tym kanał w telewizorze.-Mamy chwilę żeby się trochę poznać.-popatrzył się na mnie z szerokim uśmiechem, był zabójczy.-Co tu w ogóle robisz, po twoim imieniu i akcencie wnioskuję, że z Hiszpnii raczej nie jesteś.
-Jestem z Polski, przyjechłam tu na wakacje.-po tych słowch brunetowi od razu opadły kąciki ust.-Coś nie tak?-zpytałam widząc jego minę.
-Czyli, że za niedługo wyjedziesz?-zapytał zrezygnowany, czy to możliwe, że podobam się piłkarzowi? Ba! I to jakiemu!
-Spokojnie, za dwa miesiące.-uśmiechnęłam się szeroko, Brazylijczyk zrobił to samo. Znaliśmy się chwilę, a ja poczułm jakąś więź między nami-nie taką jak z Patrykiem, ta była zupełnie inna. ALE NIE, NIE MOGŁAM SIĘ ZAKOCHAĆ, OBIECAŁAM COŚ SOBIE...
                                                               Neymar

Gdy zobaczyłem ją śpiącą wiedziałem, że nie będe mógł przejść obok niej obojętnie. Ona coś w sobie miała, coś czego nie miała jeszcze żadna dziewczyna, z którą się spotykałem, ale co to było? Sam nie wiem. Znałem ją parę godzin, a już coś do niej poczułem, przyjaźń? Zdecydowanie nie, to "coś" było silniejsze od przyjaźni, bo gdy rozmawialiśmy ze sobą po prostu nie mogłem oderwać od niej wzroku. Miłość? Jeszcze nie, kompletnie jej nie znałem, nie można zakochać się w kimś tak od razu, przynajmniej ja tak uważam. Zauroczenie? Bingo! To było to, tylko pytanie czy ona poczuła też coś do mnie? Nie będe pytał, za szybko, niepotrzebnie ją do siebie zraże, tego na prawde nie chce, bo z każdym jej słowem pociągała mnie coraz brdziej. Widziałem, że wstydziła się mnie, ale mi to nie przeszkadzało, wręcz odwrotnie, to było słodkie.
-Ney! Czy ty mnie słuchasz?!-zapytała z udawanym obużeniem. Tak się w nią wpatrzyłem, że straciłem kontakt z rzeczywitością.
-T...tak.-odpowiedziałem zdezorientowany.-Wiesz musze już iść, spotkmy się jeszcze?-zapytałem pełen nadzieji.
-Jasne! - odpowiedziała uśmiechnięta. Dlaczego poszedłem? Wiedziałem, że mógłbym zrobić coś głupiego, musiałem ochłonąć. Działała na mnie jak narkotyk, od którego coraz bardziej się uzależniałem. Pocałowłem ją w policzek po czym wyszedłem.
                                                       
                                                              Aniela

Gdy mnie pocałował, przeszedł przeze mnie przyjemny dreszczyk. Ale.. To nie było to, nic do niego nie poczułam, ta więź, którą czułam nagle po tym buziaku zniknęła, nie wiem czemu, może ja się już uodporniłam od miłości? Wiem tylko, że między nami nie może być nic więcej poza przyjaźnią, nie chce przechodzić tego wszystkiego od nowa.
-Jestem!!-głos Leo rozniósł się po całym mieszkniu.
-Czemu tak krzyczysz?!-zapytałam, gdy ten wszedł do salonu.-I ogólnie taki szczęśliwy jesteś...mam sie bać?
-Anto wreszcie się do mnie wprowadza!-krzyknął jeszcze głośniej niż przedtem.-Poznacie się i na pewno zaprzyjaźnicie.
-Mam taką nadzieje.-uśmiechnęłam się życzliwie i zmieniłam kanał w telewizorze.
-Aa i zapomniałem się ciebie czegoś zapytać.-podszedł do mnie i usiadł na kanapie.-Jaki jest twój ulubiony sport i komu kibicujesz?-nagle śmiesznie spoważniał.
-Haha, a jak myślisz?-poruszyłam zabawnie brwiami.
-Nooo, piłka nożna i FC Barcelona!!-krzyknął i popatrzył na mnie z nadzieją czekając na moją odpowiedź.
-Bingo!!-ciekawe czemu się mnie tego pytał.-A co?-zapytałam.
-Bo...może chciałabyś pójść ze mną na trening i poznać reszte drużyny?-i wsystko było jasne.
-I ty się jeszcze pytasz?! Jasne!- cała rozpromieniałam to było moje największe marzenie. Jak by ktoś powiedział mi pare tygodni temu, że będe mieszkać z Leo Messim i że poznam całą drużyne Blaugrany, wyśmiałabym go, a tym czasem to wszystko to była prawda, cudowna prawda!
Kończąc rozmowe z Leo udałam się na góre, żeby doprowadzić się do normalnego stanu. Umyłam się po czym ubrałam krótkie spodenki i bluzke Fcb z numerem 15. Zeszłam do piłkarza, wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy w stronę Camp Nou, byłam cała podekscytowama, nigdy tam nie byłam.

