-Nie wiem czy wziąć tą... W sumie to ta też jest ładna, ale zaraz ta jest śliczna!! Albo...ta czerwona! Rita...błagam za dużo tego!!!-usiadłam zrezygnowana, byłyśmy razem z Ritą na zakupach, byłam cała zawalona sukienkami chyba w każdym kolorze jaki mieli w sklepie. Szłam na spotkanie z Bartrą, a nie miałam żadnej ładnej sukienki, za to w sklepie były same ładne! Wybranie jednej to jak wybranie ulubionego zawodnika Barcy: niby Messi jest najlepszy, ale Pique jest świetny na obronie, albo Claudio na bramce-tak samo genialny. No i weź tu wybież faworyta. Tak samo ja miałam teraz z tymi nieszczęsnymi sukienkami: podobała mi się czarna, ale błękitna była równie boska! To było coś strasznego, Prevez siedziała tylko i patrzyła się na mnie z politowaniem, gdy brałam kolejne trzy sukienki.
-Jeszcze tylko te..- uśmiechnęłam się szeroko do Hiszpanki i wzięłam dwie następne. Zaś ta przewróciła oczami i zaczęła czytać jakieś czasopismo.-Ta jest idealna!-powiedziałam, gdy wyszłam z przymierzalni.
-Jest boska i tak idealnie na ciebie pasuje. Marcowi opadnie buzia, gdy cię zobaczy. Ściągaj! Bierzemy ją!-od razu zerwała się z fotela.-Tylko ściągaj ją delikatnie!!
-A to niby czemu?-zapytałam trochę zdziwiona.
-Bo jak ją zepsujesz to znowu będę musiała czekać dwie godziny zanim wybierzesz nową!-popatrzyła się na mnie, po czym zaczęła się śmiać ja zrobiłam dokładnie to samo, a następnie poszłam ją ściągnąć. Była to ta-koronkowa cudna niebieska sukienka, niby zwyczajna, a miała w sobie coś co sprawiało, że jest dla mnie wyjątkowa, tak samo jak dzisiejszy wieczór...
***
Rita.. nie idę, boje się...-powiedziałam, gdy miałam wychodzić już z domu, po czym rzuciłam torebkę na ziemie niczym małe obrażone dziecko. Wiedziałam, że palnę coś głupiego i od razu na samym początku skompromituje się na jego oczach i nie będzie chciał mnie już widzieć, ja jestem dla niego zwykłą dziewczyną, może mieć takich tysiące dlatego tak strasznie się bałam.
-Ooo nie moja droga, idziesz!-rzuciła na mnie karcące spojrzenie i podała mi torebkę. Sama dobrze wiedziałam, że muszę iść, było już za późno bo do drzwi zadzwonił dzwonek. Otworzyłam i zobaczyłam jego... Ubrany był w białą bluzkę i eleganckie spodnie, sportowo a za razem galowo, wyglądał świetnie.
-Ślicznie wyglądasz.-spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
-Ty również-odpowiedziałam posyłając mu ciepłe spojrzenie oraz uśmiech, mam nadzieję, że mi wyszedł...-Too gdzie idziemy?-zapytałam patrząc mu w oczy, były takie śliczne.
-Zobaczysz..-wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu.
-Bawcie się dobrze!-usłyszałam głos Prevez dobiegający z domu, gdy wsiadałam do auta Marca. Jechaliśmy w ciszy, ale to nie była taka niezręczna cisza, tylko przyjemna.
-Jesteśmy!-powiedział, gdy zatrzymaliśmy się przed jakąś restauracją, była śliczna, nigdy w takiej nie byłam, w środku było jeszcze lepiej. Jak się okazało mieliśmy już zarezerwowany stolik.
-I jak ci się podoba?-zapytał patrząc mi w oczy, troszkę się tym skrępowałam.