                                                                 ***
-Tu jest pięknie...-wydukałam, gdy oglądałam dookoła stadion od środka. Był cudowny! Zawsze widziałam go tylko w telewizji i już tam wydawał się nieziemski, ale na żywo...to dopiero coś. Poszłam na trybuny i usiadłam na jednym z krzeseł, gdy nagle piłkarze zaczeli wychodzić, haha to było piękne. Neymar, Messi i Pique turlali się po murawie, Alves skakał na skakance, a Claudio i Marc mu dopingowali. Nikt nie zwrócił jeszcze na mnie uwagi, a ja miałam niezły ubaw, patrząc na to co robią. Nagle wszedł Luis Enrique, chłopcy momentalnie się uspokoili i teraz zwrócili uwagę na mnie... Wszyscy mi machali i pytali się Leo kim jestem, to było zabawne. Jednak jedna osoba tego nie robiła, lecz cały czas się na mnie patrzyła, był to Marc Bartra. Krępowało mnie to troche. Siedziałam tam jeszcze z dziesięć minut aż nagle usłyszałam swoje imie...
-Aniela! Choć tu!-krzyczał Leo z boiska. Podeszłam do nich iii się zaczęło... Wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć, nienawidze być w centrum uwagi, zawsze wolałam stać gdzieś z boku i grzecznie się przyglądać. Cała drużyna Barcelony ustawiła się w kolejce i każdy się ze mną witał, noo może oprócz Neymara bo z nim już się znałam. Myślałam, że padne jak Luis Suarez klęknął przedemną. Na samym końcu był Marc, podszedł niepewnie i spojrzał mi w oczy, w tym momencie poczułam motyle w brzuchu, nigdy jeszcze tego nie przechodziłm nawet...nawet z Danielem.
-Byłem...yyy to znaczy jestem Marc.-powiedział i zaczął się śmiać wszyscy zrobili to samo.
-Chłooooopaki, ktoś tu spodobał się Bartrze!-wykrzyczał Jordi Alba, my jednak nie zwracaliśmy na to uwagi i cały czas patrzliśmy sobie w oczy.
-Aniela.- powiedziałam, trochę śmielej od bruneta, ale i tak nieśmiało. Czy to możliwe? Czy to możliwe, że Aniela Rozuz się zakochała? Przecież to niemożliwe, przecież....obiecałam coś sobie.
-Fajna bluzka.-powiedział szeroko się uśmiechając. -Dobry wybór!
-Haha, dzięki, dobra na mnie chyba już czas, pa.-powiedziałam to po czym pocałowałam go w policzek.-Pa chłopaki!-krzyknęłam i wyszłam. Tak, nadszedł ten dzień...Aniela się...się zakochała! Jak to możliwe? Sama nie wiem...wiem jednak to , że ja chyba też mu się spodobałam.

                                                              ***
-Cześć Rita!-krzyknęłam, gdy weszłam do domu.
-Co się stało, że tak promieniejesz?- zapytała z uśmiechem.
-Rita...ja..się chyba zakochałam.-mówiąc to bawiłam się nerwowo branzoletką.
-Przecież to świetnie, czemu się nie cieszysz?-zapytała zdziwiona.
-Pamiętasz jak opowiadałam, ci o...Danielu?-pokręciła twierdząco głową i dała mi znak abym kontynuowała.-No.. To ja sobie obiecałam, że już nigdy się nie zakocham, a teraz gdy go zobaczyłam, nie umiałam oderwać od niego wzroku i jeszcze te cholerne motyle w brzuchu...co ja mam zrobić?
-Cieszyć się! Musisz zmienić zdanie na temat miłości, bo skończysz jako stara baba z kotem.-powiedziała po czym zaczęła się śmiać.-Ale ty nadal nie powiedziałaś mi kto to!-udawała obużenie.
-Marc, Marc Bartra, tak zakochałam się w piłkarzu, który może mieć wszystkie...po co miałby zwrócić uwagę na mnie? Jestem żałosna.-byłam załamana, co ja miałam zrobić w takiej sytuacji, przeciez ja na pewno jestem mu obojętna, no ale...patrzył się na mnie jednak nie normalnie, nie jak na zwykłą dziewczynę.
-Co ty mówisz? Marc nie jest taki, znam go  i to bardzo dobrze, a teraz idź spać, bo już późno.-powiedziała i puściła mi oczko.
-Masz racje, musze sobie to przemyśleś, może ja się nie zakochałam? Może mi się tylko wydaje?
-Przestań gadać głupoty i pogódź się z tym, że możesz się zakochać!-Rita jest cudowna, mieć taką przyjaciółkę to skarb, potrafiła mnie podnieść na duchu. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym jej wczoraj tam nie zaczepiła, straciłabym szanse na wspaniałą znajomość.
Poszłam na góre do pokoju, miałam już się kłaść, gdy nagle dostałam sms:

                         -Hey, miałabyś ochotę się jutro spotkać?~Marc
                         -Hej, jasne. Gdzie i o której?
                         -Będe o 16, pa ;)
                         -Pa

~Skąd on ma mój numer? Hmm... Może od Messiego. Czyli jednak nie jestem mu obojętna.. Tylko co ja jutro na siebie założe... Musze iść na zakupy!~ przez tego sms'a nie umiałam zasnąć, cały czas myślałam czy ja sie naprawde zakochałam, miłość od pierwszego wejrzenia? Nie wiem, już nic nie wiem, pogubiłam się, te wakacje na pewno namieszają w moim życiu i to bardzo, a to dopiero był początek...
__________________________________________________________________________
No to mamy trzeci rozdział, jak widać trochę te wakacje namieszały w życiu Anieli, a to dopiero początek. Czekajcie na następny rozdział, a tym czasem zapraszam do komentowania, bo jest tu jakaś mała aktywność ;cc

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 2 - "...czyli jestem w szpitalu."

Otworzyłam drzwi jeszcze naszego pokoju i sopojrzałam na łóżko Patryka. O co mu chodzi? Przcież znamy się pare godzin, a on? On chciał mnie pocałować i jeszcze te komplementy. Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć, czy to możliwe, że w tak krótkim czasie można się zakochać? Oczywiście mówie tu o Patryku, bo ja nic do niego nie czuje. Stwierdziłam, że lepiej o tym i o nim zapomnieć. Zaczłam wszystko pakować, starałam się robić to jak najszybciej, żeby w razie czego go nie spotkać. -Dobra mam już chyba wszystko.- rozejżałam się po pokoju. Miałam już wychodzić, gdy nagle przedemną pojawił się on.
-Aniela co ty robisz? Przepraszam, nie chciałem, ale zrozum ja sie chyba zakochałem!-popatrzył na mnie błagalnie, nie chciał mnie wypuścić mimo, iż starannie próbowałam go wyminąć on nie dawał za wygraną.
-Puść mnie!- w końcu się odezwałam.-Jesteś żałosny! Ty nie wiesz co to miłość, jak można zakochać się po paru godzinach znajomości?! Czy ty siebie słyszysz!?-krzyknęłam, niestety ja dobrze wiedziałam co to miłość... Dwa lata temu miałam chłopaka, ba! Nażeczonego! Miałam wtedy 18 lat, on 23, a  mimo tego kochałam go jak głupia, wtedy pierwszy raz sie zakochałam. Po pewnym czasie wszystko zaczęło sie piepszyć. Ciągłe kłótnie, nie wracał do domu, a jak wracał to pijany... Raz poszłam za nim, mówił wtedy, że idzie na spotkanie służbowe. Dobrze wiedziałam, że to kłamstwo, ale mimo tego rozbeczałam sie jak głupia gdy zobaczyłam, że spotkał się z jakąś dziewczyną, to co najbardziej mnie dobiło to to, że miała koło siebie dziecko, które po prostu mówiło do niego tato... Przez miesiąc siedziałam w domu, z nikim nie rozmawiałam, popadłam w depresję, to było straszne. Gdyby nie moi rodzice już dawno podcięłabym sobie żyły, ale po paru miesiącach uświadomiłam sobie, że miłość nie jest mi w niczym potrzebna, że sama dam sobie rade, jednak wiem, że ja sie jej po prostu boje... Gdy sobie o tym wszystkim przypomniałam, zrobiło mi się słabo, nogi zaczęły mi sie uginać, poczułam okropny ból w brzuchu i upadłam...