-Tu jest świetnie!-odpowiedziałam oglądając się dookoła. Rozmawialiśmy tak na prawdę o wszystkim, czułam się jak byśmy znali się parę dobrych lat. Nawet nie zauważyłam, gdy wybiła 22, zwiózł mnie pod sam dom, tam jeszcze rozmawialiśmy po prostu nie umieliśmy się rozstać.
-Noo to chyba czas się pożegnać.-powiedział po czym trochę się zbliżył.
-Chyba tak...-odpowiedziałam i również podeszłam bliżej. Nasze twarze dzieliły centymetry, a my zbliżaliśmy się coraz bardziej, w momencie gdy nasze usta miały się złączyć...zadzwonił mój telefon! Od razu się od siebie odsunęliśmy, a ja sprawdziłam kto dzwoni.
-To Rita.-popatrzyłam się na wyświetlacz telefonu.
-To ja już chyba pójdę.-delikatnie pocałował mnie w policzek i wsiadł do auta po czy pojechał.
-Kurwa! Ona to ma wyczucie czasu.-przeklęłam pod nosem, a następnie weszłam do domu.-RITA ZABIJĘ CIĘ!-krzyknęłam, gdy odłożyłam kurtkę do szafy.
-Oo jesteś już, dzwoniłam do ciebie.-powiedziała schodząc po schodach.
-Tak wiem, że dzwoniłaś!
-Tobie co? Martwiłam się.-powiedziała lekko zdziwiona moim zachowaniem.
-Mieliśmy się pocałować, a ty zadzwoniłaś...miało być tak pięknie...-rzuciłam się zrezygnowana na kanapę.-Ahh, czyli jednak nie jestem mu obojętna...-uśmiechnęłam się do siebie i znowu rzuciłam na Ritę zimne spojrzenie.
-CO?! Przepraszam cię, naprawdę.-powiedziała błagalnym głosem.-Mówiłam, ci że jesteś dla niego ważna.
-Nic się nie stało.-uśmiechnęłam się po czym ją przytuliłam.-Dobra idę na górę, zmęczona jestem...
-Aniela, czekaj!-usłyszałam głos Leo z kuchni, czyli wszystko słyszał...-Po pierwsze gratuluję wam i życzę szczęścia!-podał mi rękę i śmiesznie poruszył brwiami.-A po drugie Gerard robi jutro imprezę, chcecie iść?-zapytał się patrząc na nas.
-Po pierwsze nie jestem z nim głupku, po drugie mama nie uczyła, że się nie podsłuchuje?!-zapytałam śmiejąc się.-Noo a po trzecie jeśli Rita się zgadza too.. ja też mogę iść,-popatrzyłam się pytająco na Prevez.
-No skoro ty tak, to ja też!-krzyknęła po czym się o mnie oparła.
-To teraz mogę iść już spać?-popatrzyłam na Leo.
-Tak, zezwalam ci.-zerknął na mnie poważnie i zaczął się śmiać, my zrobiłyśmy to samo.
***
Wychodząc z łazienki natknęłam się na bukiet kwiatów stojący w moim pokoju, chciałam już zejść do przyjaciół zapytać się od kogo to, ale zauważyłam przypiętą do nich karteczkę. Bez chwili namysłu otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Aniela te kwiaty są dla Ciebie, wiem że nie chcesz mnie znać, ale nie potrafię bez Ciebie żyć, widziałem Cię z tym piłkarzykiem, zobaczysz on prędzej czy później Cię zostawi, to ja Cię kocham, nie on!! Mam nadzieję, że to przemyślisz."
Kocham i całuję: Patryk ♥
I w tym oto właśnie momencie Patryk zepsuł mi koniec dnia. ~Kiedy on wreszcie zrozumie, że nie chcę go znać?!~tak bardzo w takich chwilach brakuje mi mojego pamiętnika... ~Jutro muszę napisać do rodziców i poprosić ich, aby przesłali mi go jakoś, nie wiedzą o nim, trudno teraz się dowiedzą, ważne żebym miała go przy sobie...