                                   ***


-Wszystko będzie dobrze, to wszystko było spowodowane stresem, zostanie u nas jeszcze do jutra na obserwacji, jeśli wszystko będzie dobrze wypuścimy ją.-usłyszałam niezidentyfikowany męski głos. ~Aha czyli jestem w szpitalu~ pomyślałam i zaczęłam powoli otwierać ociężałe powieki. Zobaczyłam... Ah Patryka, to była ostatnia osoba, z którą chciałam rozmawiać i widzieć.

-Obudziłaś się! Jak sie czujesz!?-pytał zatroskanym głosem. Nic mu nie odpowiedziałam, byłam na niego zła, on nie był we mnie zakochany, on nie wie co to miłość! Na jakiej podstawie go tak oskarżałam? Przecież go nie znałam. Sama nie wiem, może to właśnie dlatego, że sie nie znamy, a on twierdzi, że mnie kocha, boje się miłości, po prostu nie chciałam go zranić. Wiedziałam, że miłość to nie moja bajka i byłam pewna, że nigdy nią nie będzie. 
-Wyjdź. - powiedziałam i odwróciłam się w drugą strone.
-Ale An..
-Wyjdź!!- krzyknęłam, nie dając mu dokończyć. Zrezygnowany odwrócił się i wyszedł. Tak tego właśnie było mi trzeba. Ciszy.
Do sali wszedł lekarz.
-Pani Rozuz, mieliśmy panią tu potrzymać jeszcze do jutra, ale wyniki są dobre, więc nie ma żadnych przeciwskazań, aby panią wypuścić.-powiedział uśmiechając się. Wychodząc ze szpitala uświadomiłam sobie, że tak naprawde nie mam dokąd iść. 
-Ah, zajebisty początek wakacji.- powiedziałam, po czym ruszyłam w stronę jakiegoś parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam szukać czegoś w torbie, tym czymś był mój pamiętnik, piszę go odkąd Daniel mnie zdradził. Tam jest wszystko, tak naprawde nikt o nim nie wie, tylko ja.
-Cholera!- krzyknęłam, jak dobrze, że nikt nie rozumie po polsku, bo moja wiązanka słów w tym momencie nie była zbyt stosowna.-Nie, nie tylko nie to, nie mogłam go zostawić w Polsce, ah przecież wiedziałam, że o czymś zapomniałam.- to mogło być wszystko, ale nie pamiętnik, byłam załamana. Bez domu, bez pamiętnika, bez niczego! Postanowiłam, że zaczepie kogoś i zapytam o najbliższy hotel. Miałam już pytać się jakiejś kobiety, gdy w  dali zauważyłam jakąś płaczącą dziewczyne, bez chwili namysłu podbiegłam do niej.
-Co sie stało?- zapytałam cała zdyszana. Dziewczyna popatrzyła się na mnie troche zawstydzona jednak po pewnym czasie odpowiedziała mi.
-Życie mi sie zawaliło!! Mój nażeczony...były nażeczony ma dziecko z jakąś kobietą!- krzyknęła, trzymając ręce na twarzy, znajoma historia... W tym momencie wszystkie wspomnienia wróciły.
-Nie jesteś sama...powiedziałam, ocierając jej łzy z policzka, po czym zaczęłam jej opowiadać moją historie. 
-Ah, przeznaczenie?- powiedziała uśmiechając się lekko.
-Chyba tak.-popatrzyłam na nią śmiejąc się. Widziałam w niej mnie jeszcze dwa lata temu...
-A tak w ogóle to jestem Rita.-po tych słowach od razu jej twarz rozpromieniała.
-Aniela.-uśmiechnęłam się i podałam jej ręke.
-Ty raczej nie jesteś Hiszpanką?-zapytała, chyba była lekko zdziwiona moim imieniem.
-Nie, jestem Polką, przyjechałam tu na wakacje, tylko że jest jeden problem...-powiedziałam lekko załamana.
-Mieszkanie?- powiedziała śmiejąc się.-Spokojnie, jak chcesz to możesz mieszkać ze mną, przyda mi się żeńskie towarzystwo po tym co sie stało.
-Chętnie, obym ci tylko nie przeszkadzała.-po tych słowach poszłam za moją nową koleżanką, zdziwiły mnie tylko jej słowa "żeńskie towarzstwo"...
                                    ***