Kwiaty oczywiście zaraz po przeczytaniu listu wyrzuciłam, nie chciałam mieć przy sobie czegoś co przypominało mi o nim, nie rozumiałam go i..nie chciałam. Zamiast cieszyć się wspaniałym spotkaniem z Marcem cały czas myślałam o Patryku, dlaczego musiałam go spotkać wtedy w tym samolocie? Na to pytanie nie umiałam sobie odpowiedzieć. Zmęczona tymi wszystkimi dzisiejszymi wydarzeniami zasnęłam...
***
Rano obudziło mnie jakieś wycie z dołu, okropne wycie!! Bez żadnego ogarnięcia się pobiegłam na dół sprawdzić co się dzieję, to co tam zobaczyłam na zawsze pozostanie w mojej pamięci...Gerard, Leo, Xavi, Iniesta, Suarez, Claudio i Dani śpiewali piosenkę Shakiry, która siedziała na kanapie i zatykała uszy słysząc ich "śpiew" o ile można nazwać to śpiewem. No tak! Właśnie zobaczyłam Shakirę, jestem jej fanką! Stałam jak wryta parząc się na nią, gdy mnie zauważyła od razu podeszła.
-Błagam ratuj, zaraz uszy mi odpadną.-powiedziała błagalnym tonem śmiejąc się przy tym, nasi "piosenkarze" nie zwracali na nas uwagi i dalej się darli. Ja ciągle stałam i się patrzyłam.-Ty pewnie jesteś Aniela? Geri mi o tobie opowiadał.-uśmiechnęła się szeroko.
-Tak.. tak to ja. Wybacz, że się tak zachowuje ale jestem twoją wielką fanką!-byłam podekscytowana, bo miałam szanse na przyjaźń z piosenkarką!
-Spokojnie rozumiem, idziemy na górę?-zapytała patrząc się na gwiazdorów. W tym momencie zorientowałam się, że jestem w piżamie i mam całe roztargane włosy.
-Tak, ty idź a ja się ogarnę, ok?-ona tylko pokiwała głową i udała się w stronę mojego pokoju. Ja skierowałam się do łazienki. Umyłam włosy, po czym wysuszyłam i zostawiłam rozpuszczone, stwierdziłam, że ubiorę się w to. Miałam już iść, gdy usłyszałam jak ktoś woła moje imię, tym kimś był Dani.
-Aniela!! Choć śpiewać z nami!-na co wszyscy zaczęli skandować moje imię.
-Nie! Nie będę śpiewać wybijcie to sobie z głowy.-na te słowa Claudio podszedł do mnie podniósł i zaprowadził do reszty piłkarzy, dał mi do ręki mikrofon i puścił "Waka, Waka", oczywiście nie miałam zamiaru śpiewać, nawet słowem się nie odezwałam! Za to oni znowu zaczęli swoją arię. Po cichu wymknęłam się im i pobiegłam na górę do Shak.
-Co tak długo?-zapytała gdy otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
-Ci nasi śpiewacy zaciągnęli mnie i kazali śpiewać.
-Haha, tacy już są, musisz się przyzwyczaić.-powiedziała patrząc na mnie i śmiejąc się.-A tak w ogóle to Leo mówił ci, że jesteś zaproszona na naszą imprezę?-spytała.
-Tak mówił.-tylko szczerze mówiąc nie mam w co się ubrać.-odpowiedziałam patrząc się na szafę, która była otwarta.
-A ta niebieska w koronkę? Jest śliczna, będzie pasować.-mówiąc to wskazała na wymienioną sukienkę.
-Noo tak tylko, że byłam już w niej wczoraj...-odpowiedziałam przy czym zaczęłam bawić się bransoletką, zawsze tak robię gdy się denerwuje czy coś. Ona tylko popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem i już miała się coś zapytać, gdy nagle niespodziewanie do pokoju wszedł cały mokry Gerard.
-Geradzie Pique co się stało?!-zapytała rozwścieczona Shakira.
-Noo boo...bo no ten bo.. Bo to wszystko wina Daniego!-w tym momencie do pokoju wszedł "winny".
-Ja?! To ty powiedziałeś, że ci ciepło to cię ochłodziłem.-zaczął się głośno śmiać, też bym wybuchła śmiechem, ale dzielnie się powstrzymywałam.
-Ale nie na tyle żeby wrzucać mnie do basenu idioto!-gdy skończył mówić popatrzył na Shak miną niewinnego szczeniaczka, ta tylko przewróciła oczami i odwróciła się w moją stronę.
-Przepraszam was za nich, a szczególnie za niego.-w tym momencie pokazała na całego mokrego Gerarda.-Tylko syf wam tu zrobił, lepiej będzie jak pójdziemy, przed imprezą jeszcze tu wpadnę, bo wszystkiego sobie nie powiedziałyśmy.-puściła mi oczko i wyszła, chyba domyśliłam się o czym chciała pogadać. Kiedy wyszli popatrzyłam na Daniego a on na mnie i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem, sama sobie się dziwie, ze tak długo wytrzymałam.
-Leo, Rita w pracy?-zapytałam się oglądającego telewizję piłkarza.
-Tak, za godzinę powinna być.-zmienił kanał w telewizji.
-Aa tak w ogóle to kiedy Anto się do nas wprowadzi? Bardzo chciałabym ją poznać.-popatrzyłam niepewnie na piłkarza.
-Po jutrze, na pewno się zaprzyjaźnicie.-uśmiechnął się do mnie szeroko i udał się w stronę kuchni.-Chcesz coś zjeść?-no w sumie nic od wczoraj nie jadłam.
-Chętnie, a co szykujesz?-zapytałam również udając się w stronę kuchni.
-Niespodzianka, idź! Nie lubię jak ktoś patrzy mi w gary!.-zaczął się głośno śmiać, a ja z nim.
-Ok.. skoro mnie nie chcesz to idę do ogrodu.-udawałam obrażoną jednak na nim nic to nie zrobiło, ahh współczuje Antonelli, haha. Na miejscu usiadłam na leżaku i słuchałam muzyki w słuchawkach, nagle pokrył mnie cień, gdy otworzyłam oczy przede mną ukazał się Messi.
-Przyniosłem posiłek pani.-udawał mojego podwładnego, myślałam że padnę gdy zaczął tańczyć z tacą, to było piękne. Było piękne dopóki mu nie wpadła do basenu... ahh.
-Niezdara!-krzyknęłam śmiejąc się na cały głos, nie umiałam opanować śmiechu, a on stał nad wodą patrząc się na pływające w niej jedzenie.
-Wieeesz...może zamówimy pizze?-popatrzył na mnie zakłopotanym wzrokiem, ja tylko pokręciłam twierdząco głową i poszłam za nim do salonu. Po zamówieniu stwierdziłam, żeby puścić jakiś film.
-Co wolisz, komedia, horror czy romansee.-zaczęłam śmiesznie poruszać brwiami gdy wypowiedziałam ostatnie słowo.
-Odpuśćmy sobie to ostatnie.-zaśmiał się.-puśćmy horror!-krzyknął na cały dom.
-Dobra, ale jak nie zasnę to twoja wina!-popatrzyłam na niego wkurzonym wzrokiem.
-Komedia?-zapytał przerażony moją miną.
-Ok!!-zaśmiałam się.-A tak w ogóle to o której jest ta impreza u Pique?
-O 20...
-Kurde Leo!! Jest 18! Przecież muszę się przygotować!-powiedziałam cała zestresowana.
-Babyy...-powiedział wyłączając film, wiedział że nie będę oglądać. Na jego słowa rzuciłam w niego poduszką i poszłam na górę do łazienki, ahh to jaką założę sukienkę? Kiedy miałam już ściągać bluzkę ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę!-krzyknęłam poprawiając prawie ściągniętą koszulkę.