-A to będzie twój nowy pokój.-powiedziała, otwierając drzwi do wielkiego pomieszczenia. Zresztą cały dom był wielki. Ściany były biało szare, tak samo jak meble, łóżko było koloru czerwonego. 

-Hoho, czy ja właśnie trafiłam na jakąś bogaczke?-powiedziałam śmiejąc się, gdy oglądałam dom.
-Hym, można tak powiedzieć...-troche się zmieszała.-Bo ja tu nie mieszkam sama.
-Przecież mówiłaś, że twój nażeczony...-pogubiłam się troche.
-Nie o to chodzi, ja tu mieszkam z bratem...
-Ale przecież mi to nie przeszkadza.-zdziwiłam się, przecież to nic strasznego, że mieszka z bratem. W tym momencie zrozumiałam też jej słowa o żeńskim towarzystwie.
-Bo on jest...- i w tym momencie z łazienki wyszedł mężczyzna, teraz dopiero zrozumiałam dlaczego taka była...
-Lionel...Me...Messi?-wydukałam, przedemną stał właśnie mój idol, gwiazda footballu!!
-Rit... Kto to?-zapytał troche speszony, chyba mną.
-To moja przyjaciółka, Aniela to mój brat...-widać było, że troche jej głupio.
-Ale zaraz, zaraz.-zdziwiłam się.-On ma na nazwisko Messi, a ty z tego co mi mówiłaś to Prevez.
-Bo to moja przyrodnia siostra.-odezwał się piłkarz.-Ale nie piszcz.-zaśmiał się.
-Postaram się.- powiedziałam śmiejąc się.
-Traktuj mnie jak przyjaciela.
-O matko Lionel Messi jako mój przyjaciel.-wymksnęło mi się. Na co Rita i Leo zareagowali śmiechem.

                                    ***


Była już 22, zeszłam na dół do Rity i Leo, aaa Leo dalej nie mogę się przyzwyczaić. Gdy schodziłam po schodach, zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Patryka. Odrzuciłam rozmowe i usiadłam na kanapie.

-Gramy w fifę?-zapytał mnie brunet po czym zaczął śmiesznie poruszać brwiami.
-Leo zostaw ją, a może nie lubi piłki nożnej.-odezwała się Rita z kuchni.
-Lubisz?- popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.
-Kocham!-powiedziałam śmiejąc się, na co piłkarz, aż podskoczył z radości.
-Moja druga siostra!-krzyknął na cały dom.
-Witaj w rodzinie.- powiedziała Prevez, przynosząc do pokoju kanapki. 
-Czuje się zaszczycona.-powiedziałam biorąc jedną kanapke do ręki. Po zjedzeniu i jeszcze długiej rozmowie podziękowałam i poszłam na góre do swojego pokoju. Umyłam się, przebrałam i położyłam na łóżko. Myślałam o Patryku, czy on na prawdę mnie kocha? Tego nie wiem, chciałabym teraz wziąść do ręki mój pamiętnik i wszystkie moje myśli przenieść na papier, nie lubie wszystkiego w sobie dusić. Myślałam tak jeszcze trochę, aż zasnęłam...
___________________________________________
Mamy 2 jest szybciej bo chora jestem... Czytasz? Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza  ;)



niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 1-,,Barcelono, nadchodzę!"