-Hej, to ja Shak. Mówiłam, że przyjdę. Nie przeszkadzam ci?-powiedziała niepewnie Kolumbijka lekko otwierając drzwi do łazienki,
-Nie, nie przeszkadzasz. Spadłaś mi z nieba!-krzyknęłam śmiejąc się, złapałam ją za rękę i zaprowadziłam przed szafę.-A teraz wybieraj jaką mam ubrać.-ona tylko popatrzyła na mnie i zaczęła grzebać między sukienkami.
-Mówiłam Ci już, że ta niebieska w koronkę jest śliczna, zaraz zaraz...-zaczęła myśleć, ja wiedziałam jaki teraz poruszy temat.-...miałaś mi powiedzieć, gdzie w niej byłaś.-uśmiechnęła się i zaciągnęła mnie na kanapę.-Gadaj!-powiedziała gdy ja patrzyłam się na nią niepewnie.
-Ojj bo spotkałam się wczoraj z Marcem!-wydusiłam z siebie parę słów.
-Bartrą?!-powiedziała cała podekscytowana.-Na randkę?!-dopowiedziała jeszcze bo nic nie mówiłam.
-No tak.-wydukałam niepewnie.-Zaprosił mnie po tym jak spotkaliśmy się na Camp Nou, jest taki miły i ogólnie booooski.-zaczęłam się śmiać.
-Aaaa kobieto! Zakochałaś się!-zaczęła mnie przytulać a ja odwzajemniłam ten gest. Znałyśmy się w prawdzie nie cały dzień, a zachowywałyśmy się jak przyjaciółki które znają się od małego... Według mnie będzie to wspaniała znajomość.
-Dobra, dobra.-wstałam w z łóżka.-W bieliźnie raczej nie pójdę.-popatrzyłam na Shak uśmiechając się.
-Bartrze by się to spodobało.-zaczęła się śmiać, na co ja wbiłam jej palce w żebra.
-Ha ha ha bardzo śmieszne.-powiedziałam tylko i znowu podeszłam do szafy.
-No w sumie to mamy jeszcze półtorej godziny, a sklep mamy obok.-to był dobry pomysł.
-Ale ty wybierasz bo zanim ja wybiorę minie doba!-krzyknęłam i wybuchłam śmiechem.
-Dobra to choć, zbieramy się bo mamy coraz mniej czasu.-puściła mi oczko i pociągnęła za rękę.
***
Byłam już gotowa, wybrałyśmy tą tym razem postawiłam na czerń i biel. Na miejscu znajdowałyśmy się o 19:45, wyrobiłyśmy się a to dziwne, Rit miała już być na miejscu. Wchodząc do domu państwa Pique zauważyłam osobę, tą osobą był Marc,
-Za każdym razem zaskakujesz wyglądem.-uśmiechnął się przyjemnie i popatrzył na mnie z góry do dołu.
-Ty również.-popatrzyłam na niego.-Do twarzy ci w garniturze.-uśmiechnęłam się szeroko, po czym pocałowałam go w policzek, Między nami coś jest i tym razem nie będę zaprzeczać... Impreza jeszcze się nie zaczęła, a Dani już był wstawiony, jak on to robi? Nie wiem i nie chce wiedzieć...
Wszystko porządnie się rozkręciło po godzinie 23, talerze, szklanki a przede wszystkim jedzenie latały po całym domu, oczywiście nie same, bo Suarez i Leo zrobili sobie walkę na jedzenie i tylko "przypadkiem" rzucali jeszcze sztućcami, oczywiście nie odbyło się bez rannych. Claudio oberwał łyżką w oko, dobrze że tylko łyżką. Marc nie pił, szczerze mówiąc zdziwiło mnie to, ja również nie piłam, nie lubię. Chyba jako jedyni byliśmy całkowicie trzeźwi. Wyszliśmy na zewnątrz odetchnąć trochę świeżym powietrzem i odpocząć od wrzasków, stwierdziliśmy że pójdziemy na spacer, szliśmy ulicami Barcelony, było tak romantycznie. W pewnym momencie niepewnym, a za razem zwinnym ruchem złapał mnie za rękę, patrzył się na mnie by sprawdzić moją reakcje, ja jednak nie sprzeciwiłam się temu i szłam dalej. Stanęliśmy nie daleko drogi i patrzyliśmy się na siebie nic nie mówiąc, nagle on odezwał się pierwszy.