-Aniela, dziecko wstawaj!-usłyszałam jakiś głos.
-Cc..co?-wymamrotałam jeszcze zaspana. Otworzyłam oczy, a przede mną ukazała się postać mojej mamy.
-Wiesz.. jeśli nie chcesz jechać do tej swojej Barcelony to dobra, ja cie nie wyganiam.-powiedziała to śmiejąc się ze mnie, uderzyła we mnie poduszką i wyszła z mojego pokoju.
-Yhh, co ja mam na siebie założyć?- usiadłam bezradnie na łóżko. Wiedziałam, że nie mam za dużo czasu. Myślałam tak chyba z dziesięć minut. Noo.. to i tak mało patrząc na to ile zajmuje mi wybieranie ciuchów do szkoły. Wybrałam to. Zeszłam na dół na śniadanie, tam rozmawiałam jeszcze z rodzicami, oczywiście mówili mi, żebym na siebie uważała i takie tam, gdy zjadłam, ubrałam kurtkę, wzięłam walizkę i pozostało mi tylko czekać na taksówkę.
-Będziemy tęsknić.-powiedział tata, gdy miałam już wsiadać do auta, chcieli sami mnie zawieść na lotnisko, ale była 2 nad ranem nie chciałam żeby specjalnie dla mnie jechali taki kawał drogi.

-Ja też.-odpowiedziałam, a pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, w końcu zobaczymy się dopiero za miesiąc, nigdy się na tyle nie rozstawaliśmy, tak wiem, że to głupie mam 19 lat, a przeżywam rozstanie z rodzicami, no ale taka już jestem...
Wsiadłam do taksówki i pojechałam w stronę lotniska. Przede mną była godzina drogi.
-Barcelono, Nadchodzę!-powiedziałam, po czym założyłam słuchawki i odpłynęłam...

                                               ***

Stałam już przed budynkiem zwanym lotnisko, bałam się, nikogo przecież tam nie znam. Po chwili byłam już w samolocie, poszłam zająć miejsce, wyboru nie miałam, widziałam tylko dwa wolne miejsca, fartem przy oknie, coś dla mnie. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu, nagle usłyszeliśmy głos kapitana, że zaraz wystartujemy, przeszedł przeze mnie lekki dreszczyk, jak nie patrzeć to będzie mój pierwszy lot w życiu. W ostatnim momencie przed wystartowaniem jeszcze ktoś wszedł do samolotu, był to przystojny brunet, chyba w moim wieku, jak później zauważyłam o zjawiskowo ciemnych oczach.
-Przepraszam, czy tu jest wolne?-spytał lekko speszony.
-Yyhym, no.. to znaczy.. tak, jest wolne.-nie wiem czemu, ale jego czarne oczy jakoś dziwnie na mnie wpłynęły, że nie potrafiłam wydusić z siebie nic lepszego, niż to co powiedziałam.
-Patryk, miło mi.-podał mi rękę.
-Aniela, mi również.-odpowiedziałam, już bardziej śmielej niż przedtem.
Popatrzyłam na jego plecak i dostrzegłam coś granatowo-bordowego. - Czy to nie aby koszulka Barcy? Jak widać mam przyjemność siedzieć obok Culé.-uśmiechnęłam się.
-Tak, jestem jej dumnym posiadaczem.-powiedział, unosząc zabawnie swoje brwi.
-No to chyba mamy takie same.-wyciągnęłam moją koszulkę z torby podręcznej.
Następne dwie godziny spędziliśmy na rozmawianiu o piłce nożnej, nas i w ogóle o tym co nam ślina przyniosła na język. Tak byliśmy pochłonięci rozmową, że nie zauważyliśmy, że zostało jeszcze pół godziny do lądowania.
                                              ***
-Czyli to tak wygląda jeden z najsłynniejszych stadionów na świecie...-stałam jak wryta z otwartą buzią, gdy byliśmy już na miejscu, patrzyłam się na Camp Nou, byłam w siódmym niebie.-To jest coś pięknego!-krzyknęłam.
Patryk stał za mną i wszystko dokładnie obserwował, w pewnym momencie nie wytrzymał i zaczął się ze mnie śmiać.
-O co ci chodzi?!-zapytałam, udając obrażoną.
-O nic, po prostu wyglądasz śmiesznie z tą miną. Chodź zarezerwować pokój.
-Ale...-wydukałam.
-Co?-zapytał, widziałam, że był trochę zmieszany.
-Mamy mieć pokój razem?-przyznam, byłam zdziwiona, znamy się parę godzin, a on chce mieć razem ze mną pokój. Czułabym się raczej niezręcznie, chociaż.. sama nie wiem, jest bardzo fajny, co mi szkodzi?
-Noo.. tak, przeszkadza Ci to?-widać było, że posmutniał.
-Nie, chodź, bo nie będzie miejsc.-uśmiechnęłam się lekko i poszliśmy w stronę hotelu.