-Wiesz... nie dokończyliśmy czegoś.-domyślałam się czego, nic nie mówiąc uśmiechnęłam się lekko i podeszłam bliżej niego, on zrobił to samo. Teraz nasze usta dzieliły dwa centymetry, które z czasem zmieniały się w mniejszą odległość, serce coraz szybciej mi biło. Z każdym momentem nasze wargi były bliżej, aż w końcu się złączyły. To było coś niesamowitego, czułam się taka wyjątkowa, teraz byłam już pewna, że on też coś do mnie czuje, chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie ale nic tyle nie trwa. W końcu oderwaliśmy się od siebie i lekko uśmiechnęliśmy. Jako, że byliśmy koło drogi trzeba było przez nią przejść, było ciemno nic nie widzieliśmy ale mimo to poszliśmy pewnie przed siebie ja poszłam pierwsza, nagle niespodziewanie zza zakrętu wyjechał rozpędzony samochód, uderzył we mnie, poczułam przeszywający ból w całym ciele... Usłyszałam jeszcze tylko głos Marca krzyczący moje imię potem była już tylko ciemność...
_____________________________________________________________________________
Dobra to teraz chce wyjaśnić dlaczego ten rozdział jest taki długi i wyjaśnić zakończenie. To tak: opowiadanie miało być zupełnie o czymś innym, jednak we wtorek spotkałam się z moją przyjaciółką, siedziałyśmy razem i zapytałam się jej o czym mogłabym napisać ten rozdział dawałyśmy różne propozycje aż powstało to, chciałyśmy zrobić coś co zmieniłoby całe opowiadanie no i tym czymś jest wypadek Anieli, który tak na prawdę zmieni wszystko w jej życiu, zobaczycie dokładnie w dwóch następnych rozdziałach, ogólnie to przez te parę dni się zacięłam i nie umiałam nic napisać dopiero dzisiaj się przełamałam i napisałam koniec tego rozdziału. Mam nadzieję, że się wam spodobał i reszta wydarzeń, która na was czeka też przypadnie wam do gustu. Piszcie komentarze bo chce wiedzieć co o tym wszystkim myślicie, noo pod ostatnim rozdziałem były 2 komentarze więc może umówmy się tak...5 komentarzy i nowy rozdział? Chyba dacie rade ;) Do następnego :)
Oj teraz się boję. Mam nadzieję że to nic poważnego no ale jak zmieni jej życie to chyba poważne. Weny życzę =D
OdpowiedzUsuńNoo zobaczysz w następnym ;) dzięki
Usuńna początku superrr... ale na końcu BEZ KOMENTARZA xddd napisz szybko bo nie mogę się doczekać co stanie się z Anielą ♥
OdpowiedzUsuńhaha a Marc jest troche podobny do mojego kuzyna xdddd (pisze tutaj bo napisałaś że jak będzie 5 kom to wstawisz xddd)
OdpowiedzUsuńNajlepszy jaki czytałam <3
OdpowiedzUsuńKiedy nastepny???
OdpowiedzUsuńNo nie wiem xd Tak serio to myślałam, że nie będzie 5 komentarzy to się nie spieszyłam z pisaniem ;D Może wstawię w niedziele
UsuńTe wybryki piłkarzy są cudowne <3 Shaki taka kochana ;) Oby Anieli nic się nie stało.
OdpowiedzUsuń