                                             ***

Leżałam na łóżku, byłam strasznie zmęczona, ale za to Patryk... Ahh szkoda gadać, miałam już go powoli dosyć.
-Anieelkoo, Anieluuu, Anieelooo błaaaaaagam!-prosił, zaraz jakie prosił? On się darł na cały hotel! Już sobie wyobrażam minę tych ludzi, którzy przechodzili obok naszego pokoju.
-Nie, nie idę na żaden basen! Sam sobie idź!-powiedziałam po czym schowałam głowę w poduszkę, już miałam puścić muzykę w słuchawkach, aż znowu zaczął "prosić".
-Ale Anieluu... będzie fajnieee!-podszedł do mnie i popatrzył się na mnie tymi swoimi czarnymi oczami, dodał jeszcze do tego minę małego szczeniaczka. No co ja miałam w takiej sytuacji zrobić?!
-Yhh, daj mi 20 minut...-uległam, to było silniejsze, w sumie nie będzie chyba tak strasznie.
-Jeeeeej!-krzyknął jak malutki chłopiec, który właśnie dostał piłkę.
-Dzieciak!-powiedziałam i weszłam do łazienki.
Polubiłam go i to bardzo, ale jedyne co do niego czuje to przyjaźń, nic poza tym. Zresztą ja dla niego pewnie też jestem tylko przyjaciółką, a mi to jak najbardziej pasuje. Umyłam się i przebrałam w to.
-Hohoho, jaki brzuszek.-powiedział i zaczął się śmiać, na co ja rzuciłam w niego poduszką.
-To idziemy na ten twój basen?-zapytałam.
-No ba!-krzyknął i pobiegł w stronę drzwi, na prawdę się zastanawiam czy on zachowuje się tak, żeby mnie wkurzyć, czy po prostu taki jest...
Szliśmy z jakieś dziesięć minut nic nie mówiąc.
-Too od kiedy interesujesz się piłką?-przerwał tą co raz bardziej dłużącą się ciszę.
-Od małego, zawsze coś mnie do tego ciągnęło, gdy tata oglądał jakiś mecz ja się mu przyglądałam i próbowałam naśladować co robi w czasie kibicowania, rodzice zawsze się ze mnie śmiali, gdy piszczałam jak ulubiony klub taty wygrał, a płakałam jak przegrał.
-No to ciekawe, muszę przyznać, że nigdy nie widziałem takiej dziewczyny jak ty...-spoważniał i popatrzył mi w oczy.
-Takiej, czyli jakiej..?-spytałam, trochę się zestresowałam, gdy zaczął się do mnie powoli zbliżać. Czułam, że coś jest na rzeczy, normalny przyjaciel nie zachowuje się tak jak on w tej chwili.
-Prawdziwej fanki sportu, mądrej, ładnej, śmiesznej po prostu...idealnej.-po tych słowach byliśmy od siebie oddaleni o jakieś pięć centymetrów. Słyszałam dokładnie jego bicie serca, czułam, że się boi, tylko nie wiedziałam czego, gdy był już bliski pocałowania mnie, wiedziałam, że nie mogę, wiedziałam, że go zranię, po prostu się odsunęłam i pobiegłam w stronę hotelu, nie mogłam, nie kochałam go, nic do niego nie czułam, był dla mnie zwyczajnym przyjacielem, nikim więcej...
_______________________________________________
No więc mamy jedynkę, wiem, że Patryk za bardzo się pośpieszył, ale, za szybko przywiązuje się do dziewczyn i za szybko zakochuje, za to Aniela jest jego zupełnym przeciwieństwem, może właśnie to ich połączy? A może rozdzieli? Czas pokaże...
A ja zachęcam was do komentowania, bo chce wiedzieć czy wam się podoba. Do następnego ;)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Prolog

W końcu nadszedł ten jakże upragniony przeze mnie, od paru miesięcy, dzień. Wakacje! Tak na prawdę nie wiem gdzie się w nie wybiorę albo czy w ogóle to zrobię. Wizja dwóch miesięcy z moimi ulubionymi serialami była okropnie kusząca, ale od małego w głębi duszy marzyłam o tym żeby pojechać do Hiszpanii, a konkretnie do Barcelony, a w te wakacje mogłabym się tam wybrać, bo niedawno skończyłam swoje osiemnaste urodziny.

                                                 *** 

-Aniela!! Zejdziesz na chwilę na dół?!-krzyczała moja mama.
-Jasne! Poczekaj, tylko się trochę ogarnę!-odpowiedziałam, była 10:00 rano, a ja jeszcze nie byłam nawet ubrana.

Po jakiś 20 minutach wreszcie zeszłam na dół do kuchni, zastałam tam moją mamę razem z tatą. Stali równo obok siebie i patrzyli się na mnie jak by wygrali co najmniej na loterii.
-Podejdź.-powiedział tata z nie małym podekscytowaniem.
Zrobiłam jak kazał, widziałam, że kryje coś z tyłu w rękach, mógł być to pies ale.. przecież tak to zawołali by też Wiktora-mojego młodszego brata.
-Wiemy jak bardzo kochasz drużynę Barcelony i że twoje marzenie to pojechać do Hiszpanii.-patrzyłam na niego jak idiotka z otwartą buzią, już chyba wiedziałam jakie będzie jego ostatnie zdanie.
-Więc mamy dla ciebie bilet na wyjazd do tego właśnie miejsca!! - krzyknął, a ja zaczęłam płakać jak głupia, przytulać rodziców i w ogóle nie wiedziałam co się dzieje.
-Przestań się tak drzeć, spać nie dajesz!-zza rogu wyszedł mój brat, wyglądał jak  siedem nieszczęść.
-Ahh Wiktor, za tobą będę tęskniła najmniej.-powiedziałam i poszłam do pokoju pochwalić się moim koleżanką, ale będą miały miny!
                                                  ***

-Oliwia!!-krzyknęłam do telefonu jak głupia
-Co jest, kobieto jest...-i tu się zacięła, zobaczyła na zegarek i widziała, że jest już po 13.-dobra nie było tematu, mów co się stało?!
Opowiedziałam jej wszystko dokładnie, z tego wszystkiego zapomniałam się zapytać kiedy wyjeżdżam. Zeszłam na dół.
-Mamo, przez to wszystko zapomniałam się zapytać, o której i kiedy w ogóle wylatuje?
-Jutro o 4.-powiedziała to z takim spokojem, a ja, ja po prostu się zestresowałam, zostało mi parę godzin,tak dla mnie to było tylko parę godzin, na spakowanie niezbędnych rzeczy, przecież jadę na miesiąc!!
-Mamo! Jak możesz to mówić z takim spokojem?! Przecież mam mało czasu, to jest zdecydowanie za mało!-pobiegłam jak poparzona do pokoju, wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować.
                                            
                                                  ***

Byłam już zdecydowanie gotowa, ale cały czas miałam wrażenie, że o czymś zapomniałam. Leżałam już w łóżku i myślałam ~ Wspaniale by było zobaczyć Marca.~ Ahh Marc, od zawsze miałam na jego punkcie świra, w moim pokoju było pełno plakatów z jego osobą, mniej, ale i tak dużo, miałam też z Neymarem, to byli tacy moi najwięksi idole z całego zespołu, oczywiście podziwiałam też innych piłkarzy blaugrany na przykład Gerarda za to, że jest tak wspaniałym obrońcą, albo Leo za cuda które potrafił czynić, gdy miał przy sobie piłkę.
-Czas spać.-powiedziałam sobie po cichu, gdy zobaczyłam, że jest już 22.-To już za parę godzin...- wyszeptałam i momentalnie zasnęłam.
_____________________________________________________
No więc oto prolog, mam nadzieję, że wam się spodoba. Muszę też dodać, że to mój pierwszy blog i no nie powiem trochę się stresuje. Rozdziały będą dodawane co tydzień i myślę nad niedzielą, więc jeśli wam się spodobało to oczekujcie następnych rozdziałów. Zostawiajcie też komentarze, ponieważ są bardzo motywujące i chce też wiedzieć jakie macie o tym zdanie. Do następnego ;) 

Jeśli czytasz po zakończeniu tego opowiadania to i tak komentuj! Ja tu cały czas jestem ;)
A będzie mi serio miło ;)